~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Richards_David Adams

poniedziałek, 07 lutego 2011
903. "Jakoweś fata nas pędzą / w przepaść"...

  

Rozwiązanie dylematów sprzed tygodnia (por. 900) przychodzi już po czterech dniach, w ubiegły piątek – długa zaś lista spraw do poruszenia, z którą udałem się na spodziewane negocjacje, straciła z miejsca na znaczeniu, ledwie zdążyłem usiąść. Bezprzedmiotowe stały się terminy, stanowiska, obowiązki, przywileje, kwoty – w nowej strukturze działu nie ma dla mnie miejsca. Prezes nie daje swojej zgody, umowa nie zostanie przedłużona – koniec, kropka…

  

„Jak większość ludzi, którzy nie zaznali szczęścia w nadmiarze, (…) z góry zakładał, że jego obecna szczęśliwa passa – czyli praca – nie potrwa długo. Miał rację” [David Adams Richards, Grzech miłosierdzia. Przeł. J. Kozak].

  

Może to jakieś przeznaczenie, Los mnie wzywa? – nie zwlekaj, nie kalkuluj, wyjedź wreszcie! Daje w ten sposób szansę – czy też chce prędzej zgubić?...

  

środa, 02 czerwca 2010
790. Timeo... et dona ferentes...

  

Na Dzień Dziecka życzenia od mamy, bym miał więcej do niej zaufania – do osoby, co mi skrycie przetrząsała szuflady, czytywała listy, zastraszała, podarła książkę na strzępy, wyrzuciła zeszyt z wieloletnimi notatkami i cytatami z lektur. Podobnie jest przy Wigilii, przy wielkanocnym stole i na urodziny – życzy mi czegoś dla niej samej: bym był „lepszym synem”, „nie denerwował się tak na nią”, mówił o swoich intymnych sprawach (które ona następnie osądzi, napiętnuje i odrzuci). Przywykłem, co innego mogę zrobić…

  

„Wróciłem do stanu wcześniejszego. Znowu stałem się synem. Bolało mnie, że sprawiam rozczarowanie matce, nie potrafiłem jednak znaleźć słów, aby jej wyjaśnić, co się ze mną dzieje.

(…) Znowu stałem się tym dziwnym synem, któremu wciąż się w życiu nie udaje. Znowu stałem się dzieckiem swojej matki”

               [Karel van Loon, Ojciec i ojciec. Przeł. E. Jusewicz-Kalter].

  

Dostaję jednakże prezenty – chyba jeszcze nigdy tyle w ostatnich dziesięciu latach: wielka ciemna czekolada z orzechami, metalowe pudełko pełne pysznych ciastek (na wieczku Puchatek przytula Prosiaczka – nie miała tu raczej określonych skojarzeń), kupon Lotto (już po paru godzinach bez szansy na 8 milionów) i… 300 złotych na elektryczną maszynkę do golenia, bo że od kilkunastu lat nie mogę się tego nauczyć, wciąż na szyi widać (jestem nawet skłonny jeszcze dołożyć do tego interesu, byle ten koszmar mógł się wreszcie skończyć). Po obiedzie zaś wielki truskawkowy puchar…

Miłe to wszystko, tylko co to zmienia, jakie krzywdy między nami naprawia? Jak ukoić może głębię bólu, urazę i wściekłość?

  

„W dzieciństwie Rudy panicznie bał się porażki i wszystkich ludzi. Teraz dopiero – zbyt późno – uświadomił sobie, że lęk przed życiem zrobił z niego kalekę. Mógł dokonać niesamowitych rzeczy, może nawet zostać wielkim człowiekiem – a nie osiągnął nic. Jako dziecko modlił się, żeby mógł być bezpieczny, szczęśliwy, kochany. I teraz dopiero widział – za późno, niestety – że otrzymał w życiu to wszystko, o co się modlił. Zanim skończył dwadzieścia jeden lat, był bezpieczny, szczęśliwy i kochany. Ale wtedy przestało mu to wystarczać. A czym się odwdzięczył za otrzymane dary? Niczym. (…) Nie był zdolny do miłości, bo rządził nim lęk

             [David Adams Richards, Grzech miłosierdzia. Przeł. J. Kozak].

  

czwartek, 25 lutego 2010
749. Electrical Storm...

  

Najpewniej nie wygrałem w zakończonym wczoraj konkursie dla autorów blogów, ale też trudno było szczerze na to liczyć (coraz mniej czytelników, cóż poradzić). Sam będę musiał kupić sobie tego laptopa – mój przyszłoroczny warszawski niezbędnik. Rodzice zamawiają za to bez pytania nowy telewizor do mojego pokoju. Nawet ładnie wygląda – taka czarna płaska rzecz, ustawiona na drewnianym pudle od szachów i pośrodku książkowego regału, jednak przez ostatnie awaryjne tygodnie odzwyczaiłem się zupełnie od oglądania telewizji, więc i nie pałam zbytnio entuzjazmem.

Z trudnych do wyjaśnienia komuś postronnemu – a tu niemal naturalnych (człowiek się przyzwyczaja nawet do wyzwisk i przemocy) – względów, zmęczenie i znudzenie w moich oczach zostają odczytane jako nienawiść i pogarda (czy rzeczywiście niesłusznie?). Dziękuję zatem losowi za ten miesiąc względnego spokoju, bo chyba się skończył, najwyraźniej…

  

„Życie, choć krótkie, dało jej dobrze poznać gromy z jasnego nieba, niespodziewane reprymendy i nagłe polecenia”

            [David Adams Richards, Grzech miłosierdzia. Przeł. J. Kozak].

  

wtorek, 12 maja 2009
615. O tym, co stałe i zmienne...

  

Sobota była jeszcze przedłużeniem warszawskiej swobody − pełnym entuzjazmu dzieleniem się wrażeniami; niedziela boleśnie jednak dowiodła, że tamto dobiegło już końca. I znów raniące słowa o „leczeniu się” z własnych skłonności, o konieczności bycia „normalnym” i „bardziej męskim”, że „to” pozbawia mnie szans na dostanie jakiejkolwiek pracy. Nie umiem już się z tego tłumaczyć − i nawet nie powinienem, a przecież muszę. Wszystko zaś przez miłość do mnie i troskę o moją przyszłość. Skoro one się nie skończą, to ataki na mnie też nie...

  

„W życiu człowiekowi wszystko wolno − z wyjątkiem sięgania po luksus bycia innym” [David Adams Richards, Grzech miłosierdzia. Przeł. J. Kozak].

  

Zgłaszam się wreszcie do Urzędu Pracy − okazuje się, że nie mam prawa do zasiłku i nigdy mi on nie przysługiwał, nie trzeba się więc winić za tę wielomiesięczną zwłokę. Najważniejsze jednak, że w końcu się przemogłem. Jeszcze tyle rzeczy trzeba będzie przeboleć...

  

Archiwum
Tagi