~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Figueras_Marcelo

czwartek, 28 maja 2009
623. O tym, że "The Mirror Has Two Faces"...

   

                    „twoja kipiąca krew, twoja żądna życia twarz,

                    i ten bezwiedny wiew dramatu w twoim głosie”

                                                  [Robert Lowell. Przeł. P. Sommer].

  

Próbuję znaleźć jakieś wytłumaczenie tego stanu, pytam więc Anię, czy to we mnie widać, na kogo ja w ogóle wyglądam, jakie sprawiam wrażenie − bo, jak chwilami skłonny jestem sądzić, wszyscy to we mnie widzą poza tymi podobnymi do mnie − a jej wystarczyło tamto jedyne nasze spotkanie, by zobaczyć więcej, niż mogłem przypuszczać:

  

„Wyglądasz trochę na »siebie« – a znaczy to mniej więcej tyle, że wyglądasz na osobę cichą, skrytą, odległą, chłodną i odrobinę przestraszoną. Nie ma w Tobie pewności siebie, nie ma instynktu walki o swoje, jest za to niewidzialna, lecz wyczuwalna bariera. Wyczuwa się w Tobie bezradność i bezbronność. Wydajesz się podenerwowany, również przytłoczony jakimś ciężarem, jakąś obawą, uległością (choć bywasz uparty!), masz ładne, delikatne rysy, jesteś drobny, zadbany – ludzie lubią interpretować większość tych cech jako oznaki słabości lub kategorie kobiece wyrażające podporządkowanie. W większości kultur pojęciu męskości hegemonicznej (tej idealnej walecznej męskości opartej na modelu patriarchalnym) przeciwstawia się męskość poddaną – homoseksualną. Jedna staje się zaprzeczeniem drugiej. Stąd też pogląd jakoby wszystko to, co homoseksualne było »niemęskie«. W kontekście tego podziału, pozwolę sobie tak skwitować Twoje pytanie – czasami bywa w Tobie coś niemęskiego, ale nie będzie to w pierwszym rzędzie wygląd jako taki, lecz raczej »zachowanie« (a ściślej ta jego część, której nie kontrolujemy – mowa ciała?), wypływające ze szczególnego typu Twej osobowości. Myślę sobie, że też i dlatego niektórzy ludzie mogą Cię niejako automatycznie utożsamiać z męskością homoseksualną...”

  

Lecz problemem byłoby w takim razie to coś innego, pokrewnego, przebijającego gdzieś spod zewnętrznej warstwy − owo obciążenie, jakim moja przeszłość obarczyła teraźniejsze oraz przyszłe lata, ten skrótowo już tu opisywany „wyryty na twarzy smutek” jako coś towarzysko odstręczającego, powód braku zainteresowania moją osobą. Bo też dla kogo mógłby być atrakcyjny taki zalękniony, nieśmiały i małomówny „mężczyzna”? Podejrzewam, że przenosi się to i na inne rodzaje moich kontaktów, na przykład te „zawodowe”, że widać to na rozmowach kwalifikacyjnych, gdy kapituluję, próbując odgrywać abstrakcyjne scenki i dialogi. Jutro się o tym przekonamy − trzeci raz w ciągu dziesięciu miesięcy…

  

„Nie dostrzegał przepaści pomiędzy tym, jaki był naprawdę, a tym, co sobie na swój temat wyobrażał” [Marcelo Figueras, Szpieg czasu. Przeł. B. Jaroszuk].

  

poniedziałek, 02 marca 2009
572. O "dobrych radach" życzliwych nam ludzi...

  

„(…) odparł, że nie zamierza być niewolnikiem talentów, których bynajmniej nie wybierał, a które zostały mu najzwyczajniej w świecie narzucone. Co z tego, że wykazujemy zdolność do czegoś, co nie sprawia nam radości? W takim przypadku talent staje się przekleństwem”

                    [Marcelo Figueras, Szpieg czasu. Przeł. B. Jaroszuk].

  

A w istocie to we mnie, co podobno wzbudza taki podziw, to jedno wielkie oszustwo. Nie mam nawet tego. Jak wykorzystać to, co mam?...

  

21:44, alexanderson , Wierszo- / blogopisanie
Link
wtorek, 17 lutego 2009
566. O tym, "czego nauczyłem się od Jeanne Hersch"...

  

…„12. Że we własnym życiu nie wolno poddawać się rozpaczy z powodu naszych błędów i grzechów, ponieważ przeszłość nie jest zamknięta i otrzymuje sens nadany jej przez nasze późniejsze czyny[Czesław Miłosz].

  

Podobno hebrajskie imię Boga można też odczytywać jako Jestem Który Będę *. A ja wciąż w żaden sposób nie potrafię zrozumieć pojęcia przyszłości. Sami o sobie decydujemy − niemal śmieszne, a przecież prawdziwe...

  

* „Jestem-który-jestem. W oryginale Ehyeh-Asher-Ehyeh. Słowo ehyeh znaczy »jestem«, ale można je także zrozumieć jako »będę«. To jednocześnie forma czasu teraźniejszego i przyszłego. Da się więc odczytać całość następująco: »Jestem, który będę«. Bóg mówiłby zatem, że podobnie jak istoty, które stworzył, potrafi przeżywać tylko jedną chwilę naraz. Że nie jest w stanie z początku drogi dostrzec jej końca. Że istnieje dla siebie samego jako projekt kogoś, kim się stanie, kim będzie; kogoś, kto osiągnie zadowolenie. Ale nie dzisiaj. Może jutro. Jeśli wszystko pójdzie dobrze”

                    [Marcelo Figueras, Szpieg czasu. Przeł. B. Jaroszuk].

  

Przy ubiegłotygodniowym czytaniu tej książki miałem nieodparte wrażenie, że mówiąc o przemianach Starotestamentowego Boga autor musiał znać pracę Bóg. Biografia Jacka Milesa, która zrobiła na mnie przed laty tak wielkie wrażenie. I oto po dobrnięciu do ostatniej strony odnajduję tę pozycję w Podziękowaniach. Rzadki moment satysfakcji, że się coś wie. Co można zrobić z tak pobieżną wiedzą?…

  

Archiwum
Tagi