~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Somoza_Jose Carlos

wtorek, 26 stycznia 2016
1542. Insider...

Po zakończeniu pracy zostaję co dzień jeszcze jakieś dwadzieścia minut, czekając na pociąg. Zamykam szafy w skanerowni, wyłączam urządzenia, odnoszę dokumenty do archiwum. Jednej z odrabiających godziny nieobecności koleżanek udaje się pociągnąć mnie nieco za język. Ile mam lat (to zawsze wywołuje zaskoczenie – „jako dziewczyna chciałabym tak wyglądać, mając trzydzieści pięć”, dodaje druga. Tu niemal wszyscy młodsi), gdzie pracowałem, co robiłem w Warszawie. „Powoli przestajesz być taką zagadką”. Tylko co jeszcze można zdradzić? Czy w moim życiu jest lub zdarzyło się coś jeszcze?...

„– Jest pan bardzo milczącym człowiekiem – usłyszał jej stwierdzenie po drugiej sesji.

– Wszyscy wewnątrz jesteśmy tacy (…).

– Ale na zewnątrz nie ma wielu takich jak pan”

[José Carlos Somoza, Trzynasta dama. Przeł. B. Wyrzykowska].

21:13, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
piątek, 23 sierpnia 2013
1287. Imagine That...

  

„Dzień dobry, Pszczółko”, mówię po przebudzeniu – codziennie inne czułe imię, by przywitać. Potem leżymy długo, jak jeszcze od czasów Flensburga i Krakowa: tulę się mocno, całuję Twe kochane ciałko, te wszystkie mięciutkie zakamarki; chłonę błogość. Pod kołdrą zawsześ tak gorąca, ale od okna rankiem ciągnie, odkryte piersi chłodne – ujmuję dłonią krągłość, w sobie wyczuwam sztywność. „Kocham Cię”, chwytam wargami uszko, chciałbym się z Tobą kochać…

Czas nagle ulega przyspieszeniu – wstawanie, toaleta i śniadanie; znikamy sobie z oczu na cały dzień. Spacer po mieście: parki, pałace i kościoły – zdjęcia. Nagle się zjawiasz, jesteś obok: przysiadamy na ławce, trzymamy się za ręce. „Kluseczko”, szepcę, „Myszko” – uśmiechasz się wyrozumiale wobec tej dziecinady. Zwroty, co nie stanowią wstępu do komunikowania czegoś – chodzi o samo Cię-nazwanie… Czekanie na obiad w restauracji: bawię się, tradycyjnie, Twoimi małymi paluszkami, ściskając lekko każdy z nich z osobna. Powrotny tramwaj: stajemy zawsze z tyłu, z rzadka tylko siadamy – Ty wtedy na mych kolanach, do szyby przodem; nic już wokoło nie ma. Martwię się, czyś zmęczona – „Zrobimy herbatki z malinowym soczkiem?”, dopytuję. W domu popołudniami czytam, ale co kilka stron lub po rozdziale przerwa, bo przecież na kanapie wylegujesz się wraz ze mną. Znów słówka i uściski. Kolacja, telewizja, prysznic – mydlimy się i oblewamy wodą, dotykamy. Nareszcie łóżko, zimna pościel – bliskie objęcie, mój nos w twoich pachnących włosach; nie lubię tej Twojej koszuli nocnej, męskiej – rozpinam Ci kilka guzików, kładziesz mi dłoń na biodrze. „Dobranoc, mój Kurczaczku”. We śnie tak samo blisko, jak za dnia, na jawie…

„Na każdym miejscu i o każdej dobie” – zdecydowanie, nie jesteś jedynie widziadłem i wspomnieniem…

  

„Nie jest dobrze w młodym wieku do tego stopnia pasjonować się czymś, co nie istnieje...”

              [José Carlos Somoza, Namalowane okno. Przeł. B. Jaroszuk].

  

sobota, 22 września 2012
1169. Can’t Take My Eyes Off You...

  

„Czas leczy wszelkie rany, powiadają, we mnie jednak coś się widać uodporniło na ten czas. Nie widziałem jej już prawie od roku, ale nie ma żadnej poprawy. Nie, nie chodzę nieszczęśliwy cały boży dzień i nie płaczę po nocach, bijąc pięściami w poduszkę, nawet na samym początku tak nie było, ale odczuwam to niby jakiś węzeł gdzieś na wysokości mostka. Moje problemy, jak się to mówi, są nierozwiązywalne”

                          [Harry Mulisch, Procedura. Przeł. J. Koch].

   

A jednak płaczę i biję; myślę nieustannie i uciekam w przeszłość (jutro rocznica ostatnich wspólnych godzin – nie mam nadziei, że będą jeszcze jakieś); przytulam zjawę i rozmawiam z cieniem. Trzeba zadawać sobie to cierpienie (por. 691), bo jest pamięcią o jedynych w życiu chwilach, gdy się uśmiechało…

  

„Nie można żyć bez marzeń. Jeśli straci Beatriz, straci coś więcej niż życie, które mu jeszcze pozostało: straci również to, które zdążył już przeżyć. Żadna ludzka istota nie byłaby w stanie temu podołać. Nikt nie jest zdolny pogodzić się z unicestwieniem minionego szczęścia, zwłaszcza jeśli istnieje możliwość, żeby je zachować”

            [José Carlos Somoza, Trzynasta dama. Przeł. B. Wyrzykowska].

   

poniedziałek, 08 sierpnia 2011
980. Désillusion...

  

Dzisiaj mógłbym wspominać rocznicę. Ale może lepiej nie pamiętać, może za wiele rozgrywało się w głowie zamiast na jawie?... Może było zbyt ważne jak na tak niewiele

Przez moment wydawało mi się, że potrafię, mogę, czuję...

  

       „Najstraszniejsze jest to, że sami tworzymy obiekty swego pożądania”

              [José Carlos Somoza, Namalowane okno. Przeł. B. Jaroszuk].

  

czwartek, 07 lipca 2011
965. Repeat myself...

  

Znowu to samo. Drugi cud. Ciepło i zaufanie, co się nie miało zdarzyć. Pragnienie bliskości tak ogromne, że przyjaźń się myli z zakochaniem. Chce bardziej, wciąż, bez przerwy. A może tylko kilka razy w roku. Bo ciągle ta odległość

Tyle czekania, nadziei, wyobrażeń, a tymczasem ktoś inny może być tam, na miejscu, przy niej, dostępny na wyciągnięcie ręki, zawołanie, coraz to bliższy wraz z kolejnymi spotkaniami – nie tracąc czasu na zmagania z samym sobą i ograniczeniami otoczenia. Jeszcze nie zdążę rozpoznać w pełni swoich uczuć, a już muszę je wtłaczać w bardziej stosowne formy

  

„Istnieją związki budowane wyłącznie na niepowodzeniach, na przeszkodach, na niespełnionych rozkoszach i niekończących się pożegnaniach. Istnieją związki dwojga ludzi, którzy potrzebują nieustannej i rozdzielającej obecności osoby trzeciej”

             [José Carlos Somoza, Namalowane okno. Przeł. B. Jaroszuk].

  

czwartek, 22 lipca 2010
814. Preparation stage...

  

Trzeci dzień spędzam, rozliczając firmowe faktury, a sam wciąż nie dostałem wypłaty za czerwiec; wpływają za to pieniądze, dzięki którym darmowy blog wreszcie na siebie zarobił. Dokonuję rezerwacji on-line i opłacam miejsce w autobusie; drukuję bilety i ściągnięte z Internetu mapy. Nawet w pracy nie mogę już myśleć o niczym innym – banalna dla innych, największa dla mnie w życiu podróż; i trzeba jeszcze czekać dwa tygodnie! Mentalnie zdążyłem się już nawet kilka razy ubrać i spakować. Jadę – i nieważne, będę mieć jeszcze zatrudnienie czy zgodę na wzięcie dni wolnych... Zbyt obecnie jestem podniecony, by się czymkolwiek przejmować...

  

„Należę do ludzi, którzy przede wszystkim obserwują albo raczej oddają się kontemplacji, która jest czystszą formą patrzenia, dlatego każda aktywność, szczególnie manualna, ujawnia moją nieporadność, ale jednocześnie natychmiast zaczyna mnie ekscytować. Już sama myśl, że »muszę coś zrobić« (…) wytrąca mnie błyskawicznie ze stanu zapatrzenia, niepokojąc i stymulując zarazem: zupełnie jakbym zamierzał porzucić na pewien czas klasztorne życie, mając w planach maleńką krucjatę”

             [José Carlos Somoza, Namalowane okno. Przeł. B. Jaroszuk].

  

czwartek, 22 października 2009
691. Insatiable and permanently scarred...

  

„Udawał, że o niej zapomniał, ale stary ból wciąż powracał. Co jeszcze może zrobić? Opłakał ją już, wyrzekł się dla niej wszystkiego. Co jeszcze? Przeczuwał, że ból, dużo potężniejszy niż namiętność, wyzbyty jest orgazmu, szczytowania, ostatecznego apogeum, po którym mogłoby nastąpić odprężenie. Życie może się nasycić przyjemnością, lecz zawsze pozostanie spragnione bólu”

          [José Carlos Somoza, Trzynasta dama. Przeł. B. Wyrzykowska].

  

22:26, alexanderson , Miłość (?) / Seks (!)
Link
sobota, 28 lutego 2009
571. L’Avare...

  

Tyleż upokarzające, co wzbudzające irytację. Wyliczanie sobie według cen biletów dopuszczalnej liczby przyjazdów do Wrocławia. Ciągłe blokady w telefonie na połączenia wychodzące z powodu niezasilania konta. Unikanie kolejnych lekarzy-specjalistów, bo tylko do wizyt prywatnych jest się uprawnionym. Skrępowanie ceną herbaty w lokalach na Starym Mieście i zapłaconym za nas rachunkiem, bo wypadałoby się zrewanżować przy następnej okazji. Wizyta w kinie raz na rok, raz na cztery lata − i zero razy przez całe życie w teatrze albo na koncercie. Strach przed wyruszeniem gdziekolwiek i wydaniem na to wszystkiego. Dwudziestoletnie marzenie o kupnie aparatu fotograficznego. Tępe ostrza w maszynce do golenia…

Jeszcze mnie stać na parę drobnych rzeczy, ale jak długo, kosztem rezygnacji z czego? A przecież nie muszę teraz płacić rachunków, więc z każdą zmianą mogę mieć tylko mniej...

Półrocze bez dochodów − co do dnia, co do złotówki…

  

Nie chodzi o brak pieniędzy, ale o lęk przed ich wydaniem. Bo skąpcy się nie rodzą − stwarzają ich takimi sytuacje. Podobnie jak ludzi sukcesu…

  

„Ci, którzy są bliscy doskonałości, udoskonalą się całkowicie. Miejcie, a będzie wam dane”

   [José Carlos Somoza, Szkatułka z kości słoniowej. Przeł. B. Wyrzykowska].

  

21:24, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
wtorek, 13 stycznia 2009
550. O "Zabawach przyjemnych i pożytecznych"...

  

Lecząc się z przykrótkiego w tym roku kataru, czytam kolejnego już Somozę i zabawę mam przednią − oddawszy całą młodość XIX-wiecznym realistom, do tej pory tylko przy Nabokovie i Calvino stykałem się z literaturą tak otwarcie igrającą czytelnikiem, mnożącą tropy, nieukrywającą, że to tylko sztuka, nie życie. Czytelników, znających i rozgrzeszających moją dotychczasową skłonność do uznawania cudzych tekstów za swoje własne, nie zdziwi chyba to uwiedzenie przez książkę, w której tłumacz-narrator odnajduje samego siebie w opracowywanym właśnie utworze… 

  

…„nie możemy popadać w obsesję na jakimś punkcie, nie czując zarazem, że stanowimy część tego czegoś”

               [José Carlos Somoza, Jaskinia filozofów. Przeł. A. Rurarz]. 

          

     

  

…A jeśli wszystko to, co do tej pory zostało tu napisane, opowiedziane, wyznane warte jest przynajmniej 1,22 zł, to z przyjemnością powitam każdy SMS o treści A01092 (0 to cyfra) wysłany na numer 7144 (z jednego numeru można oddać tylko jeden głos na dany blog). Głosować można do 22 stycznia, do godziny 12.00. Zapewne nie mam wielkich szans, bo nie zamierzam prosić o pomoc krewnych i znajomych z naszej-klasy.pl (za to wszystkich czytelników jak najbardziej), ale chyba warto zweryfikować swoje przekonanie o własnej wartości lub też dla kogoś ważności

  

poniedziałek, 21 kwietnia 2008
413. Epistolae

  

Napisanie w odpowiedzi na list jednego sensownego zdania przekracza moje możliwości intelektualne. Dlatego nie potrafię się zbliżyć do I., dlatego słoneczny chłopiec ignoruje moje bzdury. Dlatego piszę tu – do siebie, do wyobrażonego kogoś, kto mnie nie odrzuci i nie będzie z litości tworzył iluzji przyjaźni…

  

„Żadne z nas dwojga nie spodziewa się, że to drugie zareaguje, tylko że odgadnie, co myślimy. […] przychodzi mi na myśl, że nasz sposób porozumiewania się jest najlepszy ze wszystkich, do jakich może dążyć dwoje ludzi: oddalonych od siebie, świadomych, że spotkanie jest niemożliwe, i wypełniających pustkę słowami bez celu. Kiedy piszemy dla kogoś, wypisujemy kłamstwa […]; prawdę mówimy tylko wobec cieni. Tak więc kieruję wzrok ku cieniom i zwracam się do nich. Drogie cienie”

     [José Carlos Somoza, Listy od zabójcy bez znaczenia. Przeł. A. Rurarz].

  

Boli mnie. Straszliwie, fizycznie. Boli od samego rana, a i w nocy nie daje zasnąć. Do tego wietrzny Wrocław. Do tego na zajęciach mistyczna miłość młodszych symbolistów rosyjskich. Do tego czekanie... Najwolniej jak tylko można wracam do domu, gdzie wita mnie imieninowa czekolada z orzechami. Życzenia doprowadzają mnie do z trudem ukrywanego ataku płaczu. Spowiadam się z tego na osobności, nie czekając na odpowiedź ani na rozgrzeszenie…

  

Archiwum
Tagi