~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Vicent_Manuel

niedziela, 17 maja 2009
618. O tym, że "navigare necesse est"...

   

                    „Nie mogę przestać wędrować: chcę wypić

                    Aż do dna życie. (...)

                    Stałem się częścią tego, co poznałem,

                    Ale to wszystko jest mi tylko bramą,

                    Za którą widać świat niezwędrowany,

                    Którego krańce w dal się zapadają,

                    Gdy w dal wędruję. Stanąć, nie iść dalej, 

                    Nie błysnąć w czynie, rdzewieć jak miecz w pochwie −

                    Wstrętne. Oddychać − to jeszcze nie życie

                                   [Alfred Tennyson, Ulisses. Przeł. Z. Kubiak].

  

I znowu zaczyna się to, co do niczego nie zmierza, tkwienie w miejscu, gdzie można tylko sczeznąć do szczętu, czekanie z lękiem na kolejny wymierzony w siebie atak. Gdyby tak samemu organizować sobie rozkład zajęć, gdyby udało się znów tam pojechać, kupić bilet w jedną stronę i już zostać − tylko gdzie i za co? Tutaj każdy dzień jest taki sam i nic nie przynosi poza skrywaną rozpaczą. Tak bardzo chciałbym mieć inne życie, ale nie mogę sobie pozwolić na uwolnienie się od obecnego...

   

                    „− I nigdy nie myślałeś o ucieczce?

                    − Nikt mnie nie ściga. 

                    − Chodzi mi o podróż, z której się nie wraca.

                    − Nie, ja tylko czytam. Nie posuwam się dalej”

                                   [Manuel Vicent, Pieśń Morza. Przeł. W. Ignas-Madej].

  

A przecież vivere non est necesse…

  

sobota, 04 kwietnia 2009
587. "Pan Cogito obserwuje w lustrze swoją twarz"...

  

…„wciąż blady bladością zdającego egzaminy, w okularach plus cztery dioptrie, co nadawało mu wygląd młodego erudyty, któremu obce są zmysłowe rozkosze, zważywszy, że nie pił i nie palił i wciąż pozostawał prawiczkiem”

                    [Manuel Vicent, Pieśń Morza. Przeł. W. Ignas-Madej].

  

Czyżby właśnie o to chodziło, czyżby nawet jego własna powierzchowność zdradzała go na każdym kroku? Bo coś najwidoczniej musi być nie tak, coś dostrzegalnego tylko dla innych − odstręczającego, niedającego się określić ani skorygować, głębszego niż lęk w oczach i niepewność ruchów...

  

„Przy każdej okazji kontrolował i poprawiał swój wygląd; nie przepuścił ani jednej witryny sklepowej, by nie rzucić na nią krótkiego spojrzenia. Im baczniej obserwował własną postać, tym bardziej stawała się ona świadoma, ale także bardziej uciążliwa i bolesna”

                    [Milan Kundera, Życie jest gdzie indziej. Przeł. J. Illg].

  

niedziela, 15 czerwca 2008
443. Circle

  

Znów śni mi się Twój uśmiech, znów budzę się przy Tobie w pustym łóżku, znów wspólnie milczymy w ciągu dnia… Nie mogę się rozstać z tymi myślami właśnie dlatego, że nigdy nie będzie im dane się urzeczywistnić. I to ze względu na nie wszystko inne przywodzę od tylu już miesięcy do zguby. Klęska moja musi być całkowita…

  

…„trzeba było dokonać wyboru: przestać cierpieć albo przestać kochać; […] kluczył pomiędzy pożądaniem a bolesnym niepokojem i nie wyszedł z diabelskiego kręgu, póki nie zrozumiał, że kochać można tylko to, czego się nie posiada do końca”…

                    [Manuel Vicent, Chorzy na miłość. Przeł. W. Ignas-Madej].

  

poniedziałek, 07 kwietnia 2008
406. Double Indemnity

  

Jaką książkę wziąć do pociągu w poniedziałek i wtorek? – to jedyne decyzje, jakie w ciągu tygodnia podejmuję, aż do ostatniej minuty pełen wątpliwości, zmieniający pierwotne wybory gdy czas już do wyjścia nagli. Na wszelki wypadek zawsze biorę ze sobą dwa tytuły. A przecież na tym jednym polu instynkt mnie nie zawodzi – jeszcze się nie zdarzyło złą książkę mieć / wieźć / jeść…

Po przyspieszonym powrocie czeka na mnie paczka z kolejnymi – Faber, trzy Sorokiny, czwarty (Wiktor) Jerofiejew i ósmy już Coetzee. Za kwietniowym oknem listopadowa szaruga, potem styczniowy śnieg. Z jakiegoś powodu mam ochotę na Schuberta – to pewnie ta dzisiejsza senność. W środku tęskno, wokół pusto…

  

„Jesienny zmierzch sprzyjał rozpamiętywaniu utraconego czasu, a liryczna muzyka sprawiła, że raz jeszcze poczuł w żołądku ukłucie niepokoju. Po raz kolejny zastanawiał się, czemu to od jakiegoś czasu doskonałość młodego ciała, łagodny pejzaż, wspomnienie starej piosenki, cisza pustej plaży, każdy rodzaj harmonii wywołuje w nim głęboką gorycz, coś na kształt pożegnania z przyjemnościami, które – każda po trosze – uformowały jego ducha. Człowiekiem skończonym jest ten, który na piękno reaguje smutkiem” 

                 [Manuel Vicent, Chorzy na miłość. Przeł. W. Ignas-Madej].

  

Archiwum
Tagi