~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Dostojewski_Fiodor

sobota, 03 lutego 2007
195. Wcielenie

  

   Ach, przekuć ten ból, tę złość, ową urazę do świata, do siebie w coś twórczego, wartościowego, nadać temu jakąś formę, ubrać w słowa, napisać, wyrzucić z siebie, zamknąć raz na zawsze, tak by wiedzieć, że to wszystko, co dotąd i co wciąż, było warte swojej ceny, bo zostało okupione czymś innym, wyższym, czymś, co oddziela się stopniowo ode mnie i przechodzi w realne istnienie.

   Napisać – jak mam to napisać?

  

   „Więcej miał w sobie nieuświadomionego dążenia niż logicznie określonych pobudek, aby uczyć się i wiedzieć, podobnie jak i w każdej innej, najwęższej nawet dziedzinie, która go dotąd zajmowała. Jeszcze w dziecinnych latach uważano go za dziwaka, był niepodobny do kolegów. Rodziców nie znał; koledzy ze względu na dziwaczny, nietowarzyski charakter traktowali go nieludzko i brutalnie, dlatego też stał się nietowarzyski i ponury i stopniowo zaczął się wyróżniać swoją odrębnością. Ale w jego samotnych zajęciach nigdy nie było porządku i określonego systemu, nawet i teraz był to jedynie pierwszy zachwyt, pierwsza gorączka, pierwszy dreszcz artysty. Sam tworzył sobie system, kształtował go całymi latami i w jego umyśle powoli, stopniowo narastał jeszcze ciemny, niewyraźny, ale sprawiający jakąś dziwną ulgę obraz idei, wcielonej w nową, jaśniejszą formę; forma ta wyrywała mu się z duszy, szarpiąc tę duszę; z pewnym lękiem jeszcze odczuwał jej oryginalność, prawdę, odrębność; tworzenie było już na miarę jego sił, formowało się i krzepło. Ale czas wcielania i tworzenia był jeszcze daleki, może bardzo daleki, może całkiem nieosiągalny!”

                         [Fiodor Dostojewski, Gospodyni].

  

czwartek, 21 września 2006
143. Literatura dziś...

  

Aktualizowałem niedawno pojęcie „zbędnych ludzi” z XIX-wiecznej Rosji. Zadziwiające, jak aktualna, uniwersalna jest jej klasyczna literatura. Czuje się, widzi te typy i sytuacje.

Wspominam „Biesy” Dostojewskiego – te diabełki nowych czasów, te powolne wodzowi, który potrafi chwycić je za mordę sfrustrowane miernoty, owych blagierów i fantastów jak bohater „Rewizora” Gogola – Chlestakowów rewolucji, których chęć zmiany wszystkiego przeradza się w zwykły bandytyzm, którzy kiedyś walczyli z władzą, a teraz walczą o władzę:

„(…) Powołani jesteście, aby ożywić zmurszałą i zatęchłą od bezruchu sprawę, niech świadomość tego dodaje wam zawsze otuchy. Każdy wasz krok zmierzać winien do tego, aby waliło się wszystko: i państwo, i jego moralność. Zostaniemy tylko my, którzy zawczasu wyznaczyliśmy siebie do zagarnięcia władzy: mądrych pozyskamy, a na plecach głupców pojedziemy. Nie trzeba się tego wstydzić. Trzeba wychować na nowo pokolenie, aby uczynić je godnym wolności. (…) Organizujemy się, aby zagarnąć ster w ręce. Wszystko, co leży na drodze i samo nam idzie w ręce, musimy brać. Wstyd nie brać”.

Wspominam tę degenerację panującego status quo i zdegenerowaną rewolucję z „Petersburga” Biełego, tę wszechobecną a nieuchwytną prowokację, śledzenie każdego, szpiegostwo, szantaż, podejrzenie i nieufność.

Wspominam tę duszną atmosferę zakłamania, tępoty i zwierzęcych instynktów z „Małego biesa” Sołoguba, widzę tchórzliwego despotę – plugawego Pieriedonowa, popisującego się prawomyślnością i węszącego wokół spiski niczym Bielikow z „Człowieka w futerale” Czechowa.

Wspominam strach przed naczalstwem ze „Śmierci urzędnika”, serwilizm z „Kameleona”, ślepy zamordyzm i ignorancję z „Kaprala Priszybiejewa”, egoistyczne wygodnictwo i bierność porządnych ludzi z „Sali nr 6”, podejmowany wreszcie przez Czechowa w szeregu innych utworów problem „futerałowości” – zniewolenia przez sposób myślenia, przystosowania do rzeczywistości, zakreślenia ciasnych ram swoim dążeniom, zgody na zastany porządek rzeczy, pustki wewnętrznej, potulności i strachu, braku woli i zdecydowania. Bo, mówi Czechow, „odchylenie od normy”, „nienormalność” naszego życia, ta „rozpacz codzienności”, przejawia się nie tylko poprzez jawną niesprawiedliwość, podłość i zakłamanie, ale i we wszystkim, co czyni życie człowieka monotonnym, nudnym i jałowym, co pozbawia je piękna i radości. W przyzwyczajeniu do apatycznej wegetacji, wycofywaniu się, apatii. To z tolerowania przemocy, niedostrzegania drobnych krzywd i małych grzeszków rodzi się brutalna władza tępych rządców.

Wspominam teksty sprzed przynajmniej stu lat i widzę to wszystko jak dziś. W sobie i wokół siebie…

  

czwartek, 04 maja 2006
70. Starania

  

Co warte są wszystkie moje ideały, cały ten świecki humanizm, jeśli nie potrafię nad sobą zapanować w chwilach gniewu, jeśli wciąż ranię moją tak kochaną mamę, jeśli pewnych rzeczy u ludzi, w świecie nie potrafię wybaczyć, a szereg innych (wiele, zbyt wiele) darzę pogardą, choć nie umiem się do tego przyznać. Jak to było? – „Nie dość kochać ludzkość, trzeba jeszcze umieć znieść towarzystwo ludzi”.

Żyję życiem całego świata i zarazem jestem nadzwyczaj aspołeczną jednostką.

  

     …największa miłość bliźniego jest zarazem największym egoizmem

               [F. Dostojewski, Wspomnienia z domu umarłych]

  

Staram się, wciąż się staram…

  

Archiwum
Tagi