~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Konwicki_Tadeusz

piątek, 29 lipca 2016
1579. ŚDM...

Co ich tak wciąż raduje? Co każe śpiewać całe dnie i tańczyć na ulicach? Skąd ten entuzjazm, który podsyca dodatkowo byle drobiazg? Jak im przychodzi to porozumienie ponad podziałami, ta łatwość obcowania? Czy to jest właśnie młodość, tak to wygląda i tak to się przeżywa (bo to, że jestem jednym z przedwczesnych emerytów, o jakich mówił papież, nie budzi wątpliwości)? To za tym tęsknię, tego mnie ongiś pozbawiono, sam tego się wyrzekłem?...

„Należę do ludzi, którzy żyją o jeden etap szybciej. Młodość przeżywałem w dzieciństwie, wiek dojrzały w młodości, a starość rozpocząłem przed czterdziestką. Daję ci słowo, Misiu, zdarzają się tacy ludzie. Popatrz na mnie, kogo ja dziś mogę zafrapować, urzec, jaka dziewczyna poszłaby ze mną bezinteresownie, kto dałby mi łaskę uniesienia albo choćby niepokoju miłosnego. (…) Chodzi mi o to, Misiu, że już jestem poza, na zewnątrz, rozumiesz? Sam wiem o tym doskonale i nie ośmielam się nawet próbować. Dlatego tak cholernie tęskno do drugiego człowieka, tak kurewsko ciągnie do ludzi.

(…) Ty myślisz, że jestem ciotą? Misiu, jestem dużo niżej. Jestem żebrakiem”

[Tadeusz Konwicki, Wniebowstąpienie].

„Niemal wszystko, co jest przedmiotem ludzkich pragnień, było mu odmówione, życie zacisnęło się wokół niego, obnażając całą jego kruchość i bezradność, cierpienie wplecione w samą tkankę przeżywania. Krzyk z listów powtarza się niemal nieprzetworzony w jego tekstach: pragnienie ludzi, wyciągniętych rąk, afirmacji, jaką mogą dać inni”

[Ewa Bieńkowska, Spór o dziedzictwo europejskie. Między świętym i świeckim].

niedziela, 25 września 2011
1003. Kronika wypadków...

  

Zagubiony w tłumie, powoli pośród biegu dookoła, wyciszony w sobie, głuchy na roje ulicy, z zalęknieniem jakimś, z drżeniem; nieprzystawalny, samoistny… – i nagle, na Nowym Świecie, przez ulotną chwilę, zderzenie ze szklistym wzrokiem drepczącego z naprzeciwka Tadeusza Konwickiego. Powinowactwo jakieś, siebie w tym lustrze ujrzenie…

  

środa, 27 czerwca 2007
243. Udręka

  

A może tak właśnie miało być, może nie mogło być inaczej? Może nie ma tu żadnej tragedii? Bo czyż nie sam zadecydowałeś o wszystkim, czy nie sam dokonałeś wyboru? Czyż nie żyjesz tak, jak jest ci wygodniej – bez myśli, bez uczuć, bez celów – żyjąc bez udziału w życiu. Czy więc rzeczywiście czegoś ci brakuje, czy tego, o czym mówisz, rzeczywiście pragniesz? Czy jesteś gotowy na ewentualne zmiany i czy to nie lęk przed nimi wzbudza teraz w tobie wątpliwości? Czego więc chcesz? Czy to, co teraz, nie jest przypadkiem jedynym, co możliwe?

  

„Ja nikogo na świecie nie kochałem. Ja nie kochałem nawet siebie. Jestem soplem wiecznego lodu strąconym z przestrzeni międzygwiezdnej na tę ziemię. Dlaczego się męczę, niczym nie męcząc. Dlaczego ja się dręczę, przez nikogo nie dręczony”.

               [Tadeusz Konwicki, Rzeka podziemna, podziemne ptaki]

  

Archiwum
Tagi