~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Zabłocki_Michał

czwartek, 13 stycznia 2011
892. Zaklinanie, czarowanie...

  

Może trzeba by za każdym razem – tłumaczyć, objaśniać, wskazywać: tutaj dowcip, tu ironia, szczerze tu, tam udawanie. Że ten cytat to nie ja – on tylko do mnie: komentarzem, polemiką, sensu odwróceniem. Że prawdziwe – tu ujęte w słowa – w fikcję się zamienia, tak należy czytać. Że się dystans rodzi z tego – do siebie, do przydarzanego. „W nicu coś i coś z niczego / wciąż gorszego, nie lepszego / mały zastrzyk winszowany / balsam miękki, sól na rany” [Michał Zabłocki]. Że specjalnie nudno, smutno, wciąż na jedną nutę. Że to „gra”, co ma ratować – choć jak bagno wciąga…

  

„W ten właśnie sposób – mówiłem do siebie – spędzę resztę moich dni, grzebiąc w słowach, porzuconych wersach, szczątkach pamięci, próbując odkryć, co też może się pod nimi czaić, jakby były płaskimi kamiennymi płytami, gdy tymczasem ja będę powoli zanikał” 

                       [John Banville, Zaćmienie. Przeł. J. Jarniewicz].

  

wtorek, 27 kwietnia 2010
775. "Po cichu, po wielkiemu cichu"...

  

Co kilka tygodni spotkania części osób z pracy w kolejnych miejscowych lokalach – rozmowy, głośne śmiechy, smakowanie drinków. W ostatni piątek znowu they were all there, except me. Byłem cały dzień we Wrocławiu, zupełnie zapomniałem, lecz przecież nie o to chodzi. Nie zamierzałem przychodzić i było to z góry wiadomo. Zawzięcie unikam mówienia o swojej prywatności, o życiu poza biurem (nie chcę też słuchać, że inni mają takie życie) – wiadomo tylko o mym mieszkaniu z rodzicami (widocznie tak mi tam dobrze) i że (jak to możliwe?) nigdy nie zapaliłem papierosa. I że raczej nie piję. Więcej nie mam czym się pochwalić, choć pewnie bardziej obawiam się pewnych pytań. Zwłaszcza, że wciąż zdarza mi się tam płakać w toalecie…

W domu też stan czujności, napięcia, przeciągłego ukrycia – kilkukrotne w ciągu dnia chowanie notatek z lektur, noszenie ze sobą pewnych kartek i przenośnych dysków, przekładanie wciąż z torby do torby, okna dodatkowe w Internecie przesłaniające to, co pod nimi. I tu, i tam próby uśmiechu, żartów, uśmiechania się, zachowywania normalnie. Pod spodem jednak krwawienie…

  

„Niedomogi jego przejawiają się fizycznie w stanach depresji, okresach bezsenności i w bólach nerwowych, psychicznie okresowo w melancholii, gwałtownej potrzebie samotności, lęku przed obowiązkami i odpowie-dzialnością, przypuszczalnie również w myślach o samobójstwie. Tak ciężko upośledzony, człowiek ten utrzymuje się medytacją i wielką dyscypliną wewnętrzną dzielnie w ryzach, do tego stopnia, iż większość ludzi z jego otoczenia nie ma nawet pojęcia, jak poważnie cierpi, zauważając jedynie ogromną jego nieśmiałość i zamknięcie w sobie”

            [Hermann Hesse, Gra szklanych paciorków. Przeł. M. Kurecka].

  

czwartek, 07 maja 2009
612. O tym, że "zwieść Cię może ciągnący ulicami tłum" - czyli Elegia na odejście...

  

Trzy tygodnie udawania pełnej samodzielności i niezależności; dni bezładnych wędrówek, odkrywania wszystkiego na własną rękę; godziny przyglądania się, zachwycania, radowania. I tysiąc zdjęć, na których mnie nie ma – by pamiętać, że nie miał mi kto ich zrobić, że to wszystko było tylko snem, z którego trzeba się w końcu przebudzić. Że jestem sam – od zawsze i, najwidoczniej, na zawsze...

I tylko te momenty szczęścia, beztroski, zapomnienia – krążenie w ludzkiej masie, roztapianie się wśród innych podobnych Tobie, bycie z nimi, tak anonimowo i bezpiecznie, tak, jak nigdy dotąd. No więc raz jeszcze, ten ostatni raz... 

   

                    „To dziwne, jak gdyby śnione, a jakby żywe, bolesne:

                    wieczorną aleją iść i nie poznawać znajomych

                    kształtów i zwykłych nazw, i twarzy przyjaciół zapomnieć,

                    a światłem być tylko i cieniem, samotne, nieme mieć ciało

                    i falą być obcej rzeki, i tylko mijać, i mijać...” 

                                                  [Tadeusz Borowski, Imiona rzeki].

  

niedziela, 27 kwietnia 2008
417. Naturalia

    

                    „Przepisywanie przez przeżywanie,

                    zapisywanie własnych zużyć,

                    żyć – należyte spamiętywanie,

                    nie żyć – to nużyć”.

  

Jest w tym wszystkim jakiś brak autentyzmu; mówię nie tylko o chowaniu się za słowami innych, o utożsamianiu z tym, co nie moim stało się udziałem, ale – szerzej – o jakimś poczuciu nienaturalności siebie samego, o przytłumionym instynkcie, o braku przywiązania do życia jako takiego, to jest rozumianego w całej jego rozciągłości, nieograniczonego do jedynie tu i teraz. Nic, w czym zdarza mi się uczestniczyć, nie staje się moim udziałem.

To, co innym wrodzone, muszę w sobie kształtować – bez końca: wciąż nie umiem rozmawiać, zaledwie dwa lata temu zacząłem odkrywać swoje ciało, swoich pragnień wciąż nie umiem określić. Nigdy też nie godziłem się na upływ czasu, na to, że ja z nim upływam. Gdy jutro przez parę godzin będę przesiadywał nad wodą, to nie po to, by się po prostu zrelaksować, lecz by usytuować się w swoistym bezczasie, w bezmyśli, w samym trwaniu. Bo też nic mnie nie wiąże… Niczego nie zacząłem, chciałbym za to skończyć… Zniknąć bez śladu jak bez śladu istniałem… 

   

                    „Nie żyć – to nie mieć nic, by powiedzieć.

                    Nie żyć – to nie mieć po co umierać,

                    by móc to potem

                    albo zostawiać, 

                    albo zabierać”

                                        [Michał Zabłocki, Życia modele].

  

czwartek, 24 kwietnia 2008
415. Thanksgiving Day

  

…i za tę pliszkę mnie do domu wesoło odprowadzającą (ach, ogonkiem tak przed kimś zamerdać!), i za nowe książki kolorowe z wydawnictwa Czarnego (Katz, Prochaśko, Bánk, Cărtărescu), i za życzliwość ludzką (bym sobie odmowy weekendowego spotkania nie wyrzucał troska), i za ludzką wdzięczność (że jestem i zaglądam, co cenne widać jest), i za słońce gorące, z roku na rok coraz bardziej lubiane, i za chłopców, co w spodenkach już krótkich z treningów wracają, i za smyczki Michaela Nymana – nie wiem komu dziękować mam, i dziękuję tym, co wiem… 

   

                    „Z okna wyglądać godzinami,

                    snuć się bez sensu ulicami,

                    zagapiać się na własny cień,

                    spędzać w ten sposób cały dzień”

                                        [Michał Zabłocki, Nie bój się nic nie robić]

  

Archiwum
Tagi