~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Eliot_Thomas Stearns

wtorek, 07 czerwca 2011
952. Animula - z cyklu: Kryzysy...

   

                    „Wyciąga dłonie, głodna pieszczot i zabawek,

                    Śmiało rzuca się naprzód i nagle umyka,

                    By ukryć się za rękę wspartą na kolanie (…).

                    A potem, ciężkie brzemię, z dnia na dzień rosnące,

                    Rani duszę i gmatwa, coraz głębiej, głębiej;

                    Tak z tygodnia na tydzień coraz ciężej duszy,

                    Gdy rozróżnia, poznaje realność i złudę,

                    Konieczność i marzenie, pragnienie i przymus.

                    Wreszcie ból życia i narkoza snów

                    Zwijają tę duszyczkę w kłębek na fotelu

                    Za tomami Wielkiej Encyklopedii.

                    Z ręki czasu wychodzi oto ludzka dusza,

                    Lękliwa, samolubna, bezsilna, kulawa;

                    Już nie umie iść naprzód ani w tył umykać,

                    Boi się barw gorących, nie ufa dobroci

                    I krwi krążącej w żyłach; błąka się jak cień

                    Swego własnego cienia, w swoim własnym mroku,

                    Aż zostawia w mieszkaniu stos bezładnych kartek;

                    I żyje po raz pierwszy w ciszy”

                                        [Thomas Stearns Eliot. Przeł. Z. Kubiak].

 
środa, 30 grudnia 2009
724. "W moim początku jest mój kres"... *

  

Mniejsza w tym roku ochota na podsumowania, bo też wrażenie stania w miejscu, a nawet oddalania się od upragnionego celu coraz to wyraźniejsze, bardziej dojmujące. Na domiar złego jeszcze dwa dni i rocznikowo przynajmniej trzydziestka. A przecież mimo wszystko, a jednak… – rozwijająca się ogromna przyjaźń z Anią (cztery spotkania, co kilka dni długie rozmowy, jej czułość i wsparcie), pierwsza samodzielna podróż: dwie doby u chłopców w Łodzi, cudowne trzy tygodnie nieustannego zachwytu w Warszawie, do tego trzy seanse kinowe i pierwszy spektakl teatralny (a wszystko to w sympatycznym towarzystwie) plus pewien dość szczególny pokaz w wąskim gronie, wreszcie zaś: doświadczenie stażowania i, po roku przerwy, zarabiania – czynią 2009 jednym z najdonośniejszych w moim cichym życiu, stawiając go w jednym rzędzie z niezrównanym, wspaniałym i strasznym 2007.

Poznałem też dwie nowe osoby, które jednak, wraz z kolejnymi dwoma z ubiegłego roku, przestały się zupełnie odzywać. Nie umiałem najwidoczniej okazać im swojej ogromnej sympatii – lub też sympatia ta okazała się dla nich zbyt męcząca. W ten sposób lista moich rzeczywistych znajomych skurczyła się z siedmiu do trzech, a właściwie: dwóch i pół. Tylko tyle, raz na kilka miesięcy – oto granice mojego świata i efekt rocznych usiłowań…

  

* Thomas Stearns Eliot. Przeł. A. Pomorski

   

niedziela, 22 marca 2009
581. Notatki na marginesach...

  

Trzeci już bodaj tydzień czytam kolejne tomy Historii literatury światowej, najbardziej jednak zainteresowany zamieszczonymi w niej fragmentami konkretnych utworów (ciekawe przy tym, że publikowanych w prasie urywków nowych książek nie czytam z założenia). Kilka spostrzeżeń w toku lektury:

− lista pisarzy-samobójców jest znacznie dłuższa od niekrótkiego przecież spisu, który sobie niegdyś sporządziłem;

− udział kobiet w twórczości literackiej minionych wieków również przynosi wiele ciekawych nazwisk, zbyt rzadko niestety pamiętanych;

− (odnośnie już samej książki) niechlujność edytorska i redakcyjna owocują niezliczonymi wprost literówkami, urwanymi zdaniami, stylem rozchwianym od banału do naukowości, a nawet błędami rzeczowymi (Fryderyk II Hohenstauf utożsamiony z Fryderykiem I Barbarossą, w notce o poezji Paula Celana pojawia się tytuł przypisanej mu powieści Louisa-Ferdinanda Céline’a itp.) i dyskusyjnym rozłożeniem akcentów (22 strony poświęcone Faustowi wobec 5 na całego Szekspira). Jakżeż ja nie znoszę podobnej amatorszczyzny…

  

Historia przemocy (USA/Niemcy’2005, reż. David Cronenberg) byłaby znacznie lepsza, gdyby nie można było tak łatwo przewidzieć, co będzie w następnej scenie. A potem czytam, że to „próba ucieczki od utartych klisz gatunkowych”. Coś zbyt łatwo dają się dogonić owi uciekający...

  

Zaczynam zapełniać swój warszawski notesik. Na początek adresy, godziny otwarcia i ceny biletów do kilku muzeów. Chcę, żeby to były niezwykle intensywne dni…  

…zwłaszcza, że zamierzam w przyszłym miesiącu spotkać się w trzech miastach z pięcioma osobami, które już znam, i z czterema kolejnymi, dopiero do odwirtualizowania. Dni więcej warte niż całe dotychczasowe życie…

 

Spróbuję więc zaprzeczyć słowom T. S. Eliota o okrucieństwie kwietnia − choć i tak tylko te siedem wersów warto z niego ocalić. Jedna z herezji, jaka mi właśnie przychodzi do głowy: nic by się wielkiego nie stało, gdyby nagle zniknęła cała literatura anglojęzyczna (poza Szekspirem, rzecz jasna). Jeśliby jednak stało się to z polską lub rosyjską, świat musiałby przestać istnieć...

Bezczelność sądów jest przywilejem ignorantów...

  

środa, 21 czerwca 2006
91. Mój demon

  

Chodzi mi cały dzień po głowie zdanie: Kim jest ten trzeci, co zawsze kroczy obok?To chyba z T. S. Eliota.

   

                    Demon na krok się nie oddali

                    Ode mnie, póki życia mego,

                    On każdą moją myśl przepali

                    Płomieniem ognia niebieskiego.

                    Obraz i wzór doskonałości

                    Uchyli mi jak rąbek nieba,

                    Da mi przeczucie szczęśliwości,

                    Ale mi nigdy szczęścia nie da.

                              [Michaił Lermontow, Mój demon. Przeł. Z. Bieńkowski]

  

Nie kroczy obok. To moje drugie ja. Ja-Inny.

Ile w końcu mam twarzy? Dwie? Trzy? Pięć? I która jest prawdziwa? Jeśli któraś w ogóle jest…

Największą przygodą człowieka jest poszukiwanie samego siebie. Ta przygoda kończy się wraz ze wszystkim, co się kończy...

  

Archiwum
Tagi