~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Coetzee_John Maxwell

wtorek, 22 września 2009
677. O tym, że uśmiech na twarzy o niczym nie świadczy...

  

Przeniknęła we mnie jakaś próżnia. Nie zadowala mnie nic z tego, co się teraz dzieje. (…) Pewne sprawy są chyba bezpowrotnie stracone. Może to właśnie świadczy o realności czasu minionego.

(…) Nie jestem spokojna. Nie potrafię uwierzyć w to, co właśnie mi się przydarza. (…) Przestaję rozumieć konieczność ukrytą za tym, co robimy, co robi każde z nas. Jesteśmy zaledwie kaprysem, jednym kaprysem po drugim. Czemu nie możemy przystać na to, że nasze życie jest puste, tak puste jak zamieszkiwana przez nas pustynia, i nie możemy go spędzić, licząc owce albo zmywając filiżanki, z radością w sercu? Nie pojmuję, dlaczego historia naszego życia ma koniecznie być ciekawa. Namyślam się ponownie nad wszystkim.

(…) W czym leży moje własne zepsucie? Namyśliwszy się bowiem przez chwilę, z pewnością dalej będę robić swoje, jak dotąd. Może brak mi stanowczości, żeby stawić czoło nie tyle nudzie garnków, patelni i tej samej poduszki co noc, ile historii tak nudnej, kiedy ją opowiadać, że równie dobrze mogłaby to być historia milczenia. Brak mi odwagi, by przestać mówić, by na powrót rozpłynąć się w ciszy, skąd przyszłam

            [John Maxwell Coetzee, W sercu kraju. Przeł. M. Konikowska].

  

niedziela, 02 sierpnia 2009
653. Ucieczka w lekturę - czyli O tysiącach żywotów zamiast tego jedynego...

  

Wyobcowana z ludzkiej gromady, nieuchronnie przeceniam wyobraźnię i oczekuję, że dzięki niej doczesność rozjarzy się w aureoli własnej transcen-dencji. (...)

Istnieję bowiem jak gdyby z coraz większymi przerwami. Przepadają całe godziny, całe popołudnia. Widocznie straciłam cierpliwość do ospałego biegu czasu. Niegdyś zadowoliłoby mnie wypełnianie dni rozmyślaniami; teraz jednak, wziąwszy udział w istnym karnawale zdarzeń, dałam się zupełnie uwieść. Niczym te córki z pensjonatów siedzę i bębnię palcami po meblach, słucham tykania zegara, czekam, co jeszcze się wydarzy. Niegdyś żyłam w czasie jak ryba w wodzie, oddychając nim, pijąc go i tylko nim się karmiąc. Teraz zabijam czas, a czas zabija mnie

            [John Maxwell Coetzee, W sercu kraju. Przeł. M. Konikowska].

  

niedziela, 16 listopada 2008
520. O niewychodzeniu na "ulice zakażone bezradnością dni" - czyli: Że "nauczyłem się umierać w sobie"...

  

Zgaszono w nim przyjemność, jaką czerpał z życia. Zaczął dryfować ku swojemu końcowi, jak liść na powierzchni strumienia, jak puch mlecza na wietrze. Widzi to całkiem wyraźnie i świadomość ta napełnia go (cóż za natrętne słowo!) rozpaczą. Z jego ciała uchodzi żywotna krew, a na jej miejsce wdziera się rozpacz, która jest jak gaz, bezwonny, bez smaku, bez wartości odżywczej. Wdychasz go, rozluźniają ci się mięśnie i już się nie przejmujesz, chociaż twojego gardła właśnie dotyka stal”

               [John Maxwell Coetzee, Hańba. Przeł. M. Kłobukowski].

  

1 , 2 , 3
 
Archiwum
Tagi