~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Baczyński_Krzysztof Kamil

poniedziałek, 27 kwietnia 2009
604. "Szkło bolesne, obraz dni"...

  

Od wczoraj kolejne kościoły – freski, nagrobki, epitafia, posągi, kazalnice, ołtarze. Dziś oprócz tego także Muzeum Powstania Warszawskiego. Zaskakuje multimedialnością i nowoczesną formą, rozczarowuje ogólnikowością prezentowanych faktów, nie tworzy klarownej i całościowej narracji, lecz pozostawia z poczuciem chaosu. Trochę nawet dziecinne w swoim edukacyjnym nastawieniu – od szkolnych wycieczek zresztą nie można się tam opędzić. Być może za dużo wcześniej na ten temat czytałem, widziałem zbyt wiele filmów dokumentalnych i zdjęć, słyszałem zbyt wiele opowieści, by w pełni docenić to, co zobaczyłem dzisiaj – a przecież mało co tak mną wstrząsa, jak te sześćdziesiąt trzy dni sprzed sześćdziesięciu pięciu lat...

  

                   

  

Chodzę ulicami Warszawy i nieustannie odkrywam coraz to nowe pamiątkowe tablice, głazy, obeliski, płonące znicze, kotwice na murach. Te codzienne chwile wzruszeń będą jednym z najsilniejszych wspomnień, gdy już trzeba będzie stąd wyjechać, wrócić do domu, pozostawić serce...

  

                    „Był częścią nocy, częścią tego kraju,

                    Częścią tej gorzkiej udręczonej gleby,

                    Z której wyrasta pamięć”

                                        [John Berryman. Przeł. P. Sommer].

  

wtorek, 30 września 2008
497. O przemilczanym i (prawie) niezauważonym - czyli: Że znów jestem nieco starszy...

   

                    „Których nam nikt nie wynagrodzi

                    i których nic nam nie zastąpi,

                    lata − ojczyzno złej młodości,

                    trudnej starości dniu narodzin”

                                        [Krzysztof Kamil Baczyński].

  

Czytam raz jeszcze ostatnie życzenia − te sprzed roku. Być może w przyszłym znów na nie zasłużę...

  

piątek, 15 sierpnia 2008
472. The Misfits

  

Zawsze te same ławki − na Wzgórzu, przy zakręcie, z wyrytym przez kogoś na siedzeniu intrygującym napisem „Je suis passé”, albo w Alei, nad fosą, nieco ukosem do pracujących naprzeciwko, rozbudowujących Renomę dźwigów. W tym pierwszym wypadku kilkakrotnie mijają mnie kolejne grupy chłopców, a potem dziewcząt z pobliskiej szkoły, ćwiczące biegi na zajęciach wychowania fizycznego, zadziwiające nieustannie siłami swojej witalnej radości. W drugim zaś, tuż obok, z podobną do mojej regularnością pojawia się tajemnicza starsza pani, opierająca się plecami o na przemian jedno z dwóch drzew, dłońmi dotykająca czule ich pni. Oboje − ja siedząc, ona stojąc − kierujemy wzrok w tę samą stronę, wpatrując się w prześwitujący poprzez zieleń liści błękit nieba; i tak wspólnie, choć osobno, sobie odpoczywamy − mimo kilkudziesięcioletniej różnicy wieku i doświadczeń równie znużeni słońcem, tak samo zmęczeni życiem, zepchnięci na margines wszystkiego, co przechodzi mimo nas…

Gdzieś wokół przystają inni ludzie, by w padającym pod szczególnym kątem intensywnym świetle przyjrzeć się rybom w wodzie; malutkie dzieci w wózkach wyciągają rozkosznie pomarszczone paluszki swoich rączek; przechodzą pary zakochanych i znajomych, którzy nigdy się nie dowiedzą, jaka to radość mieć kogoś, do kogo można mówić; dwaj chłopcy ścigają się na rowerach, a starszy pyta drugiego: „Krzysiek, cieszysz się, że pojechałeś tak daleko bez pozwolenia mamy?” Takie nieświadome siebie chwile szczęścia innych nieodmiennie mnie wzruszają. Ale to nie zdarzyło się dzisiaj… 

   

                    „Nie pokochany, nie zabity,

                    nie napełniony, niedorzeczny,

                    poczuję deszcz czy płacz serdeczny,

                    że wszystko Bogu nadaremno. 

                    Zostanę sam. Ja sam i ciemność.

                    I tylko krople, deszcze, deszcze

                    coraz to cichsze, bezbolesne”

                                        [Krzysztof Kamil Baczyński, Deszcze].

  

poniedziałek, 05 maja 2008
422. Skurcze

  

Jadę do Wrocławia – sam nie wiem, po co. „Życie upływało mu na niczym i tak upływała ta podróż” [Eustachy Rylski, Człowiek w cieniu]. Za oknem cztery bażanty, dwa żurawie, myszołów i grupa krzyżówek…

Jutrzejszy wtorek wyjątkowo wolny. To znaczy, że równo przez tydzień mogę nie otwierać ust…

  

Snuję się po ulicach ze spuszczonym wzrokiem krótkowidza, wlokąc za sobą lewą nogę, po której kiedyś przejechał samochód (czy to naprawdę był wypadek, jeśli wcześniej posmakowałem już brzytwy i pętli?). Wokół sami wystrojeni maturzyści – o dziesięć lat młodsi, o całe życie dojrzalsi. Ich optymizm, moja rezygnacja… 

   

                    „Niepewnie idziesz pochylony,

                    Drogą, co nigdzie nie prowadzi.

                    Tak jak po fali,

                    Tak jak po linie,

                    Jak nad przepaścią idziesz drogą. 

                    Tak jak po fali, 

                    Tak jak po linie,

                    Nie widzisz ziemi pod stopami”

                                        [Leszek Aleksander Moczulski].

  

Na domiar złego w Empiku natykam się na Tamtego, sprzed lat… Potem godzinami wyrzucam sobie, że bałem się dłużej popatrzeć, że się oddaliłem. Tak właśnie wyglądają wszystkie moje miłości – ukradkowe spojrzenia, lęk i żal… Pytał o album z ikonami, a po plecach spływała mi rzeka potu. Po dwóch takich doświadczeniach wiem już, że mężczyźni zdobywają mnie głosem – bez wzajemności, rzecz jasna…

   

Migrena. Wieczorne napięcie... Burza. Wiosenne uspokojenie… 

   

                    „Deszcz jak siwe łodygi, szary szum,

                    a u okien smutek i konanie.

                    Taki deszcz kocham, taki szelest strun,

                    deszcz – życiu zmiłowanie”

                                        [Krzysztof Kamil Baczyński].

  

Ukojenia Ci życzę…

  

Archiwum
Tagi