~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Michon_Pierre

poniedziałek, 03 listopada 2008
513. O tym, że po przeczytaniu czternastu książek w dwa tygodnie dostałem w końcu zawrotów głowy...

  

…„domyślał się, że autorzy głośno nie przemawiają; trwał więc w ich milczeniu bez końca; zagłębiał się jeszcze bardziej w wir tych przeszłych losów, których nikt nigdy nie przeżył, tych przygód, które przypominały te, jakie przytrafiły się innym, choć nie przydarzają się nikomu. (…) Od tamtej pory życie jego zeszło było na manowce w czasie zaprzeszłym − wiem o tym, bo nim jestem”

                    [Pierre Michon, Żywoty maluczkich. Przeł. W. Gilewski].

  

Przybiera to już formy taśmowe − we wtorek Podróże z Herodotem Kapuścińskiego, w środę Kongres futurologiczny Lema, potem Śmieszne miłości Kundery, w piątek Droga żelazna Appelfelda, w sobotę Smutny to oręż, co nie broni się słowem Mayoral, wczoraj Instynkt gry Zeh, a dzisiaj Big Mac Żadana…

A tak naprawdę chodzi o zagłuszanie − bo przecież niewiele rozumiem, niewiele też z tego zapamiętuję. Zapełnianie wewnętrznej pustki, zapominanie o depresyjnych nastrojach, ignorowanie upływu czasu, zajmowanie czymś rąk i myśli, zagłuszanie głosów rodziców z drugiego pokoju, pogrążanie się w odwieczną ciszę, przyspieszanie końca i podróż do tyłu zarazem... Głowa mnie boli okropnie...

  

niedziela, 05 października 2008
499. "Piękny sabotaż egzystencji", jak mawiał René Dalize - czyli: Że od zawsze jedynie czytam zamiast doznawać...

  

„Przyzywałem miejsca niewidoczne i nazwane. Odkrywałem książki, w których można ugrzęznąć tak samo, jak pod triumfalnymi spódnicami nieba. Dowiadywałem się, że niebo i książki sprawiają ból i urzekają. Daleki będąc od chęci zabawiania się w zniewalające gry, odkrywałem, że można nie naśladować świata, nie podejmować tu żadnych interwencji, przyglądać się kątem oka, jak powstaje i się rozpada, i w bólu przeradzającym się w rozkosz wpadać w zachwyt, że się w tym nie bierze udziału: na skrzyżowaniu przestrzeni i książek rodziło się nieruchome ciało, które wciąż mną było i bez przerwy drżało w niemożebnym życzeniu dopasowania tego, co się czyta, do przyprawiającego o zawrót głowy świata widzialnego”

                    [Pierre Michon, Żywoty maluczkich. Przeł. W. Gilewski].

  

11:48, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
środa, 04 czerwca 2008
438. Błądzenie

  

Przygotowuję ostatnie testy dla swoich studentów, przepisując im ręcznie modernistyczne wiersze do rozpoznania, bo nie stać mnie na tusz do drukarki, na działce zbieram truskawki w palącym słońcu, zamawiam antologię poetów amerykańskich O krok od nich, zastanawiam się, czy jutro znów zadzwonić w sprawie tego etatu w księgarni, bo wczoraj nie było dla mnie czasu, i czy starać się o niego będę miał odwagę, czytam dalej Śmierć w bunkrze. Opowieść o moim ojcu Martina Pollacka, uśmiechać się staram przez łzy do mamy, co tydzień temu rozpaczała nad moim życiowym pogubieniem, a teraz – sama od lat bez zajęcia – życzliwie dopinguje poszukiwaniom pracy, jakkolwiek inaczej musiała sobie to wszystko wyobrażać (widzę to rozczarowanie w jej oczach, tym smutniejszych, że przecież tak niewiele brakowało). I ja też onegdaj widziałem się w marzeniach gdzie indziej, jako ktoś inny, teraz zaś nie znajduję pomysłu, sił i chęci na cokolwiek, błądząc ustawicznie, nie wiem czego szukając…

  

…„wciąż chodził markotny: książki do zguby go przywiodły, jak powiadają dobrzy ludzie […]. Do zguby? Zagubiony to on był, tak – i to od zawsze – na tym świecie, w którym nie widział zgoła tego samego dobra, co w książkach, co mu jego zastępowały miejsce, ale było to jeno miejsce odmowy, błagania nigdy niewysłuchanego i złośliwości bez dna”…

                    [Pierre Michon, Żywoty maluczkich. Przeł. W. Gilewski].

  

Archiwum
Tagi