~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Lobo Antunes_Antonio

poniedziałek, 22 sierpnia 2016
1585. Jej punkt widzenia (II)...

„(…) nie chodzi o to, że źle nam się układało, bo się nie układało źle, nie było scen, nie było kłótni, nie było innych kobiet, do tego też bym nie dopuściła, prawda jest taka, że od pewnego momentu poczułam się zmęczona osobą, która potrafiła całymi tygodniami siedzieć w kącie, nie robiąc nic, i rozpamiętywać przeszłość, więc pewnego pięknego dnia stwierdziłam, że chciałabym, żeby on się zakochał i zostawił mnie w spokoju”

[António Lobo Antunes, Podręcznik dla inkwizytorów. Przeł. W. Charchalis].

„Powtórzyła, że bardzo żałuje, że tak mnie niszczono i że się poddałem, choć początkowo wydawało się jej, że jest inaczej, wręcz przeciwnie (…), początkowo podziwiała we mnie, że niszczono mnie, ale ja jednak się nie poddałem, tak mnie wtedy oceniała i się pomyliła (…). Powtórzyła, że chciała mnie uratować, ale bezowocność jej starań, oddania i miłości zabiły w niej uczucia, którymi mnie darzyła, jest nieszczęśliwa, pozostało w niej tylko poczucie pustki i daremnego trudu”

[Imre Kertész, Kadysz za nienarodzone dziecko. Przeł. E. Sobolewska].

niedziela, 21 lipca 2013
1274. Spacerologia stosowana...

  

Już tylko z rzadka jakieś zdjęcia – i tak zresztą nie wychodzą w letnim świetle, – doraźnie wyznaczane trasy, miejsc nowych (jak dzisiaj Saska Kępa) zaliczenia. Jam za to wystrojony, uczesany, z rękoma w kieszeniach – włóczący się i krótkospodenkowy, roześmiany. Obojętnie mijane ich spojrzenia, ukradkiem me zerknięcia, pod Zamkiem po-siedzenia. Rozkosz nie-bytu… Wolny od wszelkich zobowiązań, bez pracy i rodziców, wciąż Miastem się napawam…

  

„(…) nie musiałem się niczym przejmować, nie musiałem wracać do domu na kolację, tłumaczyć się, wymyślać usprawiedliwień, płakać, niech pan sobie wyobrazi, płakać”

   [António Lobo Antunes, Podręcznik dla inkwizytorów. Przeł. W. Charchalis].

  

23:52, alexanderson
Link
czwartek, 29 grudnia 2011
1045. Z domu do... domu...

   

Przez sześć pełnych dni u rodziców udaje się przeczytać dwa tysiące stron – sześć tytułów: Kłamstwa Enrique’a de Hériza, Pierścienie Saturna. Angielską pielgrzymkę W. G. Sebalda, Szaloną geometrię miłości Susany Guzner (lesbijski romansik z domieszką feminizmu – moja pierwsza powieść z tematyką branżową; i od początku, niestety, widać każdą nitkę, jaką jest to szyte), Na oślep Claudio Magrisa, O miłości i innych demonach Gabriela Garcíi Márqueza oraz Żar Sándora Máraia. Rehabilituję się w ten sposób sam przed sobą, bo bodaj od ośmiu-dziesięciu miesięcy wyłącznie tygodniowa prasa. Do tego dwie siedmiogodzinne podróże pociągami pozwalają zabrać się nareszcie za drugi i trzeci numer Książek z Agory, a w nich żadnego artykułu nie da się opuścić – latami czekałem na takie właśnie pismo. Na drogę powrotną obładowany zostałem sprezentowanym mi a wymarzonym albumem o Zamku Królewskim, szeregiem orzechów, marcepanów, a nawet słusznym kawałem delikatnego schabu. Pół walizki zajmuje też zimowy płaszcz, choć ani on dopasowany, ani ciepły. W efekcie mieszczą się tylko cztery z zaplanowanych woluminów (a sprowadziłem ich jak dotąd sto dwadzieścia). I otom znów w Warszawie...

Dobrze, że nie grozi tam już nic – bez krzyków, szpiegowania, wyzwisk i histerii – lecz jeszcze lepiej wrócić…

  

„(…) zostałam sama, z dala od nich, od ich przygnębienia i ich pośpiechu, od ich wcześniejszej żądzy i późniejszej wzgardy (…) przyjęłam mieszkanie (…), pokój (…), gdzie mnie nie niepokoili, nie męczyli mnie, nie odwiedzali mnie ani nie dotykali, nie zadawali pytań, gdzie zostawili mnie w spokoju, szczęśliwie zostawili mnie w spokoju”  

  [António Lobo Antunes, Podręcznik dla inkwizytorów. Przeł. W. Charchalis].

  

czwartek, 26 listopada 2009
708. All You Need...

  

Ten moment, gdy raz na jakieś pół roku ktoś stamtąd, w tym celu napisze, wyrazi zainteresowanie, zapyta. Gdy trzeba coś o sobie powiedzieć, coś dobrego, zachęcającego. Moment, którego nie potrafię przekroczyć…

  

To takie oczywiste przecież – ładni nie potrzebują szukać, uciekać się do takich środków. Dlatego ładnych tam nie ma. A sama inteligencja mnie nie zaspokaja…

  

„(…) dlaczego u diabła wymyślam dziecinne preteksty, kompletnie idiotyczne, żeby odrzucać ludzi, sposób poruszania ustami przy mówieniu, trzymania sztućców, wycierania nosa, preteksty przekształcone później w ogromne defekty, które sprawiają, że nie jestem w stanie dotknąć, współżyć, kochać się, wściekły na samego siebie za to, że zostałem sam, rozczulający się nad sobą i zadowolony z tego, że się nad sobą rozczulam, jakby rozczulanie się nad sobą mnie pocieszało, preteksty tak natarczywe, że nawet skóra staje się odpychająca, ton głosu, gesty, wszystko mnie denerwuje, wszystko niecierpliwi, męczy mnie, jak mogło mnie to pociągać, jak mogłem wyobrażać sobie siebie zakochanego, jak mogło mnie to fascynować, jak mógł mi się podobać”

  [António Lobo Antunes, Podręcznik dla inkwizytorów. Przeł. W. Charchalis].

  

Archiwum
Tagi