~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Gide_Andre

wtorek, 19 stycznia 2016
1540. Szopka...

Mama wymusza na ojcu akcję przeciw poparciu Kościoła dla PiS-u – nie przyjmiemy księdza po kolędzie tego roku. Protest okazuje się dosłownie cichy – czekamy, udając, że nas nie ma (przez godzinę – w jedynej wolnej porze przeznaczonej na czytanie w dniu powszednim – muszę siedzieć przy niemal zgaszonym świetle, by nie widać było z zewnątrz – a mam pokój właśnie od strony podwórka oraz drzwi do klatki – że ktoś w domu). To ma niby dać im do myślenia. A za rok pozwoli w razie czego skłamać, że coś nam wypadło i jak gdyby nigdy nic, po katolicku przyjąć dobrodzieja, wcisnąć mu kopertę. Gdy mówię: tchórzostwo – słyszę zaprzeczenia, oburzenie. I wtedy dopiero chce się rzygać...

„Prawdziwy hipokryta nie dostrzega już kłamstwa, kłamie szczerze”

[André Gide, Dziennik „Fałszerzy”. Przeł. J. Rogoziński].

22:32, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
piątek, 29 listopada 2013
1327. Les Nourritures terrestres (II)...

  

Chłodne dni, na sobie zbyt wiele warstw, żeby ciepło: w efekcie katar oraz senność, lekkie rozchorowanie, przemęczenie. Tymczasem Targi Książki Historycznej: kuszą albumy, grube tomy; upatrzone marzenia, co zbyt wielkim kosztem… Zimowy ubiór, jedzenie czy lektura – nędza żywota, zmuszonego do wyboru, jaką siebie część ma wykarmić

  

23:58, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
czwartek, 17 listopada 2011
1026. Les Nourritures terrestres (I)...

  

Dopiero trzeciego dnia z rzędu udaje mi się zrobić na obiad jajecznicę z kiełbasą – wbiłem sobie bowiem początkowo do głowy, że przyrządza się ją z samych żółtek. Poza tym gotuję jeszcze tylko ryż, który zjadam ze śmietaną (smakuje mi bardziej niż gotowe sosy), czasem odsmażam kupowane krokiety – a równie dobrze mogę nie jeść wcale. Kuchnia jest miejscem obcym, nieprzyjaznym, którego należy unikać…

 

Nareszcie wyjście do Centrum po zamknięciu się w domu od soboty. Miałem do obejrzenia w księgarniach parę tytułów – do uzupełnienia teraz lista życzeń: napalam się na kilka pozycji z Alethei, Historię ciała i cudnie ilustrowane dwa tomy Architektury XX wieku z Taschen. Do tego odkrywam z uśmiechem, że wydano Teorię listu Skwarczyńskiej (pierwszą, jeszcze przedwojenną edycję – jedyny egzemplarz we Wrocławiu – przed laty wynieśliśmy ukradkiem z Ossolineum, żeby w całości skserować – bez tego nie byłoby naszych prac magisterskich), kupuję też na Brackiej Paryskie pasaże Rutkowskiego. Mieli żałośnie tanio Historię architektury z cenionymi przeze mnie zdjęciami Achima Bednorza, ale w obu egzemplarzach podarta obwoluta. A na deser uczę się podchwytywać spojrzenia (gdy noszę Supry, zwracam na siebie uwagę) – jestem więc syty, nie głodny…

      

Archiwum
Tagi