~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Grossman_Wasilij

sobota, 09 sierpnia 2014
1417. Legacy...

  

Jak można było wyjechać z Warszawy? Zadręczam się codziennie, nie daję rozgrzeszenia. Tęsknota za tamtą swobodą, paradoks położenia: pragnę mieć kogoś i muszę mieszkać sam – nie mam nikogo, a sam już też nie mieszkam. Tu każda chwila prowadzi do rozstroju, po dwóch miesiącach od powrotu wróciło wszystko złe, szaleję. Nie mogę znieść ich rozmów, siedzenia w mym pokoju, tych jej odzywek, gestów, czepiania się, „Co czytasz?”, „Miałeś telefon?”, „Nie wychodź w taki upał”, „Skosztuj”. Nie odpowiadam – szczekam. Biję się w głowę, po oddech uciekam do łazienki, na bezdroża. „Jak ty się zachowujesz, dlaczego taki jesteś?”. Bo takim mnie ukształtowałaś, mamo, i nauczyłaś tylko bać się, wstydzić, wściekać…

   

„W mieszkaniu zrobiło się duszno, ciężko; tyle niedobrych emocji zawisło w powietrzu. To, co żyje prawie w każdej rodzinie, ale w ukryciu – i jeśli czasem narobi zamętu, to miłość i zaufanie nie pozwolą trwać temu długo – u nich teraz wypłynęło, wyrwało się na powierzchnię, rozlało szeroko i zatopiło ich życie, tak jakby między ojcem, matką i córką istniały tylko nieporozumienia, podejrzenia, pretensje, kwasy.

Czyżby ich wspólny los rodził tylko rozdźwięki i wzajemną obcość?”

                       [Wasilij Grossman, Życie i los. Przeł. J. Czech].

  

23:41, alexanderson
Link
czwartek, 21 kwietnia 2011
935. Happy-Go-Lucky...

  

Na imieniny, oprócz dwóch wielkich, ulubionych od dzieciństwa czekolad z orzechami i stu złotych, dostaję przyjazd A. do Polski. Za tydzień znów będziemy razem w Krakowie… To będzie też koniec mojej pracy – sam nie wiem, czego bardziej nie mogę się już doczekać!...

Odkrywam, że w pobliżu kurnika, do którego nas przeniesiono, zamieszkuje sobie lis – przechadza się codziennie po przydrożnym wale, za którym, w oknie na wprost mego biurka, widnieją rurociągi i wielki komin fabryczny. Dzisiaj widziałem też merdającą ogonkiem pliszkę, a w poniedziałek biegnącego zająca. Słońce przygrzewa jak w lipcu, chłopcy jeżdżą na rowerach w krótkich spodenkach, dziewczyny noszą bluzki na ramiączkach. Drzewka owocowe kwitną, ptaszki śpiewają, a ja nie mogę przestać się do siebie uśmiechać… Łapię się wciąż na tym, że w drodze do domu próbuję chwycić Ją za rękę, jak gdyby – wyimaginowana szła tuż obok. Kiedy Jej zresztą przy mnie nie ma?…

  

„Okazało się, że do tego, by doświadczyć uczucia, którego dawniej nie znał – szczęścia – nie potrzeba ani widzenia, ani myśli, ani słów” 

                       [Wasilij Grossman, Życie i los. Przeł. J. Czech].

  

środa, 21 kwietnia 2010
772. Pride and Glory...

  

Grossmana kończę wieczorami, w dni powszednie, po powrocie z pracy – po odgrzewanym obiedzie, pozmywaniu naczyń po wszystkich domownikach, komputerowej lekcji angielskiego, po kolacji, gimnastyce i kąpieli; każdy dzień tak wygląda i tylko z tego się składa…

Z kolejnymi rozdziałami sceny, motywy i zdania robiące coraz większe wrażenie. Wszystko, co najszlachetniejsze w tej najbardziej humanistycznej z literatur, najlepsze wzory Tołstoja i Czechowa, odwaga rosyjskiego niezależnego myślenia i bezlitosne, szerokie jak nigdzie oskarżenie systemu – zawarte zostało na tych prawie dziewięciuset stronach XX-wiecznej Wojny i pokoju. Trudno nawet wyobrazić sobie, pomimo gorzkiego tonu powieści, pełniejszą pochwałę Dobra, Prawdy i Wolności – i trudno w losach samej, skazanej przed laty na zapomnienie, książki nie dostrzegać triumfu Słowa, Świadectwa nad Losem i Zakłamaniem; Indywidualizmu, przed którym ukorzyć się muszą najokrutniejsze totalitaryzmy lub też na dobre, za wszelką cenę dla własnego przetrwania, go złamać...

Sumienie – pole równie zaciętej bitwy co stalingradzkie okopy…

  

„Wszystko, co żywe, jest niepowtarzalne. Nie do pomyślenia są dwaj dokładnie tacy sami ludzie, dwa takie same krzaki dzikiej róży… Życie zamiera tam, gdzie przemoc stara się zatrzeć jego niepowtarzalność i swoiste cechy. (…)

Wspólnotę ludzkich działań uzasadnia w końcu tylko jeden główny cel: wywalczyć dla ludzi prawo do bycia różnymi, odrębnymi jednostkami, żeby mogli po swojemu, każdy inaczej, czuć, myśleć, żyć na tym świecie.

Żeby wywalczyć takie prawo, obronić je albo rozszerzyć, ludzie się jednoczą. Wtedy jednak rodzi się straszliwy, ale potężny przesąd, że właśnie owo zjednoczenie – w imię rasy, Boga, partii, państwa – jest nie tylko środkiem, ale i celem życia. Nie, nie, i jeszcze raz nie! W człowieku, w jego skromnej swoistości, w jego prawie do niej tkwi jedyny, prawdziwy i wieczny sens walki o życie”

                        [Wasilij Grossman, Życie i los. Przeł. J. Czech].

  

sobota, 10 kwietnia 2010
767. Polonia decapitata...

  

Wciąż trudno wyjść z zaskoczenia, tak ta podsmoleńska tragedia wydaje się niemożliwa, nie do pojęcia, tak absurdalna i dla państwa paraliżująca. Staram się czytać od dawna upragnioną książkę, bo to w końcu weekend, czas po temu jedyny, a i od kilku miesięcy odczuwam swoiste obrzydzenie do serwisów informacyjnych, jednak nie da się w pełni uciec od światowego newsa dnia. Nie można, nie chce się i nie wypada. Bo nawet oglądany na żywo 9/11 nie wywarł na mnie podobnego wrażenia… Jakiś okrutny fatalizm tego przeklętego Katynia, powtarzającego się, toutes proportions gardées, teraz, na nowo, po siedemdziesięciu latach – właśnie tam, na nieludzkiej ziemi, w tygodniu polsko-rosyjskiego pojednania, na które – cieniem? nadzieją? spoiwem? – kładzie się nowa krew…

Jakżeż ta rzeczywistość nie daje się nigdy przewidzieć, jak rujnować potrafi wszelakie plany, nadzieje, kalendarzowe zapisy. I jak ostatecznie nad wszystkim przechodzi się do porządku. Życie i los, czytam dalej…

   

Archiwum
Tagi