~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Bernhard_Thomas

niedziela, 18 czerwca 2017
1623. Isolato...

Dwutygodniowy urlop. Przeddzień wyjazdu. Jedyne w roku dni, gdy będę całkiem sam – bez współpracowników, bez rodziców. I ta samotność krótka tam wydaje się niezbędna, by znosić tę codzienną, inną tutaj

„Nie jestem odizolowany (…), codziennie tylko z nową energią zapewniam sobie konieczne odosobnienie, którego potrzebuję, żeby posuwać się naprzód. Niekiedy jestem bezwzględny, ranię bliskich mi ludzi. Jeśli w moich możliwościach percepcji nastaje absolutny bezruch, na ogół wychodzę (…), przeważnie sam, przechadzam się (…), próbuję się ze sobą uporać. (…)

Częstokroć największą przyjemność stanowi dla mnie studiowanie powietrza i wielokilometrowy marsz (…). Mając poczucie, że ostatecznie jestem absolutnie wolny, odczuwam, być może, szczęście”

[Thomas Bernhard, Zaburzenie. Przeł. S. Lisiecka].

środa, 26 sierpnia 2009
665. O tym, co na razie niemożliwe...

  

„Po pierwsze musisz całkowicie uwolnić się od swojej rodziny, powiedział wuj Georg, całkowicie się usamodzielnić, najpierw wewnętrznie, a później również zewnętrznie. (…) No i oczywiście musisz wyjechać z Wolfsegg, powiedział. Musisz postawić siebie ponad poglądami i sądami członków twojej rodziny z Wolfsegg i wbrew ich woli wyjechać z Wolfsegg, nie słuchać rad, których celem jest wyłącznie przykucie cię na całe życie do Wolfsegg, poświęcenie się Wolfsegg, musisz zachować się dokładnie odwrotnie, niż oni ci doradzają, właściwie nigdy nie wolno ci podzielać ich poglądów, gdyż ich poglądy są przeciwstawne do twoich, a tym samym wymierzone w twój rozwój. Ich rady są nic niewarte, ich poglądy są nic niewarte, powiedział mi wówczas wuj Georg. Oni wprawdzie twierdzą zawsze, że pragną dla ciebie tylko tego, co najlepsze, jak wiesz, ale są przeciw tobie, ich myśli zmierzają tylko do tego, by cię do siebie przykuć, a jeśli nie pozwolisz się do nich przykuć, spróbują wszystkich sposobów, żeby cię zniszczyć. Uwolnienie się od nich, przeciw-stawienie własnego nieprzejednania ich nieprzejednaniu wymaga nie tylko ogromnego, lecz wręcz najwyższego wysiłku. Potrafisz się usamodzielnić, stać się od nich niezależnym, powiedział wuj Georg, ale zwracam ci uwagę, że cena za to będzie ceną najwyższą. I tę najwyższą cenę będziesz musiał zapłacić”

            [Thomas Bernhard, Wymazywanie. Rozpad. Przeł. S. Lisiecka].

  

17:34, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
sobota, 20 września 2008
491. O potrzebie (i nieumiejętności) zmiany - czyli: Dlaczego odstraszam sobą...

  

…„ludzie tacy jak on mają zawsze tylko wybór między jednym ślepym zaułkiem a drugim, powiedziałem do siebie, nigdy nie mogą już umknąć temu mechanizmowi ślepego zaułka. Przegrany urodził się już jako przegrany, pomyślałem, zawsze był tylko takim przegranym − kiedy dokładnie przyjrzeć się otoczeniu, trzeba stwierdzić, że owo otoczenie składa się niemal wyłącznie z takich przegranych, powiedziałem do siebie, z takich ludzi ślepego zaułka (…). Wciąż mamy do czynienia z takimi przegranymi, z takimi ludźmi ślepego zaułka, powiedziałem do siebie, prąc pod wiatr. Z największym trudem udaje nam się uratować przed tymi przegranymi, tymi ludźmi ślepego zaułka, owi przegrani bowiem, owi ludzie ślepego zaułka, dają z siebie wszystko, żeby styranizować swoje otoczenie, uśmiercić swych bliźnich, powiedziałem do siebie. Niby tacy słabi, ale właśnie dlatego, że tak słabej są konstrukcji i konstytucji, mają siłę wywierać niszczący wpływ na otoczenie, pomyślałem. W stosunku do otoczenia i do swoich bliźnich zachowują się bezwzględniej, powiedziałem do siebie, niż początkowo sobie to wyobrażamy, a gdy wpadniemy na to, co ich napędza, na ich pierwotny mechanizm przegranego, mechanizm człowieka ślepego zaułka, jest już zazwyczaj za późno, żeby im umknąć, każdego wciągną w swoją przegraną, w swój ślepy zaułek, powiedziałem do siebie, każda ofiara jest dla nich dobra (…). Własne nieszczęście, własny mechanizm przegranego, obracają we własny największy kapitał, (…) nawet jeśli w końcu kapitał ten praktycznie na nic im się oczywiście nie przyda”

                    [Thomas Bernhard, Przegrany. Przeł. M. Kędzierski].

  

20:56, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
poniedziałek, 11 sierpnia 2008
470. Der Untergeher

  

On się chyba w Nim zakochał (któż zresztą mógłby się Mu oprzeć) i być może ma nawet pewne szanse (walorów mu wszak nie brakuje). Ja nigdy nie miałem żadnych (walorów i szans). Każde moje słowo, każdy gest lub jego brak, gdy trzeba było go zrobić, zniechęcały tylko do mnie coraz bardziej.

A przecież nic mnie tak nie przeraża jak to, że Tamten mógłby zerwać ze mną znajomość z powodu tego, co czuję. Nie będę jednak przepraszać za miłość − nigdy nie żądałem od Niego wzajemności...

Chciałem tylko być ostatnim spośród wielu, ale i to przegrałem... Wyrzekam się więc swoich uczuć, żeby Go całkiem nie stracić. Oby tylko nie było za późno...

  

„Nie musimy przecież być z kimś razem, żeby czuć się z nim związanym bardziej niż z kimkolwiek w świecie”

                    [Thomas Bernhard, Przegrany. Przeł. M. Kędzierski].

  

Trzeba teraz będzie, po wycofaniu się, żyć jakoś dalej, próbować zapomnieć. Ale jak to zrobić? I co to będzie za życie? Wciąż doświadczam w nim jedynie niepowodzeń − odbiera mi to wszystkie siły, chęci, nadzieje...

  

„Uciekamy od jednego, rzucamy się w drugie i w ten sposób się niszczymy (…). Wiecznie tylko się usuwamy, po to by w końcu dać za wygraną” [Ibidem].

     

Sto razy na dzień powtarzam sobie ze łzami w oczach „Nie kocham Cię” i wciąż nie mogę w to uwierzyć...

  

środa, 16 kwietnia 2008
411. Ein Zerfall

  

Obrazoburczy Dawni mistrzowie Thomasa Bernharda… – nadużyłem ostatnio słowa „chłonąć” w odniesieniu do jednej z lektur i teraz nie wiem, jak nazwać owo czytanie wczorajsze, moje z książką obcowanie, to jej przenikanie we mnie, mnie się z nią utożsamianie… Do cna wyżęty, na lewą stronę przewrócony, własne przez nią pożarcie miast jej przez siebie spożycie odczuwając, odkładam w końcu powieść całkowicie wyczerpany – nie trudnością samego utworu (takowej tu wcale nie ma) zmęczony, lecz intensywnością swojego odbioru, skalą własnych doznań rozbity, rozpadowi całkowitemu poddany. Brak mi odpowiedniej skali porównawczej na polu innych wrażeń zmysłowych, ale jedynie intelektualnym orgazmem mogę to określić, szczytowaniem absolutnym, ejakulacją myślową. Od wczoraj nie musiałem się nawet dotykać. Mija już ponad doba, a dopiero teraz zaczynam odzyskiwać przytomność, składam się w całość na nowo… Chcę jeszcze raz, jeszcze! Tylko takie rozkosze mogą mi być dostępne…

  

...A przecież wszystko to kłamstwo Cała ta literatura, ta muzyka, to malarstwo, którymi się otaczam, które studiuję, którymi się karmię, to jedno wielkie kłamstwo, jedno wielkie więzienie, jedna wielka wciągająca mnie otchłań...

  

„Nienawidzimy ludzi, a mimo to chcemy być razem z nimi, ponieważ tylko z ludźmi i tylko pośród ludzi mamy szansę żyć dalej i nie oszaleć. W samotności nie wytrzymujemy zbyt długo, oświadczył Reger, sądzimy, że możemy być sami, sądzimy, że możemy zostać opuszczeni, wmawiamy sobie, że możemy sami dalej żyć, oświadczył Reger, ale to tylko rojenia mózgu. Sądzimy, że obędziemy się bez ludzi, wierzymy wręcz, że obędziemy się nawet bez jednego, jedynego człowieka, i uroiliśmy też sobie, że mamy tylko jedną szansę, tylko wtedy, kiedy jesteśmy sami z sobą, ale to są rojenia mózgu. Bez ludzi nie mamy najmniejszej szansy przetrwania, powiedział Reger, choćbyśmy sobie nie wiem ilu wielkich duchem i dawnych mistrzów wzięli za towarzyszy, oni nie zastąpią żadnej istoty ludzkiej, oświadczył Reger, w końcu to właśnie przede wszystkim ci tak zwani wielcy duchem i tak zwani dawni mistrzowie zostawią nas samym sobie, w końcu pojmujemy, że właśnie wielcy duchem i dawni mistrzowie z nas tylko szydzili i to najnikczemniej w świecie, w końcu stwierdzimy, że nasz związek ze wszystkimi tymi wielkimi duchem, wszystkimi tymi dawnymi mistrzami oparty był zawsze tylko na szyderstwie. [...] Cała sztuka w ogóle nie jest niczym innym jak sztuką przetrwania, niech pan tego nie traci z oczu, jest ona w sumie jedną, nieustannie ponawianą, poruszającą również rozum, próbą uporania się z tym światem, w całej jego obrzydliwości, a tego, jak wiadomo, dokonać można, jedynie ustawicznie uciekając się do kłamstwa i zakłamania, obłudy i oszukiwania samego siebie, oświadczył Reger. Te obrazy pełne są kłamstwa i zakłamania, pełne obłudy i oszukiwania samego siebie, niczego poza tym w nich nie ma, nie licząc ich jakże często genialnej zręczności. Wszystkie te obrazy są ponadto wyrazem absolutnej bezradności człowieka, niemożności uporania się przez niego z sobą i z tym, co przez całe życie go otacza” [Przeł. M. Kędzierski].

  

Archiwum
Tagi