~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Mayoral_Marina

środa, 04 marca 2009
573. O tym, że ciągle popełniam ten sam błąd...

  

Wciąż nie pozwalam Ci odejść. A przecież tylko w ten sposób, skończywszy z tym wreszcie, okazałbym Ci największą możliwą przyjaźń, złożył dowód szacunku. Milczysz zatem Ty, żeby dać mi tę szansę. To najbardziej optymistyczne z możliwych wyjaśnień, jakie ostatnio przyjmuję. I kolejny już raz daremnie obiecuję poprawę…

  

„To, że jakaś kobieta przez całe życie pozostaje wierna miłości do człowieka, którego więcej nie spotyka i który na tę miłość nie zasługuje, istotnie nosi znamiona szaleństwa, ale − któraż miłość nim nie jest? Albo kto zasługuje na miłość? Kto zasługuje na to, by stać się centrum wszechświata, źródłem wszelkiej radości, racją nadającą sens życiu? Na miłość nie można zasłużyć. To nie jest transakcja czy interes, w który wkładasz tyle i tyle, by odpowiednio wiele zyskać. Zwracamy się ku komuś z miłością albo sami stajemy się jej obiektem, lecz na ogół nie ma współzależności między obiema relacjami.

Carlos mógł sobie być, jaki chce, bowiem uczucie, jakie żywiła względem niego Amelia, nie potrzebowało wzajemności, żeby trwać; samo sobie wystarczało. (…) Mówi się zwykle: nie trzeba sobie świata zawiązywać, trzeba brać z życia, co się da… Brać co? Następną miłość, następny zawód, następne zniechęcenie. Przekonywać się coraz mocniej, że wszystko mija, wszystko odchodzi w zapomnienie, nikt nie jest niezastąpiony… Ale to nie jest prawda, lub też nie cała prawda. Bywa, że kogoś nie można albo nie chce się zastąpić. Więcej: bywa, że ktoś chce kochać dalej, nie chce zapomnieć, choćby oznaczało to już tylko cierpienie, ostateczną formę miłości

         [Marina Mayoral, Życie oddać i duszę. Przeł. M. Szafrańska-Brandt].

  

22:07, alexanderson , Miłość (?) / Seks (!)
Link
niedziela, 28 grudnia 2008
541. ...co by na gorsze nie wyszło...

  

Wczoraj dwa cudowne zaproszenia, chyba najpiękniejsze z tych zaledwie kilku w całym moim życiu. Ogromna wdzięczność za nie, a zwłaszcza za ułatwienie nieuniknionej rezygnacji: „Przychodzi mi do głowy tysiąc powodów, na które możesz się powołać przy odmowie. Bo odmówisz, prawda?”

Jest radość − znana mi jedynie jako potencja − tak wielka, że aż boli. Zbytnio unaocznia bowiem to, co poza nią, na co dzień, a ujawnia się nie przed czy po, ale w trakcie, gdy śmiać się powinno, a tymczasem płyną łzy. Nie chcę zawadzać, choć wiem, że wyrzekając się tego, tracę więcej niż mi się wydaje…

   

Przychodzi też smutna wiadomość o konieczności rozstania, niedługim powiększeniu się rozdzielającej nas odległości. Może to coś pomoże − w uspokojeniu, odzwyczajeniu się, zapomnieniu. Choć do tej pory byłem przekonany, że to raczej narastająca intensywność kontaktu pomoże zmienić moje nastawienie, wciąż na nowo udowadniając błędność tak niefortunnie ulokowanych uczuć. Ale nic nie pomaga, bo wystarczy słowo, wspomnienie, imię, sms… A ja naprawdę się staram…

  

„Zadawał sobie pytanie, jak to się dzieje, że jedna jedyna osoba może stanowić dla nas zarówno źródło ogromnych cierpień, jak i nieodzowny warunek wszelkiego szczęścia”

  [Marina Mayoral, Smutny to oręż, co nie broni się słowem. Przeł. B. Jaroszuk].

  

Uświadamiam sobie też, jakie to upokarzające, że − choć pomijam szczegóły − tyle osób doskonale wie, o czym piszę. Choć tak im się tylko wydaje. Ja sam już dawno się w tym wszystkim pogubiłem…

  

Za bardzo chciałbyś mieć przyjaciół.

Nie myśl tyle o tym, nie myśl wcale. I już nie płacz, proszę…

  

czwartek, 18 września 2008
490. Explicatio

 

To wszystko tutaj jest, oczywiście, prawdą − autentycznym przeżyciem cierpienia, doświadczonym bólem. Nie stanowi jednak o mnie całym. Jest bowiem także szczególnego rodzaju kreacją − wyrzuceniem z siebie, odreagowaniem, prywatną psychoanalizą. Stąd właśnie te wszystkie patetyczne strofy i fragmenty, które wyrwane ze swych pierwotnych kontekstów mają mówić za mnie − nie da się ich tak dokładnie przytaczać pod wpływem jedynie chwili i emocji. Dowodzić one mają, obok głębokiego utożsamienia z tym, co literackie, także daleko posuniętej rezerwy wobec siebie samego − z właściwym sobie umiłowaniem paradoksów i sprzeczności myślę, że jedno współistnieć może z drugim (choć prawdopodobne też, że nieświadomie przekraczam granice obu tych postaw − idealizm mieszałby się wówczas z czymś na kształt cynizmu. Nie wydaje mi się jednak, bym utracił kontrolę − jeszcze nie). W każdym razie, płaczę tutaj, żeby nie płakać tam, poza tym miejscem. Bo mam też inne oblicze − a przynajmniej taką nadzieję…

  

„Mamy tu niewątpliwie do czynienia z procesem przetwarzania materii życia w fikcję literacką: opis pozwala przenieść wydarzenie do innego planu rzeczywistości i postrzegać je z większym dystansem. To dlatego obracamy w końcu w literaturę całe swoje życie”

          [Marina Mayoral, Życie oddać i duszę. Przeł. M. Szafrańska-Brandt].

  

I gdyby tak jeszcze zdarzyły się kiedyś jakieś dni promienne, jakieś beztroskie, wspólnie na zabawie i rozmowie spędzone godziny, gdybym dostał to, na co tak czekałem, to chyba nawet Jego umiałbym do siebie przekonać. Gdyby kiedyś…

  

Archiwum
Tagi