~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Mandelsztam_Osip

poniedziałek, 08 marca 2010
754. Na marginesie lektury wywiadu z Jackiem Dehnelem, swoim rówieśnikiem...

  

Zadanie na kolejne lata – pogodzić się nareszcie z własną przeciętnością…

  

„Strach pomyśleć, że nasze życie to opowieść bez fabuły, bez bohatera, wykonana z pustki i szkła, z namiętnego bełkotu samych tylko dygresji, z majaczeń (…) influency”

               [Osip Mandelsztam, Znaczek Egipski. Przeł. R. Przybylski].

  

wtorek, 30 czerwca 2009
639. "Les Plaisirs et les Jours" (Marcel Proust, 1896)...

  

Nareszcie słońce, bo jak dotąd w czerwcu tylko deszcz (teraz też zresztą pada, i według prognoz tak do końca moich wolnych dni). A zatem krótkie spodenki, działka, ostatnie już w tym roku truskawki, wyrywanie chwastów i pot przyjemnie oblewający obnażone, spracowane, rozpalone ciało, czytające kolejnego Bernharda. Doczekałem się – bo tylko takie miałem marzenia na ten czas. Oby choć jeszcze raz udało się poopalać…

  

I mógłbym tak żyć – bez ataków i tłumaczeń, samodzielnie, na swoim i za swoje, nawet jeśli kosztem ogromnej, straszliwej i nieskończonej samotności, w której tylko mówienie do siebie pozwala usłyszeć dźwięk własnego głosu. Nie byłaby to najbardziej pożądana forma egzystencji, ale i tak lepsza od obecnej. Bo całkowicie moja…

Rodzice wracają w sobotę – zostały mi cztery dni tej gry pozorów...

   

                    „Kłują mnie rzęsy, a w piersi łzy mi się burzą,

                    Czuję bez lęku, że się zanosi, zanosi na burzę.

                    Ktoś dziwny ponagla i każe mi o czymś zapomnieć,

                    Duszno – a jednak chce mi się żyć nieprzytomnie”

                                             [Osip Mandelsztam. Przeł. G. Gieysztor].

  

poniedziałek, 24 listopada 2008
525. O czymś na kształt urodzin, bo oto już trzy lata, jak nie mogę przestać pisać...

   

                    „Śpiewam, gdy krtań wilgotna, dusza schnie

                    I w miarę mokry wzrok, i proste rozeznanie”

                                        [Osip Mandelsztam. Przeł. M. Jastrun].

  

sobota, 12 lipca 2008
456. Twierdza wewnętrzna

  

Bunt maszyny (spełniony koszmar Wielimira Chlebnikowa), nieposłuszeństwo samoczynnie wylogowywującego się komputera, odsłania pełnię mojej pustki, zamyka w kolejnym więzieniu, dodatkowo (bo czyż można bardziej?) izoluje od świata. Knebluje usta, uniemożliwia pisanie, czytanie, śledzenie...

Nie mogąc choćby biernie uczestniczyć w życiu innych – tak pożądanych, podziwianych, potrzebnych – staję zupełnie nieprzygotowany przed samym sobą, sobie jedynie muszę wystarczyć, do siebie się przyzwyczaić. Trudno nawet wyrazić słowami nudę tych dni, maskowaną (podkreślaną?) totalitarnymi lekturami (Ewangelia według kata A. i G. Wajnerów, Czerwona księga. Stalin i Żydzi A. Lustigera, Dobry Stalin W. Jerofiejewa)... 

   

                    „W głąb lwiej warownej jamy się zapadam

                    Coraz to głębiej i głębiej, i głębiej

                                        [Osip Mandelsztam. Przeł. S. Barańczak].

  

Nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo jestem uzależniony od tych wszystkich, nielicznych przecież listów, internetowych pamiętników, komunikatorów. Jak bardzo wirtualne jest dla mnie jedynym namacalnym, jak można tęsknić za dowodem, że ci, których nie znam, gdzieś jednak istnieją. Ale beze mnie – zasklepionego w swoim opuszczeniu i tak bardzo tu, a nie tam. Bo przecież to nie okoliczności i przeszkody zewnętrzne tworzą największą barierę...

  

niedziela, 22 czerwca 2008
447. Wahlverwandtschaften

   

                    „Nigdy nie byłem niczyim rówieśnikiem”…

                                        [Osip Mandelsztam. Przeł. M. Leśniewska].

  

A mimo tego poczucia mojej całkowitej odrębności, niedopasowania, samoistności i nieprzystawalności, wciąż otrzymuję nowe listy, odbieram specyficzne głosy i słowa – dowody współodczuwania, próby utożsamienia się, wreszcie kolejne wyrazy zdziwienia, że jest-ktoś-taki-jeszcze: „Jak można pisać takie rzeczy? – które wgniatają w ziemię, rozdeptują na miazgę, rozmazują na blacie? Jak można, będąc kimś innym, odrębnym, wwiercać się tak do czyjegoś mózgu, mówić o sobie jego słowami, jak można tak wyrażać myśli, pragnienia, potrzeby, lęki i urojenia innych?”

To, co zdawało się być indywidualne, okazuje się więc doświadczeniem zbiorowym, na swój sposób uniwersalnym, ponadjednostkowym, nie-tylko-moim. Przekonałem się już o tym kilkakrotnie, a jednak za każdym razem jest to zaskakujące. „Iluż jeszcze jest takich odrętwiałych, nakarmionych fantazmatami, doświadczonych przez myśli, a nie działanie?”

Moja odpowiedzialność za innych, jaka w tym wszystkim, gdzieś na drugim planie się kryje, a zarazem wykradanie i upublicznianie przeze mnie demonów ich intymności; moja niemożność obejścia się bez nich… 

   

                    „Jestem waszym głosem, żarem waszego tchnienia, 

                    odbiciem jestem waszych twarzy. 

                    Choć skrzydeł daremnych daremne są drgnienia, 

                    będę z wami, cokolwiek się zdarzy”

                                        [Anna Achmatowa. Przeł. A. Ziemny].

  

piątek, 13 czerwca 2008
442. Delirious

    

                    „Może to jest z obłędem igranie,

                    Może twego sumienia wstyd”

                                        [Osip Mandelsztam. Przeł. S. Barańczak].

  

Rozmawiam ze sobą (w gorączce, choć nie w chorobie), z wyimaginowanymi kolegami, pokrewnymi duszami, sobowtórami, kochankami, nadając swym nieurzeczywistnionym marzeniom twarz Tego, co tylko bezcieleśnie może być przy mnie i w tej tylko postaci nie obawia się zachwytu w moich oczach. I tak jak kilkuletnie, zamknięte w sobie dzieci tworzą „niewidzialnego” przyjaciela, który za nie mówi i żyje, tak ja zwracam się na głos do siebie przez „Ty” – przekonuję, karcę, pocieszam. Nie pomaga mi to konfrontować się z innymi ludźmi poza sferą ułudy, ale, na szczęście, w ogóle nie mam z kim rozmawiać. Są tylko te cztery ściany, odbicie w lustrze i Ktoś bardzo konkretny obok… 

   

                    „Ty, Ty mnie dobrze znasz

                    Wszystko o mnie wiesz

                    Wiem, wybaczysz mi

                    Że wszystko przeze mnie”

                                        [Myslovitz, My].

  

czwartek, 03 kwietnia 2008
404. Desire

  

I nawet kiedy będę z kimś / Nie zmienię się…

Może dlatego właśnie unikam kontaktu z ludźmi, że boję się siebie – nie ich. Że zbyt dobrze znam – siebie. I, najgorsze, że (Nie mam szans być kim chcę…) się do siebie samego – przyzwyczaiłem. 

   

                    „Wiesz, lubię wieczory

                    Lubię się schować na jakiś czas

                    I jakoś tak, nienaturalnie

                    Trochę przesadnie, pobyć sam”

                                        [Myslovitz, Długość dźwięku samotności]

  

A przecież ten milkliwy mruk z lękiem w oczach, gburowato odpowiadający półsłówkami i silący się sztucznie na uśmiech (Super luz i już...), chciałby w istocie czegoś innego (Wejść na drzewo i patrzeć w niebo…) – może by nawet (Zbyt zachłannie…) potrafił, gdyby komuś starczyło do niego cierpliwości…

   

                    „O, jakże bardzo pragnę się rozbawić,

                    Wygadać się, powiedzieć wreszcie prawdę,

                    Odesłać chandrę w mgłę, do diabła, czarta,

                    Za rękę kogoś ująć: »Bądź uprzejmy – 

                    Powiedzieć mu – i pozwól z tobą iść…«”

                                        [Osip Mandelsztam. Przeł. M. Leśniewska]

  

niedziela, 24 lutego 2008
383. Brak

  

Ktoś znany prawie, podziwem za to zupełnym darzony, wykreślił mnie z blogowej listy miejsc polecanych; ktoś inny, zapoznawany od niedawna, lecz z równą tamtemu fascynacją, na liście podobnej umieścić mnie raczył. Obaj słusznie to czyniąc, na wdzięczność mą zasłużyli. Pierwszy bardziej nawet, bo kara słuszniej mi się należy niźli nagroda…

  

Dzisiejsze zachwyty...

I Okudżawa w oryginale, o wiosną odchodzącej piechocie, rekonstruowany słowo po słowie, nuta po nucie gdzieś w zakamarkach pamięci... I Majestic (USA’2001, reż. F. Darabont), prostota w duchu najlepszego Franka Capry, o czarze kina, amerykańskich wartościach, których wcale nie trzeba ujmować w cudzysłów, i o krzyczeniu J’accuse! gdy krzyczeć rzeczywiście jest potrzeba... I chłopiec ze słońcem we włosach, co wciąż nie odpowiada na list jednak (zbyt późna decyzja) wysłany... I Ewa Bieńkowska o Apollo i Dafne Berniniego: „gładkość ciał, chropawość kory, kruchość listków, rozrzucone włosy”... I różane świty Lorraina na ze czcią przewracanych kartach albumu, i krwawe zachody Turnera, i to, co na żywo za wieczornym oknem, co przekraczać się zdaje całe bogactwo palety ludzkiego wypowiedzenia:

   

                    „A niebo, niebo – to twój Buonarroti!”.

                                        [Osip Mandelsztam. Przeł. S. Pollak]

  

I mimo całego tego nasycenia brak. Ciągły brak czegoś jeszcze… Co najważniejsze. Pożądane. Wciąż niezaznane. Już niemożliwe…

Dzisiejsze zmysły...

  

wtorek, 29 stycznia 2008
370. Almost

  

Lata, dni, godziny… Dzisiejsza daremność – bezowocna wrocławska wyprawa, nieznalezienie książki, którą znajdę jutro, zbyteczne posiedzenie Zakładu i debata nad tym, co dla mnie od lat było oczywiste, przeze mnie postulowane zresztą, i lęk niepotrzebny przed spotkaniem Tamtej (wciąż mógłbym ją pokochać, gdyby nie widziała we mnie mężczyzny) – nieobecnej, na szczęście chyba, i jeszcze jedno dzisiaj niewidzenie, nieuśmiechnięcie się, niekochanie, z mojej tylko strony wyrzeczenie, bo dla mnie jedynie znaczenie mieć mogące… Przeraźliwa pustka wyziębia mi dłonie – dziś wszyscy ludzie wydają się obcy. I nawet Ty mnie prawie tak, jak ja Tobie… 

   

                    „Gdzie mam się podziać w tym styczniu przeklętym?

                    Otwarte miasto czepia się obrzydle…

                    Może mnie upił widok drzwi zamkniętych? – 

                    Wyć się chce: wszędzie zasuwy i rygle. 

   

                    I te pończochy rozszczekanych przecznic,

                    I te spiżarnie wykrzywionych ulic:

                    Zza wszystkich rogów wrogów niebezpiecznych

                    I w każdym kącie końca oczekuję”. 

                                        [Osip Mandelsztam. Przeł. S. Barańczak]

  

środa, 19 grudnia 2007
349. Purgatorium

  

Wykrawam sobie odrobinę prywatnej przestrzeni – terytorium, na które już nikt nie wtargnie; w ukryciu, po cichutku, oglądając się wciąż za siebie próbuję jakoś przetrzymać ten czas najgorszy i jednocześnie nie wyrzec tego, co najcenniejsze, nie poddać w tej nierównej walce, za wszelką cenę nie rezygnować z tego, co już chyba nie do osiągnięcia. Przynajmniej nie tu…

A przecież, chowając się w sobie, prawdziwie wielkiej ceny wciąż jeszcze nie zapłaciłem. To jeszcze nie piekło… 

   

                    „Co mam rzec, powiem szeptem – na brudno,

                    Bo na czysty głos jeszcze nie czas:

                    Trzeba poddać się trudom i próbom,

                    Nim beztroskie niebo przyjmie nas. 

   

                    I pod niebem czyśćca tymczasowym

                    Często zdarza się zapomnieć nam,

                    Jak pojemny jest niebiański schowek – 

                    Dożywotni dom z ruchomych ścian”. 

                                        [Osip Mandelsztam. Przeł. S. Barańczak]

  

niedziela, 16 grudnia 2007
347. Gra

  

Wykradanie minut, wysysanie każdej chwili, upajanie się własnym sprytem, gdy, pozostawiony na czas jakiś w spokoju i odosobnieniu (myśleli – bezradny już, rozbrojony), ukradkiem, w pośpiechu, ale jednak – nie rezygnuję, doświadczam istnienia innych.

   

                    „Ty jeszcze nie umarłeś, jeszcze sam nie jesteś…”

                                        [Osip Mandelsztam. Przeł. S. Pollak]

  

To, co wczoraj, właściwie niezbyt mnie przejęło. Jestem bardziej obojętny (nawet wobec siebie) i beznamiętny, niż może się to zdawać. A z drugiej strony, poddając się im w milczeniu, śmieję się w skrytości ducha. Niech ponosząc klęskę wciąż myślą, że zwyciężyli. Przecież to ja ostatecznie rozdaję tu karty...

  

16:10, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
sobota, 13 października 2007
313. Kondycja

  

Ćwiczenia – drgające, naprężone mięśnie; przełamywany z uporem ból i ograniczenia własnego organizmu; drobne krople potu, występujące na plecach; przyspieszony, płytki oddech przez zaciśnięte zęby. Po wszystkim odprężenie. I zadowolenie. Namacalne odczucie posiadania ciała. 

   

                    „Dano mi ciało – cóż ja z nim uczynię,

                    Takim jedynym – i moim jedynie?”

                              [Osip Mandelsztam. Przeł. M. Leśniewska]

  

Mężczyzna potrzebuje wysiłku fizycznego nie tyle dla rozwoju swojej kondycji, co dla komfortu psychiki i dobrego samopoczucia. Nie przypuszczałem, że sport jest taki przyjemny.

Więc to o to chodziło Rzymianom: Mens sana in corpore sano…

  

niedziela, 09 września 2007
280. Zwrot

   

Dziś już nie może być w trzeciej osobie.

Odważyłem się sam przed sobą nazwać trzy kwestie, trzy bolesne zagadnienia, które muszą znaleźć swoje rozwiązanie, jeśli mam zacząć stawiać czoła życiu niewyimaginowanemu i z dziecka stać się mężczyzną.

Problemem jest moja seksualność, nieprawidłowość reakcji mojego ciała, niepozwalająca mi się nią cieszyć, gdyby taka szansa kiedyś się pojawiła – niezbędna tu będzie porada seksuologa i może psychologa.

Problemem jest moja depresyjna osobowość i blokujące mnie lęki – w tym przypadku skorzystanie z usług psychiatry wydaje się być ostatecznością, zadaniem podstawowym natomiast codzienne otwieranie się na kontakty z innymi ludźmi.

Problemem jest moja życiowa niezaradność i niesamodzielność – finalnym, ale i najbardziej koniecznym działaniem na tym polu musi być wyprowadzka z rodzinnego domu do innego miasta.

Każda z tych spraw wydaje się teraz mnie przerastać. Z żadną chyba sobie sam nie poradzę. Na ich rozwiązanie muszę poświęcić lata, choć już teraz żałuję minionego czasu. Ale dłużej tak, jak teraz, już nie wytrzymam.

   

               „A więc cóż, spróbujemy: oporne, skrzypiące,

               Niewprawne obrócenie steru. […]

               Będziemy pamiętali nawet w Lety chłodzie,

               Że ziemia kosztowała nas niebiosów wiele”.

                         [Osip Mandelsztam, Przedświt swobody. Przeł. S. Pollak]

  

środa, 05 lipca 2006
97. Niewinność

  

Uwielbiam patrzeć na bawiące się małe dzieci. Całkowicie zajęte sobą, pełne autentycznej radości życia (bez pojmowania życia) nie dostrzegają świata poza nimi. Tak niewinne, przed wyruszeniem w Wielką Podróż.

Przypomina się fragment z Mandelsztama:

  

               Na niczym się nie rozumie

               I wcale mówić nie umie,

               I płynie jak delfin młody

               Przez świata spienione wody.

  

Z tego rejsu nie ma już powrotu do Cichej Przystani. Upragnionego portu Nieświadomości.

  

czwartek, 16 marca 2006
52. Strach

  

Zaczynam siebie nienawidzić. Darzyć pogardą. Wstydzić za samego siebie. Odczuwać zażenowanie z powodu własnej osoby. Czuć zniechęcenie. Ukrywać przed sobą.

A jednocześnie zauważam u siebie poczucie wyższości. Egoizm. Samozadowolenie. Narcyzm. Niemal dosłowne zakochanie się w sobie.

Czy jestem przywiązany do czegokolwiek poza sobą? Do kogokolwiek?

Czy czuję?

Czy czegoś pragnę? Czy jestem w stanie czemuś się poświęcić?

Czy coś osiągnąłem?

Czy jestem?

Czy mam szansę?

Czy jest nadzieja?

Czy zjawisz się i mnie uratujesz?

Zadaję sobie bolesne pytania i pojawia się strach…

  

                    Czas mnie nadgryza jak monetę

                    I już mi siebie samego nie starcza

                              [Osip Mandelsztam. Przeł. L. Lewin]

  

niedziela, 19 lutego 2006
41. Wspomnienie dziewczyny

   

                    Bo są kobiety z ziemią spokrewnione

                    I każdy krok ich – to rozgłośne łkanie.

                    Żegnać umarłych i witać wskrzeszonych,

                    Gdy z grobu wstają – to ich powołanie.

                    Czułości żądać od nich to występek,

                    Rozstać się z nimi – to ciężar nad siły.

                    Dziś – anioł, jutro – czerw z głębi mogiły,

                    Pojutrze – tylko zarysy rozwiane.

                    Co o krok było – będzie niedostępne,

                    A kwiaty nieśmiertelne. Niebo obojętne.

                    A to, co będzie – jest nam tylko obiecane”.

                                   [Osip Mandelsztam. Przeł. S. Barańczak]

    

Archiwum
Tagi