~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Ugresić_Dubravka

wtorek, 03 lutego 2009
559. O tym, co niknie za horyzontem...

  

Myśli o innych możliwościach, wariantach swojego życiorysu − że mógłby urodzić się w wielkim mieście, w którym byłoby gdzie wyjść wieczorem, gdzie mógłby poznawać innych ludzi, uczestniczyć w mniej lub bardziej kulturalnych wydarzeniach, zaangażować się w jakąś społeczną czy też środowiskową działalność; że wybrałby z rodzicami szkołę, do której chce chodzić, lepszą niż ta, która dławiła choćby przypuszczenie, że edukacja może inaczej wyglądać; że nauczono by go tam, na przykład, odczytywać muzyczne nuty, dwóch obcych języków, posługiwania się komputerem, wskazano by mu jego umiejętności, zainteresowano czymś, zapewniono choć podstawy edukacji seksualnej zamiast lekcji religijnych rytuałów; że poszedłby na studia po dogłębnym zastanowieniu się nad swoją przyszłością, zdecydował na jakieś MISH-y lub kulturoznawstwo, o których to kierunków istnieniu dowiedział się gdzieś na etapie pisania pracy magisterskiej, albo jeszcze lepiej na coś w rodzaju administracji czy też bankowości, by móc później zarabiać; że miałby wokół siebie grono wypróbowanych, znanych od lat przyjaciół, przy których czułby się pewnie, którzy angażowaliby go we wspólne projekty i zabawy, spędzali z nim beztroski czas; że miałby już za sobą kilka żywszych uderzeń serca, dotyków, pocałunków, łóżkowych debiutów, wspólnych zamieszkiwań i rozstań, co pozwalałoby mu pewniej myśleć o sobie w kontekście płci; że zdobywałby ciągle nowe doświadczenia zawodowe, dorabiał, stażował, pracował, szukał i znajdował to, co chce w życiu robić; że przed trzydziestką mógłby już coś mieć, coś o sobie wiedzieć, gdzieś się już zakorzenić, snuć plany, mieć marzenia, uparcie do czegoś dążyć. Myśli o tym, że jakoś wszystkim się to udaje bez wymyślania alternatyw, bez karmienia się ułudą innych miejsc i czasów, w jakich mogliby żyć, ale nie było im to dane…

  

„Wszystko w życiu brał poważnie, jakby wypełniał z góry zadaną rolę. A był to w gruncie rzeczy szereg przypadków, które później dopiero starał się spoić sensem, budując w miarę składną biografię. Tylko że ulotna myśl − co by było, gdyby − w jednej chwili może zburzyć tę budowlę. Troszyn znów znajduje się na początku tysiąca możliwych dróg, jak pisarz, który ma bohatera, ale nie ma fabuły”

  [Dubravka Ugrešić, Forsowanie powieści-rzeki. Przeł. D. Cirlić-Straszyńska].

  

poniedziałek, 05 stycznia 2009
546. O słomianym zapale - czyli: Ten ból głowy od dwóch dni to jednak nie grypa, a gorączka sobotniej rozmowy...

  

Pogodzić się, ugodzić, przestać marzyć, to może najważniejsze, przestać śnić, odnowić przyjaźnie, poszerzyć krąg zainteresowań, znaleźć sobie hobby, włazić raz w tygodniu na górę Sljeme, zapisać się na nowo do czytelni amerykańskiej, uczyć się jakiegoś języka, zimą jeździć na narty, latem nad morze, ciułać na podróże zagraniczne, przynajmniej raz do roku, na cztery dni − cztery dni to też nie do pogardzenia, w ogóle jak najmniej gardzić, jak najmniej rezygnować, nie wyrzekać się niczego, za nic w świecie niczego nie przegapić, przepisać duży scenariusz, wysłać go ponownie na konkurs, zacząć pracę nad powieścią, uprawiać jogging, nauczyć się żyć z dnia na dzień, przestać marzyć, zaadaptować się, ożenić, spłodzić dzieci, bronić powszedniości, karmić się nią, nosić ją jak sztandar, nie ma innego życia poza powszednim…

(…) Nie ma wyjścia. Nie ma innego życia poza powszednim, oto najskuteczniejsza formuła na przetrwanie. Wśród przeżuwaczy i parzystokopytnych duszno jest i smrodliwie, ale przynajmniej ciepło. A w samotniach − pusto. Przestać marzyć. Albo chociaż zaprogramować marzenia od nowa…

  [Dubravka Ugrešić, Forsowanie powieści-rzeki. Przeł. D. Cirlić-Straszyńska].

  

sobota, 25 października 2008
509. O tym, że w żaden sposób nie jestem w stanie zrozumieć, jak do tego doprowadziłem...

  

„U Pipa coś było nie w porządku z czasem. Z czasem w sensie ogólnym, z tym olbrzymim, wskazującym wiek zegarem, według którego ludzie nastawiają swoje życie. Jakby w pewnym momencie potknął się czy zagapił, i zgubił krok. Albo, powiedzmy, zapomniał się nakręcić i w porę nie zwrócił na to uwagi. Takich rzeczy zrazu się nie dostrzega. Nagle przejrzał i zrozumiał, że jego znajomi żyją innym życiem, że między nimi a nim powstała niewidzialna granica. Wszyscy poszli do pracy, pożenili się, spłodzili dzieci i rozwinęli system życia na kształt jakiejś mechanicznej gry społecznej. Mieli swoje miejsca, swoich lekarzy, swoich fryzjerów i krawców, umówione partie tenisa i kolacje, swoje weekendy i urlopy, swoje kredyty, spotkania, mieszkania i wille, swoje kochanki, trójkąty, rozchodzenia się i godzenia. W tej grze społecznej wszyscy się znali i rozpoznawali. Jedynie Pipo nie miał nic. Nie wiedział, jak i dlaczego to się stało. Pokpił sprawę, zawalił. I teraz tylko obserwuje cały ten moving, który jeszcze nabrał przyspieszenia. Ludzie przypominali mu czasem kulki we fliperze, które raz się odbiwszy, mkną po swoich orbitach. Jedynie Pipo był kulką ciężką, leniwą, czekającą w dołku, aż ktoś ją energicznie stuknie i wypchnie na tor zawrotnej jazdy. Bywały chwile, że czuł się na zawsze zapomniany w tym dołku, z którego zazdrośnie nasłuchiwał dźwięków tam w górze. Z upływem lat przepaść stawała się coraz głębsza. Gdy wstępował do znajomych, ucieszeni mówili: O, nasz Pipo! A Pipo wiedział, że znaczy to: nasz Pipo, który nie jest nasz. On jest czymś innym. Nie wiadomo czym.

(…) Pipa nikt nie zapraszał. Nikt nie był przeciwko niemu, lecz także nikt nie był za nim. Czasami Pipo czuł się jak ktoś, kto nie istnieje. (…) Te rysy powstawały w miejscach, gdzie zamiary zaczynały się rozchodzić z możliwościami ich urzeczywistnienia. A Pipo zamierzał, pragnął, nie wiedząc dokładnie − czego. Jakoś nie mógł dorosnąć, a znudziło mu się być niedorostkiem. I do tej pory względnie spokojnie krążył od jednego punktu wewnętrznego do drugiego”

  [Dubravka Ugrešić, Forsowanie powieści-rzeki. Przeł. D. Cirlić-Straszyńska].

  

Archiwum
Tagi