~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Foer_Jonathan Safran

piątek, 04 grudnia 2009
711. Loveless...

  

„Brod odkryła sześćset trzynaście rodzajów smutku, a każdy był jedyną w swoim rodzaju, odrębną emocją, nie bardziej podobną do któregokolwiek spośród pozostałych smutków niż do gniewu, ekstazy, poczucia winy czy bezsilności. Był zatem Smutek Lustrzany. Smutek Udomowionych Ptaków. Smutek Zasmuconego w Obecności Ojca lub Matki. Smutek Humoru. Smutek Miłości bez Ujścia.

Była jak tonący, który miota się, próbując chwycić się czegokolwiek, co mogłoby posłużyć za deskę ratunku. Jej życie było pospieszną, rozpaczliwą walką o uzasadnienie własnego życia (…) powolnym uświadamianiem sobie, że świat nie jest dla niej, a ona z jakiegoś niewiadomego powodu nigdy nie będzie jednocześnie szczęśliwa i uczciwa. Czuła się przepełniona, jakby nieustannie wytwarzała i gromadziła we własnym wnętrzu coraz to nowe zasoby miłości. Ale miłość ta nie znajdowała ujścia. Stół, amulet z kości słoniowej, tęcza, cebula, fryzura, mięczak, szabas, przemoc, naskórek, melodramat, rów, miód, serwetka pod kieliszek… Nic z tych rzeczy jej nie wzruszało. Podchodziła do swojego świata uczciwie, szukając czegoś, co zasługiwałoby na te bezmiary miłości, o których wiedziała, że je w sobie nosi, lecz wszystkiemu po kolei musiała oświadczać: Nie kocham cię. Korobrunatna sztacheto w płocie: Nie kocham cię. Wierszu zbyt długi: Nie kocham cię. Południowy posiłku w misce: Nie kocham cię. Fizyko, sama ideo fizyki, prawa fizyczne: Nie kocham was. Każde poszczególne zjawisko odczuwała tak, jakby było tylko sobą i niczym więcej. Każda rzecz była jedynie rzeczą, bez reszty ugrzęzłą we własnej rzeczości.

Gdybyśmy na chybił trafił otworzyli jej dziennik (który niewątpliwie prowadziła i prowadzała się z nim wszędzie – wcale nie z obawy, że go zgubi albo że ktoś go wyszpera i przeczyta, lecz z lęku, że pewnego dnia natknie się może na tę jedyną rzecz godną wreszcie opisu i zapamiętania, a wtedy okaże się, że nie ma na czym pisać), znaleźlibyśmy tam w ten czy inny sposób wyrażone uczucie: Nie jestem zakochana.

Musiała więc zadowolić się wyobrażeniem miłości – kochać własne ukochanie rzeczy, których istnienie było jej najzupełniej obojętne. Sama miłość stała się dla niej obiektem miłości. Brod kochała siebie zakochaną, kochała kochać kochanie, tak jak kochanie kocha kochać, i potrafiła dzięki temu pogodzić się ze światem, tak bardzo nie dorastającym do jej nadziei. To nie świat był wielkim, zbawiennym kłamstwem, lecz jej własna chęć uczynienia go pięknym i sprawiedliwym, jej zgoda na życie o krok od rzeczywistości, w świecie o krok odległym od tego, w którym najwidoczniej żyli wszyscy inni ludzie.

(…) Utrzymywała pod swoim oknem skrupulatną równowagę, nigdy nie dopuszczając mężczyzn za blisko, ale też nie pozwalając im zanadto się oddalić. Rozpaczliwie ich potrzebowała – nie tylko ze względu na drobne przysługi czy z uwagi na przedmioty, które mogli sprawić Jankielowi i jej (…), lecz i dlatego, że pomagali zatkać wyrwę w tamie, chroniącej ją przed dobrze znaną prawdą: przed świadomością, że nie kocha życia. Nie istniał żaden przekonujący powód, żeby żyć

     [Jonathan Safran Foer, Wszystko jest iluminacją. Przeł. M. Kłobukowski].

  

wtorek, 14 lipca 2009
645. Czucie i wiara...

  

Nazywamy z Anią to, co jest między nami. Największym ze słów...

  

* * *

Nieco zaskakująca ta zbieżność tytułów i motywów: niedawno Wiolonczelistka Michaela Krügera, a teraz Pianistka Elfriede Jelinek – w obu sugestywniejsze od seksualnego skrzywienia bohaterów wydają się równie wypaczone relacje z ich matkami.

Nie wiem z góry, co znajdzie się w czytanych przeze mnie książkach, a ostatecznie wszystkie, w jakiejś mierze, traktują o tym samym. Można je zestawiać w pary, odnosić do siebie, przepisywać. I tak bez końca...

  

„Nie chodzi o to, czy istnieje życie po śmierci – chodzi o to, czy istnieje życie przed śmiercią” [Julio Llamazares, Sceny z niemego kina. Przeł. M. Płachta].

  

W jedno popołudnie pochłaniam 450 stron Strasznie głośno, niesamowicie blisko Jonathana Safrana Foera. Piękny przykład tego, jak literatura może reagować na wydarzenia współczesności, mierzyć się z traumą jednostek i narodów. I wzruszający portret niezwykłego dziecka, szukającego śladów po swym zmarłym ojcu. Delikatne to i pogodne, a przez to wstrząsające i wielkie…

Samoloty wbijające się w budynki… Spadające ciała… Walące się budynki…

  

* * *

Nie pociąga mnie kariera, realizowanie się na jakimś polu, osiąganie czegoś, działanie i rozwijanie się, spędzanie życia na zarabianiu na życie – pragnę mieć jedynie święty spokój. Ale to można sobie tylko kupić, pozostaje więc nieosiągalne. Wszystko, co pożądane, takim pozostaje. Bo tacy, jak ja, na własność mogą mieć wyłącznie nic… 

   

                    „(…) jak ulotny dym lub wodna piana,

                    Taki ślad w świecie po sobie zostawi”

                                        [Dante, Boska Komedia. Przeł. A. Świderska].

     

* * *

Zmarł Zbigniew Zapasiewicz, ostatni z Kreczmarów, największy...

  

środa, 05 listopada 2008
514. O tym, czego nie da się wyrazić w tak krótkim tytule i wytłumaczyć postronnym obserwatorom...

  

„Ilekroć budził się rano, czuł, że pragnie żyć w sposób prawy, być człowiekiem dobrym i znaczącym, że chce − jakkolwiek prosto to brzmi i jakkolwiek niemożliwe okazywało się w rzeczywistości − być szczęśliwy. Lecz każdego dnia serce zstępowało mu z piersi do żołądka. Zaraz po południu ogarniało go przemożne wrażenie, że wszystko jest nie tak albo że tylko dla niego wszystko jest nie takie, jakie być powinno, a wrażeniu temu towarzyszyło pragnienie samotności. Do wieczora osiągał spełnienie: samotny w bezmiarze swojego żalu, samotny w swojej bezcelowej winie, samotny nawet w swoim osamotnieniu. Nie jestem smutny − powtarzał w duchu raz po raz. Nie jestem smutny. Jak gdyby miał szansę pewnego dnia na dobre to sobie wmówić. Albo siebie okłamać. Lub wmówić to innym − bo gorsze niż smutek może być tylko to, że o naszym smutku wiedzą właśnie inni. Nie jestem smutny. Nie jestem smutny. Jego życie kryło bowiem w sobie bezkresne perspektywy szczęścia, a to z tej przyczyny, że było pustym białym pokojem. Zasypiał z sercem w nogach łóżka, jakby to było udomowione zwierzę, a nie część jego własnego ciała. Co rano budził się i stwierdzał, że wróciło do kredensu klatki piersiowej − troszkę cięższe, troszkę słabsze, wciąż jednak biło. Po południu zaś znów ogarniało go przemożne pragnienie, żeby być gdzie indziej, kim innym, kim innym gdzie indziej. Nie jestem smutny

     [Jonathan Safran Foer, Wszystko jest iluminacją. Przeł. M. Kłobukowski].

  

poniedziałek, 27 października 2008
510. O tym, co z każdą lekturą tracę bezpowrotnie...

  

W przeciągu ostatniego tygodnia siedem książek − po Fortes i Ugrešić kolejno: Hańba, Austerlitz, Los utracony, Wszystko jest iluminacją i Travesti. Niewiele w tym wszystkim zachwytów i mocniejszych przeżyć, sporo zaś zawodów (taki Coetzee na przykład: pierwszorzędna kompozycja i narracja to trochę za mało na katharsis). Zaskakujące natomiast, że właśnie Foerowi, który podobno miał bawić, udało się przejmująco i w większym stopniu dotknąć tego, co traumą zalega nad prozą Sebalda i Kertésza...

Apartheid, Holocaust − to może już hurtowo jutro Odojewskiego (Wołyń)?

  

Wciąż uciekam, jak widać, wciąż zabijam czas, zagłębiając się w lektury, które zapominam wraz z kolejnym tytułem. Często mam ochotę drugi raz przeczytać coś sprzed lat − silniejsze to pragnienie, niż raz jeden doświadczyć niepowtarzalności własnego istnienia. A przecież żal mi wciąż czegoś i nic tego stłumić nie może…

  

„Książki są dla tych, co nie żyją naprawdę − myślał. I nędzna to namiastka” [Jonathan Safran Foer, Wszystko jest iluminacją. Przeł. M. Kłobukowski].

  

Archiwum
Tagi