~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Kertesz_Imre

poniedziałek, 22 sierpnia 2016
1585. Jej punkt widzenia (II)...

„(…) nie chodzi o to, że źle nam się układało, bo się nie układało źle, nie było scen, nie było kłótni, nie było innych kobiet, do tego też bym nie dopuściła, prawda jest taka, że od pewnego momentu poczułam się zmęczona osobą, która potrafiła całymi tygodniami siedzieć w kącie, nie robiąc nic, i rozpamiętywać przeszłość, więc pewnego pięknego dnia stwierdziłam, że chciałabym, żeby on się zakochał i zostawił mnie w spokoju”

[António Lobo Antunes, Podręcznik dla inkwizytorów. Przeł. W. Charchalis].

„Powtórzyła, że bardzo żałuje, że tak mnie niszczono i że się poddałem, choć początkowo wydawało się jej, że jest inaczej, wręcz przeciwnie (…), początkowo podziwiała we mnie, że niszczono mnie, ale ja jednak się nie poddałem, tak mnie wtedy oceniała i się pomyliła (…). Powtórzyła, że chciała mnie uratować, ale bezowocność jej starań, oddania i miłości zabiły w niej uczucia, którymi mnie darzyła, jest nieszczęśliwa, pozostało w niej tylko poczucie pustki i daremnego trudu”

[Imre Kertész, Kadysz za nienarodzone dziecko. Przeł. E. Sobolewska].

piątek, 06 maja 2016
1563. Pan Cogito w Roku Szekspirowskim...

„(…) znów przyłapał się na tym, że stoi w oknie i przygląda się bezdomnym.

Keserű podejrzewał, że za tym szczególnym przyzwyczajeniem kryje się jakaś treść. Czuł nawet, że gdyby udało mu się ją poznać, lepiej zrozumiałby własne życie, którego ostatnio nie rozumiał. Czuł, że od osoby, którą niegdyś znał jako siebie samego, dzieli go przepaść. Hamletowskie pytanie nie brzmiało więc dla Keserű: być albo nie być, ale: jestem czy mnie nie ma”

[Imre Kertész, Likwidacja. Przeł. E. Sobolewska].

22:40, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
poniedziałek, 15 grudnia 2014
1446. Falsificatio...

  

Przez lata pisało się co dwa-trzy dni; teraz nie sposób wydobyć z siebie słowa raz na tydzień. Myślałem, że przynajmniej w tym wykażę konsekwencję; zacięty upór, by mimo wszystko trwać i ciągnąć to, nie przestać. A teraz nie wiadomo – czy i kiedy; można się co najwyżej skryć za zdania innych. Jak gdyby od początku nie wyręczali mnie w mówieniu, jak gdyby stworzony obraz siebie był kiedykolwiek autentycznie moim dziełem

  

„Jego świat był przecież światem tekstów, pośród nich upływało całe jego życie, na nich się koncentrowało, rzec można; całą jego życiową drogę wyznaczały teksty; nie jest więc wcale pozbawione logiki, że właśnie za sprawą tekstu (…) spotkała go porażka”

                          [Imre Kertész, Likwidacja. Przeł. E. Sobolewska].

  

21:53, alexanderson , Wierszo- / blogopisanie
Link
wtorek, 15 stycznia 2013
1212. Explanation...

  

Mam czelność o „tym” pisać, bo zbyt się wstydzę mówić. Wyjawiam jako ofiara zmowy przemilczenia. By inni nie zaznali – jak ja zakłamania, siebie skompromituję prawdą ostatecznie

  

„Nie wiem, z jakiego powodu u mnie wszystko zawsze musi być inaczej, a nawet jeśli wiem, prościej będzie, gdy będę żył w mniemaniu, że nie wiem. W ten sposób uniknę tłumaczenia się. Okazuje się jednak, że tłumaczenia niepodobna uniknąć, bezustannie coś tłumaczymy albo się tłumaczymy, tego wymaga od nas to niewytłumaczalne zjawisko i zespół uczuć, jakim jest życie, tłumaczenia żąda nasze otoczenie, i wreszcie my sami pragniemy wytłumaczyć się przed sobą, aż uda się nam wszystko wokół, włącznie z samym sobą wytłumaczyć aż do końca, czyli inaczej zniszczyć”

       [Imre Kertész, Kadysz za nienarodzone dziecko. Przeł. E. Sobolewska].

  

00:12, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
piątek, 06 lipca 2012
1139. Work in Progress...

  

„Życie prywatne” – pleonazm. „Życie zawodowe” – oksymoron...

 

Miarą „postępu” ludzkości w stosunku do systemu ekonomiczno-społecznego z czasów starożytnych jest to, że obecnie niewolnikami są już wszyscy. Trzeba się jednak uczyć kilkanaście lat, by osiągnąć ten status, potem przez kolejne dekady dzień w dzień wykonywać jakieś absurdalne, niemające z tobą związku, nużące czynności w miejscu pracy i wracać z niego do domu tylko po to, by zaraz położyć się spać ze zmęczenia i konieczności rannego wstawania, aż wreszcie, gdy przychodzi starość, ma się w końcu czas dla siebie – można cieszyć zniedołężnieniem, samotnością oraz nędzą. Taki jest kształt świata – lepiej od razu zdechnąć…

 

„(…) pojąłem, że pomiędzy moją kondycją a moją pracą istnieje głęboki związek, a jego zasadniczym warunkiem jest, wygląda na to, tak mi się wydaje, gdyż jakkolwiek to smutne, nie mogę sądzić inaczej, bycie nieszczęśliwym”

       [Imre Kertész, Kadysz za nienarodzone dziecko. Przeł. E. Sobolewska].

  

19:11, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
czwartek, 24 listopada 2011
1030. Człowiek jednej Księgi - wpis na sześciolecie...

  

Należy przynajmniej starać się ponieść porażkę, jak powiedział naukowiec z powieści Bernharda, bo porażka, jedynie porażka może się ziścić, powiadam ja, i staram się, skoro muszę się starać, a muszę, bo żyję i piszę, a jedno i drugie jest staraniem się, życie ślepym, pisanie obdarzonym wzrokiem staraniem, oczywiście staraniem innego rodzaju niż samo życie, staraniem, żeby dostrzec, do czego zmierza życie, i dlatego nie mogąc uczynić nic innego, pisząc, powielam życie, powtarzam życie, jak gdyby pisanie także było życiem, a przecież wcale nim nie jest, nie może się z nim nawet mierzyć, nie można go nawet do życia porównywać, i takim sposobem, w momencie kiedy zaczynamy pisać, zaczynamy pisać o życiu i skazujemy się na porażkę. I teraz, gdy w tę głęboką, pełną świateł, głosów i bólu noc szukam odpowiedzi na ostateczne, wielkie pytania, mam już świadomość, że wszystko jest ostateczne, a na wielkie pytanie istnieje tylko jedna wielka, ostateczna odpowiedź: rozwiązująca wszystko, nakazująca milczeć wszystkim, którzy chcą pytać, że istnieje tylko jedno rozwiązanie, jeden cel naszych wszelkich starań, nawet jeżeli o nim zapominamy i zazwyczaj staramy się o coś zupełnie innego, gdyż w przeciwnym wypadku w ogóle byśmy się nie starali, choć jeśli o mnie chodzi, nie rozumiem, po co to owijanie w bawełnę: a kiedy powtarzam tu swoje własne życie – mój Boże! – takie życie, sam zadaję sobie pytanie, dlaczego, właściwie dlaczego, czyż nie wystarczy, że muszę pracować jak maniak, wytrwale i bezustannie, gdyż pomiędzy moją pracą a moją kondycją istnieje głęboki, zupełnie oczywisty związek: a jednak, kiedy piszę, powtarzam własne życie: prawdopodobnie powoduje mną skryte pragnienie, żebym kiedyś i ja się dowiedział, co to znaczy mieć nadzieję, i dlatego będę pisał, jak maniak, wytrwale i bezustannie, aż wreszcie się dowiem, a potem nie będę miał już po co pisać”

       [Imre Kertész, Kadysz za nienarodzone dziecko. Przeł. E. Sobolewska].

  

      

  

wtorek, 08 listopada 2011
1022. Golden...

 

Już tradycyjnie, po tych najgorszych chwilach, po wyrzuceniu z siebie, po nazwaniu – przychodzi odprężenie, spokój, jakieś szczególne zadowolenie z siebie, uśmiech nawet. I pojawiają, na razie wirtualni, ale mający ochotę na coś więcej (co z tego wyjdzie, zobaczymy) – mili ludzie…

 

Zaskakuje mnie to na każdym kroku, wprawia w zachwyty, dziwi – jak mogłem nie zauważać dotąd, się-nie-cieszyć? Kursować musiałem o tej porze w owych minionych, tamtych latach jedynie na króciutkich, szybkich trasach pomiędzy domem, stacją, pracą i uczelnią – nie spacerować godzinami pośród drzew, pagórków, krzewów, po wielowarstwowych dywanach liściastych, nie widzieć tej słonecznej żółci, rdzy, tego podłoża, co zlewa ze sklepieniem. Alex zanurza się w pozłotę i jak łódka brodzi… Promienna, ciepła jesień, pośród gałęzi, macew, ruin i pomników – chrupiąca, szeleszcząca, pełna dziecinnych przygód. Forty i zarośnięte ścieżki, cienie – można by tu w piratów i żołnierzy, gdybym tu wtedy, z kolegami, młodszy… Znów jestem złotym chłopcem, co musiał sam ze sobą – szczęśliwy wówczas tylko i beztroski…

 

    „(…) zawsze wiodłem jakieś tajemne życie i właśnie ono było prawdziwe”

       [Imre Kertész, Kadysz za nienarodzone dziecko. Przeł. E. Sobolewska].

  

      

  

niedziela, 04 września 2011
992. Gość w dom - czyli: Doczekać poniedziałku...

  

Rodzice wprosili się na weekend – przyjechali w sobotę, wyjeżdżają jutro. Przywieźli dwa pudła z książkami i mnóstwo zapasów żywności. I akurat teraz musiała się trafić pogoda iście letnia; zły na niemożność opalania, na dni nie po swojemu, przeganiam ich pieszo przez pół Warszawy – chcą zwiedzać, to do upadłego: wczorajszym popołudniem widoki z PKiNu, Chmielna, Tamka, Wisła przy Koperniku, ogród na BUW-ie i Plac Piłsudskiego; dziś Marszałkowska, MDM, Plac Zbawiciela, Agrykola, Łazienki, całe Ujazdowskie, obiad na Nowym Świecie, Krakowskie Przedmieście, Plac Zamkowy, koktajle lodowe na Rynku Starego Miasta i Plac TeatralnyCykają mnóstwo fotek – poprzednio ziąb i deszcz (por. 963), tym razem bardzo się wszystko podoba. Ja znudzony nieco, z wielkim też bólem głowy. Odzwyczaiłem się od ich gadania, chrapania, jedzenia. Jeszcze tylko kilkanaście godzin… Trzeba to jakoś znosić, skoro prawie za wszystko – za mnie tutaj – płacą (por. 943), odkupując poniekąd swoje winy, których nazwania (wykrzyczenia) zawsze im oszczędzałem

  

„Nerwica i przemoc jako jedyna forma związku pomiędzy nami, dostosowanie się jako jedyna forma przetrwania, uległość jako norma, szaleństwo jako efekt”

      [Imre Kertész, Kadysz za nienarodzone dziecko. Przeł. E. Sobolewska ].

  

sobota, 16 lipca 2011
970. Disappearance...

  

„Jakie to dziwne, jak mija miłość. Nagle wszystko staje się szare, zimne, zrozumiałe, trzeźwe i obce”

                    [Imre Kertész, Likwidacja. Przeł. E. Sobolewska].

  

Zachowuję się absurdalnie i egoistycznie, a samotny i zaklęty w kręgu własnych myśli dramatyzuję jedynie całą sytuację. A jednak stało się coś strasznego. Gdzieś podziała się ta spontaniczność, czułość, radość z przywoływania kilkadziesiąt razy dziennie Jej imienia – najlepsze, co w życiu mnie spotkało. I nie śmiem teraz nawet spojrzeć w oczy, przemówić słowem, rozeznać własnych uczuć. Dlaczego tak się dzieje, dlaczego nam to robię?...

Była najlepszą Anią na świecie – powtarzałem ciągle, – jak mam o Niej myśleć teraz w inny sposób?…

 

                    „Ach, że też umykasz w chwili,

                    W której zbliżyłaś się niemal już do określenia”

                                        [José Lezama Lima. Przeł. A. Komorowski].

  

sobota, 09 lipca 2011
966. Together Apart...

 

Myślałem, że to wyraz naszej bliskości, fenomenu tej przyjaźni. Nie było powodu sądzić, że kiedyś trzeba będzie przestać – nawet gdyby pojawił się ktoś inny. Bo niby dlaczego świat miałby wpływać na nasze wzajemne stosunki? Zawsze – pisałaś – miało być czekające ciepłe łóżko i para czułych ramion. I nagle musimy spać osobno. Szczegół, który dla Ciebie nic nie zmienia. A przecież nie wiem, jak mam teraz patrzeć, na co sobie pozwalać – nie mogę Cię przytulić, pieścić i całować; zapomnieć muszę zapach mokrych włosów, delikatność piersi, gładkość ud, Twe palce, stopy, uszka. Zaspane oczy w kreseczkę i lśniące paznokietki... Zostaję w połowie drogi z tym, co rozpoczęliśmy rok temu, a miało się dopełnić wreszcie tej jesieni – i odtąd nie mam nawet tej nadziei...

Nikt inny mi nie okazał tyle ciepła – dlatego pragnę tak łapczywie. Gotów się dzielić, ale też zbyt egoistyczny, by się wyrzec. Bo jakie to w istocie absurdalne – monogamia…

  

„Ich uczucie musiało być jednostronne i pełne udręki, była to spóźniona rozkosz, aż do perwersji pozbawiona perspektyw”

                     [Imre Kertész, Likwidacja. Przeł. E. Sobolewska].

  

23:58, alexanderson , Miłość (?) / Seks (!)
Link
wtorek, 05 kwietnia 2011
926. Szansa na sukces...

  

Wymiana kilku pojedynczych zdań na pomarańczowej stronie – i oto po raz pierwszy składa ktoś propozycję „randki”. Ale też moje oczekiwanie jakichś zdań kolejnych, bardziej rozwiniętych, nim dojdzie do spotkania – kazało mu z miejsca się wycofać i zamilknąć. Nic nie szkodzi – i tak odpowiadałem jedynie z czystej kurtuazji. Ani on tak przystojny, żeby się tłuc do Opola, ani ja na tyle zdesperowany, by dać się od razu przelecieć i dzień później już wracać…

  

„– Jak żyjesz, Keserű? – zapytała. (…)

– Jak detektyw z amerykańskiego kryminału – próbowałem obrócić wszystko w żart.

– I jak żyje taki detektyw?

Tu już musiałem się zastanowić.

– Samotnie. W oczekiwaniu na okazję.

– A na jakie ty czekasz okazje?

– Ja? Już najwyżej na takie, które można przepuścić”

                      [Imre Kertész, Likwidacja. Przeł. E. Sobolewska].

  

20:11, alexanderson , Miłość (?) / Seks (!)
Link
Archiwum
Tagi