~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Eluard_Paul

czwartek, 08 marca 2012
1081. Mourir de ne pas mourir...

  

Już niemal nic nie wiąże mnie ze światem ludzi. Na przyszłość zostało jedynie zerwanie z samym życiem. Z doświadczenia wiem, jakie to mimo wszystko trudne

 

„[12 X 1969] Najwstrętniejsze w samobójstwie jest to, że je trzeba jakoś załatwić w planie praktycznym”

                       [Sławomir Mrożek, Dziennik. T. I. 1962-1969].

  

21:36, alexanderson
Link
niedziela, 22 stycznia 2012
1057. Capitale de la douleur...
  
Drugie (por. 1011) spotkanie z M. I drugie śniadanie w oknie naprzeciw świętego Aleksandra. Przesympatyczny jest to chłopiec, o wielkich oczach i całkowicie odmiennych doświadczeniach (im bardziej życiowe tematy, tyczące wszystkich ludzi – tym większą są dla mnie abstrakcją, nie budzą myśli, uczuć). Być może się przeniesie, szukając swojej szansy, do Warszawy. Być może ja, po zmarnowaniu własnej, z niej wyjadę…

Przez całe popołudnie, wieczór wciąż płyną łzy po szybach  

  

poniedziałek, 01 września 2008
481. Bonjour Tristesse (I)...

  

„Sebastian, poważny jak starej daty prokurator o spojrzeniu młodego wdowca. (…) Był zasadniczy jak stary madziarski majordomus, nie pozwalał sobie na żarty i nie lubił, gdy mu je robiono. I chyba nie miał przyjaciół. (…) Na pewno nie miał dziewczyny, bo to od razu widać. Sebastian spoglądał bowiem smętnie, jak ktoś, kto tęskni za miłością lub żyje oczekiwaniem. (…) Claudii nie dawały spokoju jego matowe, potulne oczy − oczy mężczyzny pokonanego. U dwudziestopięciolatka. (…) W wolnych chwilach czytywał książki lub gazety, najczęściej czasopisma literackie. (…) Na to właśnie szło gros jego pensji, niezbyt zresztą wysokiej (…). O tak, Sebastian był dobrym chłopcem. Gdyby nie te oczy wdowca…”

          [Antonio Gómez Rufo, Żegnajcie, mężczyźni. Przeł. M. Płachta].

  

Być może cała zagadka zamyka się właśnie w tym spojrzeniu − w wyrytym na mej twarzy dojmującym smutku, który wyziera nawet spoza przyciemnianych okularów, przebija się przez drżący ze zdenerwowania głos, uwidacznia w każdym, z góry naznaczonym rezygnacją geście. W smutku, stwarzającym przy tym pozory czegoś w rodzaju zaciętości, dumy albo gniewu, budującym zatem mury nie do przebicia, skrywającym myśli, odstraszającym bardziej niż skutecznie, skazującym na wieczną jednorazowość − mym jedynym i wiernym towarzyszu… 

   

                    „Dzień dobry smutku

                    Kochanku ciał powabnych

                    Dominanto miłości

                    Której urok urasta

                    Jak bezcielesny potwór

                    Głowo z nadziei wyzuta

                    Smutku o pięknej twarzy”

                                        [Paul Éluard, La vie immédiate].

  

Archiwum
Tagi