~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Makine_Andrei

piątek, 13 czerwca 2014
1401. The Old New Thing...

  

Drzwi wejściowe, regalik i większy telewizor w mym pokoju, umywalka i szafki w łazience, zlew kuchenny – jak zwykle po przyjeździe: w mieszkaniu coś nowego. I nawet działka z warzywno-owocowej zrobiła się rekreacyjno-trawnikowa. A przecież wszystko po staremu. Smuci, przygnębia, złości. Czasem drobne zakupy, poza tym nie ma co wychodzić z pokoju. W Warszawie wstawało się dla zdjęć o świcie, łaziło godzinami, radowało – skończyło się w „miasteczku, gdzie żyć znaczy wykonywać machinalnie codzienne gesty, przywołując do życia przeszłość” [Andreï Makine, Francuski testament. Przeł. M. Hołyńska]…

  

23:13, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
środa, 08 maja 2013
1251. Boy-zone...

  

Pierwszy w tym roku dzień w krótkich spodenkach. Noszenie ich jest jednym z najfajniejszych aspektów bycia chłopcem (a kiedyś – jego podstawowym zewnętrznym atrybutem). Pod tym też kątem wybieram swoje miejsca pracy. Muszę być niewolnikiem, ale nie ścierpię garniturowego uniformu; starzeję się, tym bardziej zatem kultywuję w sobie małe dziecko…

Spoglądam ukradkiem na obnażone wokół łydki. Jest w tym radość wspólnoty, silenie się na naturalną bezpretensjonalność. Wbrew moim chęciom nigdy nie oznaczało to, niestety, przypływów pożądania. A i tych chęci w czas kluczowy, gdy męskie powinno się formować, brakowało...

  

„(…) był w wieku, kiedy chłopcy zawczasu delektują się smakiem przyszłych swobód. A (…) wcale z tych praw nie korzystał”

                [Andreï Makine, Francuski testament. Przeł. M. Hołyńska].

   

Sfera jeszcze niedawno zakazana, a wciąż niedostępna. Są częścią mojego życia, lecz nigdy nie będę do nich w pełni przynależał...

  

czwartek, 16 sierpnia 2012
1155. Zły dotyk...

  

Po kilkunastu miesiącach wciąż mam Cię w nocy pod palcami (por. 1068). A przecież każdy dotyk był tym pierwszym – jak dziecko dziwiłem się, że oto drugi człowiek, że takie namacalne jego ciało. Wszystkie Twoje krągłości, zakamarki – ich miękkość, gładkość i ciepło Twojej skóry. Nie mogłem wprost uwierzyć, że da się z drugą osobą aż tak blisko…

 

„Dla mnie był to stan szczęśliwości, melanż macierzyńskiej słodyczy i miłosnego rozczulenia”

             [Andreï Makine, Między ziemią i niebem. Przeł. M. Hołyńska].

  

Za każdym razem jednak musiałem się oswajać z tym od nowa – uczyć wszystkiego od początku, mierzyć z nieznaną sobie dotąd przyjemnością; była w tym błogość przeogromna, nie było tylko żądzy, podniecenia. Wystarczało mi jedynie być, przytulać – nie wiem, w jaki sposób się sięga po coś więcej. No co ty... każdy to umie, to jest w genach – ktoś pisze na Kumpello. Ja ich, widocznie, nie posiadam, a chęci i myśli to za mało. Każdy gest niczym upokarzający debiut, kolejny raz tak samo pełen niezręczności jak ten pierwszy (por. 1082). W końcu nie robisz nic – prędzej niż później i tak dadzą sobie przecież z tobą spokój. Trudno pozbyć się myśli, że właśnie przez to (choć nieprawda) Cię straciłem…

  

„To wahanie na temat własnych praw seksualnych, na temat tego, co w ich związku należy uważać za naturalne i normalne, też budziło niepokój i zapewne stanowiło zapowiedź rychłego końca. Seksualność to delikatna sprawa, trudno w nią wkroczyć, ale jakże łatwo z niej wyjść”

               [Michel Houellebecq, Mapa i terytorium. Przeł. B. Geppert].

 

sobota, 05 maja 2012
1110. Egzamin z życia...

  

Wczorajsi maturzyści na Polu Mokotowskim – siedzą na trawie roześmiani, rozmawiają, piją. Spotykają się, przychodzą po (w ich wieku ja nie miałem z kim i gdzie – dlatego teraz nie mam z kim i jak: można odgrywać spektakl, lecz się nie nauczy już spontaniczności). Nie wiedzą, że właśnie tam, banalnego popołudnia w parku zdają ważniejszy, bardziej decydujący o ich przyszłości test niż te wszystkie bzdury z języka polskiego o poranku…

  

„Długie dnie spędzane w zakurzonych labiryntach wypchanych książkami odpowiadały niewątpliwie mnisim skłonnościom typowym dla chłopców w moim wieku. Szukamy ucieczki przed dostaniem się w krąg życia ludzi dorosłych, szukamy samotności, by układać przygody miłosne, zanim ich pokosztujemy. To wyczekiwanie w odosobnieniu szybko staje się nużące. Dlatego też młodzi łączą się w grupy i grupki, podejmując wspólnie gorączkowe wysiłki, by przed czasem odegrać wszystkie scenariusze dorosłej społeczności. Rzadko zdarzają się ci, którzy mając trzynaście, czternaście lat, potrafią oprzeć się tej zmianie ról, z całym okrucieństwem i nietolerancją narzucanej przez wczorajsze dzieci samotnikom i naturom kontemplacyjnym.

Ja zaś (…) zdołałem zachować nienaruszalną samotność nastolatka”

               [Andreï Makine, Francuski testament. Przeł. M. Hołyńska].

   

23:59, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
środa, 24 grudnia 2008
539. O "życiu rodzinnym" - czyli: Że znowu płaczę w Święta (choć nie z ich powodu)...

  

Ojciec zarabia na jedzenie, mama gotuje, ja zmywam naczynia. To jedyny logiczny ciąg, w który udaje mi się wpisać całą naszą trójkę. Wigilia jest parodią codzienności…

  

Ł. prosi mnie, bym przypomniał sobie najpiękniejsze Święta, jakie przeżyłem, wytężył wszystkie zmysły, przywołał tamtą atmosferę, by ponad rozdzielającą odległością połączył nas dźwięk łamanego opłatka. Ale tu nigdy nie pachniało jodłowymi czy świerkowymi gałązkami, choinka zawsze była sztuczna, nie wisiały na niej cukierki czy pierniki, które można by ukradkiem podjadać, na pasterkę się nie chodziło i nie wiem, jak nocą chrzęści śnieg pod stopami, jak śpiewa się kolędy pomimo zmarzniętych policzków, popękanych od mrozu ust… I nawet prezenty wciąż rozczarowywały, bo wszystkie książki, jakie dostawałem, były przewidziane dla znacznie młodszych niż ja ówcześnie dzieci. Na szczęście, od dawna już nie ma prezentów…

Z jakichś jednak powodów niecierpliwie czekałem na pierwszą gwiazdkę. Skończyło się jednak, jak wszystko, czego nie było. W życiu bez elementarnych doświadczeń zwłaszcza magia rodzinnych Świąt jest niepoznaną nigdy tajemnicą…

  

„Nie miał dzieciństwa − mówiła sobie − żadnej ze zwykłych radości, jakie świat powinien zapewniać dziecku. Ani ogrodu dokoła domu, ani wyjazdów do dziadków… Ani… Nie, nic z tych rzeczy. Nic prócz cierpienia. Bojaźliwego oczekiwania na nowe cierpienie. Na niepewną poprawę, na ulgę, która pozwalała mieć nadzieję, a nadzieja rozkwitała jak kwiat i jak kwiat więdła…”

            [Andreï Makine, Zbrodnia Olgi Arbeliny. Przeł. M. Hołyńska].

  

Ustawiczne zażenowanie przy składaniu życzeń, bo zawsze tylko banalne „Wszystkiego najlepszego…” jestem w stanie z siebie wydusić. W tym roku staram się nie czytać, nie odbierać, nie słyszeć − bo w mojej obecnej sytuacji nic równie bolesnego, jak świąteczne życzenia…

  

Chciałbym… tak się wszystkim nie wzruszać, nie płakać tyle każdego dnia, nie przeżywać każdego, kierowanego do mnie słowa. Nie musieć się bać sięgania po dzwoniący telefon. Nie zazdrościć innym. Odkochać się wreszcie − stracić tę ostatnią już radość i jedyny powód do życia…

  

niedziela, 14 grudnia 2008
534. O tym, że nie warto...

  

Piątek urozmaica kilkugodzinne pisanie listu motywacyjnego (ale jak do siebie zachęcić, gdy się nie ma chęci?); sobotę tradycyjne odkurzanie; dzień dzisiejszy czytanie o wojnach punickich. Jutro pewnie trzeba będzie pójść do sklepu, we wtorek może obejrzy się któryś z dawno nagranych filmów z telewizji. Trudno spodziewać się więcej do końca tego roku. Nie warto o tym pisać ani nie ma czego komentować. Zbyt męczące staje się też czekanie na jakikolwiek odzew, zbyt bolesne odmawianie…

Próbuję nabrać dystansu, jak gdyby chowanie się w sobie było jakimkolwiek rozwiązaniem...

  

„I ten błahy szczegół nie odegra żadnej roli w przepływie dni i nocy, którego nie ośmieli się już nazywać »swoim życiem«”

            [Andreï Makine, Zbrodnia Olgi Arbeliny. Przeł. M. Hołyńska].

  

19:25, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
piątek, 07 listopada 2008
515. O tym, czym można by uzupełnić zapiski z 25 września, albowiem stanowi dla nich kontrapunkt lub też dopełnienie...

  

Od bardzo wczesnych lat przyszło mi zmagać się z kpinami, wyzwiskami i plotkami na własny temat. Boleśnie to wszystko przeżywałem − tym bardziej, im mniej w owych obmowach dostrzegałem uzasadnienia. Nawet do tego jednak można się przyzwyczaić, choć ceną było unikanie kontaktów z innymi i mój pogłębiający się emocjonalny autyzm. Fakt, że mówi się o mnie, ale już nie ze mną, że coś dotyczącego mnie odbywa się poza moimi plecami, w dalszym ciągu jest dla mnie upokarzający. I wciąż najbanalniejsze sprawy odbieram zbyt osobiście.

Uświadamiam sobie jednak, że sam też nie jestem wolny od wścibskiej ciekawości, że chcąc kogoś poznać, zbyt obcesowo być może wkraczam w jego sferę prywatną. Wirtualny (a więc na poły anonimowy) charakter moich obecnych kontaktów z ludźmi wpływa zapewne na skłonność do przesadnie wylewnych zwierzeń na własny temat, głębokiego sięgania w prywatność, duchowego obnażania się. I pewnie też oczekując podobnej wzajemności nieco opacznie rozumiem szczerość. Nie tą drogą, najwidoczniej, ludzie zbliżają się do siebie i sympatię zamieniają w przyjaźń…

Ponieważ dotąd nie zostałem przez nikogo obdarzony zaufaniem, wszystkie moje relacje są więcej niż powierzchowne; nikt jeszcze nie stał się (nie chciał być) częścią mojego życia. Jeszcze mniej miejsca ja zajmuję w życiu innych − jestem tylko trzecią osobą liczby pojedynczej: Nim, a nie Tobą. Warunki mojego życia i zadawnione urazy dodatkowo niczego nie ułatwiają. W efekcie, wszyscy nawzajem mamy o sobie jedynie fałszywe wyobrażenia…

  

„Inni każą nam żyć w nieprawdopodobnych światach. I w tych światach żyjemy i tam nas spotykają, tam prowadzą rozmowy z naszymi duplikatami, które przecież sami wymyślili. W gruncie rzeczy nigdy nie spotykamy się w zwykłym życiu”

            [Andreï Makine, Zbrodnia Olgi Arbeliny. Przeł. M. Wołyńska].

  

sobota, 06 września 2008
483. Gleichgültigkeit

  

Podobieństwo słowa „szukać” do „oszukiwać (się)”…

  

Nadzieje nie do spełnienia, tęsknota, co nie znajduje ukojenia, ból zawodu…

Już nie jestem w stanie o tym wszystkim myśleć − dość było myśli przez to puste życie. Nie rezygnuję jeszcze, jestem gotów na to, co przyjść może, ale muszę stłumić coś w sobie, wygasić pewne obszary, nie czekać dłużej. Nie powinno to być trudne − tyle lat w umyśle nie rodziły się żadne emocje, a ciało nie dawało jakichkolwiek sygnałów, że najwidoczniej wmawiam tylko sobie, że czegoś mi brakuje. Trzeba wrócić do obojętności, jeśli przez czas jakiś jeszcze mam wytrzymać…

  

„Weszła do kuchni; na widok miedzianego rondelka, w którym stygł napar, doznała przyjemnego uczucia spokoju. Tak, zrezygnować, umościć się w tym oczekiwaniu na starość, pogodzić się z jej drobnymi, trochę maniackimi rytuałami. Dawne pragnienia i dążenia potłuc na małe lekkostrawne kawałeczki − jak te wieczorne chwile pustki duchowej, jak cienkie strużki naparu, który zaraz przeleje do czarki…”

               [Andreï Makine, Zbrodnia Olgi Arbeliny. Przeł. M. Hołyńska].

  

Archiwum
Tagi