~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Bieły_Andriej

sobota, 22 lipca 2006
107. Rozdwojenie

  

Pochylam się w stronę lustra i wpatruję w moją twarz, która jest mi mniej lub bardziej znajoma, i widzę, że gdzieś w samym środku tego połączenia krwi i ciała, nerwów i kości kryją się dwa aspekty nie do pogodzenia… Marzenie o bliskości, czułości, przyjaźni, o wszystkim, co jest żywe. A z drugiej strony – okrucieństwo, plugastwo, horror, zagrożenie śmiercią.

               [z filmu Z życia marionetek (1979) Ingmara Bergmana]

  

Dwa aspekty nie do pogodzenia, dwa oblicza, dwie strony osobowości, Ja-agresywne i Ja-pokorne, Dr Jekyll i Mr. Hyde, pierwiastek żeński i męski, Jin i Jang, Ja-laickie i Ja-duchowe, jak Stawrogin – między ideałem Madonny a grzechem Sodomy, Ja-bezczelne i Ja-nieśmiałe, wulgarne i subtelne, łaknące życia i samobójcze…

Patrzę w lustro i już nie wiem, co jest prawdziwe…

  

Którą drogą mam podążyć? – zapytuję. A przecież wiem, że pozostanę na rozdrożu. Nie mam już sił, by zrobić choć jeden krok…

    

               Tam – w lustrze – mój sobowtór z bliska

               Stanął jak kontur wykrojony.

  

               Przybliża się i kiwa na mnie,

               Z rozpaczą załamując w męce,

               W jasnej głębinie zwierciadlanej

               Swe wyciągnięte do mnie ręce.

                                   [Andriej Bieły, Melancholia]

   

poniedziałek, 19 grudnia 2005
15. Koszmar i harmonia

  

Czy istnieje pamięć w stanie czystym? Czy jesteśmy w stanie pamiętać coś takim, jakim było naprawdę? I co to właściwie znaczy, że „było”? Czy jest możliwe wreszcie, że pamięć obejmuje także to wszystko, co się nie wydarzyło, co wydarzyć się nie mogło? Bo ja – pamiętam. Ale w którym momencie zacząłem wymyślać?

  

Koszmarny sen z przeszłości.

Mała, rokokowa altana ogrodowa. Daszek na ozdobnych kolumienkach. Biała. Ja pośrodku niej. A wokół – morze lawy. Czy też jakiegoś błota. Ropy. Czarne. Grube skorupy przewalają się z hukiem. Po horyzont. Budzę się mokry.

Byłem małym chłopcem, gdy to mi się śniło (rzadko śnię, coraz rzadziej), byłem bardzo chory, gorączkowałem, a pamiętam, jak gdyby koszmar powtarzał się dziesiątki razy. Jestem przekonany, że się powtarzał.

I tak drobny incydent został zmitologizowany. Nie ten sen, lecz pamięć o nim prześladuje mnie całe życie.

  

Lat dziecinnych wspomnienia – moje tańce; te tańce – wloty w to, czego nigdy nie było, co jednak istnieje; innych bytów istoty wmieszały się teraz w fakty mego istnienia: obrazy przeszłości – to dla mnie puste naczynia; czerpię nimi harmonię niezrównanego kosmosu.

                    [Andriej Bieły, Kocio Letajew. Przeł. M. Leśniewska]

  

Archiwum
Tagi