~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Jerofiejew_Wiktor

piątek, 17 października 2008
505. O zachwycających wertykaliach - czyli: Że nawet u mnie wszystko sprowadza się do jednego (= teorii i pobożnych życzeń)...

  

„Mężczyzna zaczyna się od porannej erekcji.

Erekcja przychodzi znikąd, na własne życzenie; erekcja nie wybiera. Miło jest wiedzieć, że sprowadza do wspólnego mianownika moich przyjaciół i wrogów, że rozbraja ich w łóżkach. Jest silniejsza od jakiejkolwiek ideologii, jest reakcyjna i interkontynentalna, budzą się z nią papież i wszelkie frakcje parlamentarne, gwiazdy Hollywood i naziści, Chińczycy i tandeciarze, dyplomaci i bandyci, wydawcy moich książek i brytyjscy książęta, i Międzynarodowy Czerwony Krzyż.

Jest zaprzeczeniem ordynarnej mechaniki.

Jest nirwaną ze wszelkimi cechami bezczelności i bojaźni Bożej, podniecenia poza podnieceniem.

Jest odprzedmiotowionym fantazmatem; prawdę mówiąc, nie jestem jej podmiotem ani przedmiotem, dokładniej rzecz ujmując: podejrzewam, że jestem podmiotem ewoluującym w przedmiot.

Ożywia mnie. A ja ożywiam ją. Ożywiamy się nawzajem.

Na pierwszy rzut oka składa się wyłącznie z patosu i egzaltacji, z anielskich włosów, z różowej prosięciny, z kląskania słowika i z braci Karamazow, krótko mówiąc, z najwybitniejszych osiągnięć cielesnego ducha, choć tak naprawdę nie ma w niej krzty patosu. Jak każde wybitne zjawisko jest skromna.

Jest przypadkiem i przygodą.

Jest szlachetnym smutkiem wyzwolenia z ram obowiązków.

Dzięki temu, że jest niezaprzeczalnie widoczna, stanowi zamknięte pole siłowe. W odróżnieniu od wszelkich innych form życiowej imitacji, w tym przypadku nie sposób zaprzeczyć, że rzecz w niej istnieje.

Spycha w niepamięć dwie instytucje: rodzinę i miłość.

Dostrzegam w niej całą gamę odcieni emocjonalnych (od dumy po zawstydzenie) i znaczeń − znaczenie materialne, które można by badać fizycznie, chemicznie i optycznie, i regionalne (związane z estetyką, historią, socjologią).

Gloryfikacja porannej erekcji jest kosztowna.

Najlepsza dewiza życiowa mężczyzny to pozostać jej wiernym.

Pora porannej erekcji to czysto męska pora − nie rozmienia się na drobne. Synonim pełni, mnoży się przez samą siebie, rozmywa wszelkie intelektualne granice między tym, co rzeczywiste, a tym, co idealne, obala platońskie konstrukcje. W tym znaczeniu poranna erekcja jest stanem przed- i postkulturowym, nie ma natomiast nic wspólnego z kulturą jako taką. Kultura omija ją szerokim łukiem.

Jednocześnie kultura w całej swojej złożoności ufundowana jest właśnie na porannej erekcji, stanowi jej kontynuację, dopełnienie, przesłanie i komentarz − o właśnie, komentarz.

(…) Poranna erekcja jest stanem czystej, niczym niezmąconej witalności. Dla każdego, kto trzyma ją w dłoni, jest testem jakości życia. Poranna erekcja to palec Boży.

(…) Tak naprawdę poranna erekcja to jedyne, co czyni mężczyznę tajemnicą natury.

(…) Skutecznym sposobem nadania sensu porannej erekcji jest uznanie jej za fakt banalny i uniwersalny, tak, żeby nie towarzyszył jej żaden inny obraz, w porównaniu z którym mogłaby demonstrować swoją skandaliczność, atrakcyjność i szaleństwo.

Mężczyzna zaczyna się od porannej erekcji. W większości przypadków na niej też się kończy” 

                    [Wiktor Jerofiejew, Cud o poranku. Przeł. M. Buchalik].

  

wtorek, 22 lipca 2008
460. Primus

  

Wczoraj przeczytałem Dzień oprycznika Władimira Sorokina i zacząłem Bogów, groby i uczonych C. W. Cerama (pierwszy tytuł z nagromadzonej sporej serii jego imienia, którą w końcu należałoby napocząć); dziś w pociągu Mężczyźni Wiktora Jerofiejewa (dobra rzecz, naprawdę dobra), a potem dwuipółgodzinna przechadzka ze zdewirtualizowanym wreszcie Ł. (mój pierwszy taki spacer w tym roku, a trzeci w ogóle, pierwsze z kimś spotkanie od pierwszego grudnia); pojutrze zaś zaczynam pracę − też pierwszą, i wygląda na to, że muszę wstać o czwartej rano.

Intensywność tego tygodnia jest dla mnie doprawdy zdumiewająca. Nowość tego wszystkiego w zestawieniu z dotychczasowym brakiem…

  

...„życie składa się z pulsacji słowa »po raz pierwszy«” [Wiktor Jerofiejew, Dobry Stalin. Przeł. A. Piotrowska].

  

…A może jednak za wiele tego? Wydaje mi się, że nie mam ochoty na żadne nowe spotkania w najbliższym czasie (o ile w ogóle), że nie bardzo umiem. Że przecież, tak naprawdę, chciałbym tylko z Nim, co i tak niemożliwe, bo zbyt to męczące i niezręczne dla nas obu. W każdym razie, On już zawsze będzie dla mnie pierwszy

   

Archiwum
Tagi