~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Serelyte_Renata

czwartek, 12 maja 2011
943. „W okowach konieczności” (za Epikurem)...

  

Dobrze to teraz rozegrać, a Warszawa może dać jeszcze więcej wolności, niż się spodziewałem. Swoje, samemu, na swoim grzecznym tylko być, podsycać w rodzicach ich pomysł…

Każdy ma ponoć swoją cenę i za kawalerkę właśnie dam się kupić ucieknę tam i wdzięcznością się na zawsze tu przywiążę…

  

„Świadomość posiadania domu przewyższa religijną ekstazę, bo dom to bóg, który wiernie słucha i nigdy cię nie opuści, nawet jeśli będziesz okropnie bluźnić, złorzeczyć i po trzykroć się go wyrzekniesz”

                  [Renata Šerelytė, Imię w ciemności. Przeł. A. Rybałko].

  

środa, 29 września 2010
847. "Les sanglots longs des violons de l’automne blessent mon coeur d’une langueur monotone"...

  

Skrzyczany wobec wszystkich rano w pracy, poniżony kpiącym śmiechem na ulicy. Dreszcze nerwów, palpitacje przejętego serca…

  

Znowu deszczowo dziś, wiatru porywy i chłody; zamokłe buty, wilgotne spodnie, parasol. Drzewa wciąż jeszcze zielone podczas gdy wodą skąpane chodniki ścielą się w brązy, żółcienie, w pomarańcz. Gdzieniegdzie też plamy czerwieni jak krople świeżej krwi na dywanie. Słońce na chwilę jedynie; poza tym szarość, chmur zwisy, zmrok wczesny. Trzeszczy coś, szura, szeleści – jesień się przejawia w barwach, w dźwiękach...

Kończy się i zaczyna, się przesila kalendarzowo, sezonowo, metrykalnie…

     

                „Soczyste i chłodne kolory września, ich ukryte żądło”

                [Renata Šerelytė, Imię w ciemności. Przeł. A. Rybałko].

  

Jutro trzydziesty – i trzydzieści. Ja nie obchodzę, a inni zapomną. Wolałbym też – nie pamiętać...

  

niedziela, 12 września 2010
840. "Release Me"...

  

Jakiś rodzaj we mnie zawziętego egoizmu, planowanie nierealnych scenariuszy wciąż rzutuje na stosunek do przyjaciół, każe żalić się niesłusznie, mieć pretensje, nie pozwala cieszyć tym, co wszak powinno. Że kochają – nie mnie przecież, z kimś mieszkają; że zarabiać mogą (dużo!), robiąc to, co lubią; że się szansa gdzieś otwiera dla nich – za granicą. Że kolejni, których chciałbym mieć na co dzień, wyjeżdżają, „opuszczają”, mają swoje życie…

Uczę się „oddzielać”, dawać wolność, akceptować, ale cóż – gdy przywiązuję się zbyt mocno, wesprzeć chcę się, patrzeć i dotykać, żyć bez nich nie mogę…

  

„Byłaby to lekka psychopatia, gdyby nie ciężka neurastenia. Byłaby całkiem niezależna osobowość, gdyby nie jakieś nieokreślone uzależnienie...”

                  [Renata Šerelytė, Imię w ciemności. Przeł. A. Rybałko].

    

wtorek, 31 sierpnia 2010
835. Szklana pogoda...

  

Nie pamiętam tak brzydkiego, pochmurnego sierpnia (i podobnie lipiec: ze słońcem, rozpalony, rozkoszny był jak nigdy). Żebym o tej porze roku musiał w swetrze, kurtce, czapce taplać się w kałużach? Zawiedziony jestem, przybity prognozą. Praca męczy; jesień grozi nawrotem depresji. Jutro pierwszy września współczuć trzeba dzieciom…

  

„Szybę przecinały krzywe zygzaki deszczu, poezja skończyła się razem z latem i te mokre wersy, które na szybie wypisywał deszcz, nie niosły artystycznego przesłania” [Renata Šerelytė, Imię w ciemności. Przeł. A. Rybałko].

  

piątek, 30 października 2009
696. Lights and Shadows (I)...

  

„Minęło już wiele dni, zwiędłe godziny pokrywają podłogę, a za oknem wciąż ten sam październik – pogodny, ciepły i niezrozumiały”

                   [Renata Šerelytė, Imię w ciemności. Przeł. A. Rybałko].

  

Z tym ciepłem to może lekka przesada. Ale bardzo lubię takie bezwietrzne i chłodne poranki, oszronione źdźbła traw i gałęzie, deszcz kruchych liści szumiący niczym prawdziwa ulewa, rozświetlone słońcem złoto na drzewach i barwne dywany na parkowych ścieżkach. Ładne to wszystko ogromnie. A we mnie tyle czułości, której nie ma komu ofiarować…

  

Archiwum
Tagi