~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Garcia Marquez_Gabriel

niedziela, 11 marca 2012
1082. Untalented...

  

Dopiero po pół roku obecności na nowym branżowym portalu Kumpello zacząłem rozumieć, że ślady (w rodzaju „Miły”, „Mniam!”, „Zatkało mnie”, „Masz gdzie spać?”), jakie można tam zostawić na czyimś profilu i jakie sporadycznie nawet mnie zdarza się otrzymywać (właściwie, tylko ten pierwszy z wymienionych), to forma zagajenia, punkt wyjścia do nawiązania kontaktu, pierwszy krok zamiast skreślenia paru zdań. Tymczasem mnie nie przychodziło w ogóle do głowy, by choćby odwiedzić komplemenciarza, o odpowiadaniu czy nawet dziękowaniu już nie mówiąc… Nieporadność w tych sprawach zaskakuje mnie na każdym kroku – jakby nie dość było życia, by wreszcie się do siebie przyzwyczaić…

Od dłuższego już czasu zastanawiam się nad sensem swojej obecności w tego typu miejscach. W tym roku będzie pięć lat – i ani jednej tą drogą znajomości. Po cholerę robić sobie dłużej nadzieje? I niby na co? – do łóżka już z nikim nie pójdę (tamte próby zawsze kończyły się płaczem i zaowocowały traumą), rozmowa mnie nudzi, podobają mi się tylko chłopcy z cukierkowych filmów. Martwota między nogami i wieczna pustka w głowie; zero odczuć, namiętności, przyjemności. Nawet własny dotyk jest mi obcy i bolesny, nawet całowanie drętwą niewygodą… Nic dziwnego, jeśli się zaczęło uświadamiać gdzieś w wieku kończenia studiów – dojrzewania więc, jako rozłożonego na etapy procesu w rozwoju nastolatka, tu nie było…

Najprostsza, sprawiająca wszystkim radość rzecz na świecie. A dla mnie wciąż zagadka, ciąg upokorzeń i narastających lęków…

  

„»Nigdy nie przeżył pan czegoś takiego?«.

»Nigdy, naprawdę – odparł Abrenuncio. – Seks to talent, a ja go nie posiadam«”.

                                [Gabriel García Márquez, O miłości

                        i innych demonach. Przeł. C. Marrodán Casas].

  

niedziela, 20 września 2009
676. Del amor y otros demonios...

  

Zaskakująca ta codzienna lekkość, z jaką idzie się do pracy i wraca z powrotem do domu, nie zważając wcale na zmęczenie, to błyskawiczne przywyknięcie i z biurem oswojenie. Łapię się wciąż ostatnio na maszerowaniu z uśmiechem. Mijam rano odprowadzane przez rodziców do przedszkoli maluchy, kurczowo ściskające pod pachą swoje pluszowe zwierzątka, i grupki gimnazjalistów bądź licealistów – niektórzy jeszcze w krótkich spodenkach i białych butach. Spoglądam na nich ukradkiem, bo strasznie mnie takie klimaty kręcą. Na więcej nie mogę sobie pozwolić, więcej mi się nie należy…

  

Dopiero w weekend gorsze chwile, trudne pojedyncze godziny. Myśl o znajo-mych i tych, których nigdy nie spotkasz. I kilkakrotnie to niedobre, egoistyczne, niesprawiedliwe oskarżenie: że to, co mają inni, należy się tobie, że bardziej na to zasługujesz, że ktoś ukradł ci twoje życie – to, jakie mogłoby być…

  

Już tylko w niedzielę czas jest coś poczytać. Najgorętsze lato Zsuzsy Bánk. Opowiadania o utracie. Przy kilku stają mi łzy w oczach i nie wiem – zasługa to samych tekstów czy dzisiejszy stan ducha…

  

Nie chcę iść jutro do pracy. Niczego już nie chcę, wciąż zbyt wiele pragnąc…

  

Archiwum
Tagi