~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Mrożek_Sławomir

piątek, 22 lipca 2016
1577. In cerca d’autore...

„[18 I 1974] Dzienniczek ten – to szubieniczka moja poranna.

Jestem zupełnie wyczerpany, nic nie robiąc. Tym, co zużywam na wewnętrzne szarpanie, mógłbym uruchomić małą elektrownię. Tymczasem niczego nie produkuję poza wyczerpaniem.

Ja jestem sześćdziesiąt postaci w poszukiwaniu autora”

[Sławomir Mrożek, Dziennik. Tom II. 1970-1979].

09:33, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
piątek, 10 czerwca 2016
1569. Routine...

„[16 I 1970] Tak lepiej, niech się rozkłada i rozrzedza to, co jest na rozkład i rozrzedzenie skazane, co jest rozkładem i rozrzedzeniem samym. Szkoda, że choć tak się rozkłada i rozrzedza, jakoś trzyma się kupy wciąż i nigdy nie może rozłożyć się i rozrzedzić całkiem. Czekam na to codziennie i co noc, jeżeli nie śpię. Właściwie na nic innego nie czekam, ale wiem, że to czekanie beznadziejne mimo mojej nadziei. Więc pomysły i chcenia, żeby jakoś to przyspieszyć, sprowokować, sprawić. Pisałem już o rodzaju teatru, bardzo nędznego, w którym nawet teatru już nie ma, ale z powodów niejasnych przedstawienie trwa, i nie wiadomo dlaczego z coraz większą nudą i złością siedzę i gram dla siebie rolę widza. Stąd różne podejrzenia, na przykład takie, że na niczym innym to nie polega, jak tylko na rutynie, i wystarczyłoby może zdobyć się na odruch, ruch i odwagę – wyskoczyć z rutyny, żeby nareszcie to się zmieniło czy skończyło.

Pisałem zresztą o niejednym i nic się nie dzieje poza czekaniem. A moja rosnąca obojętność wydaje mi się raz obiecująca i płodna, to znowu tylko obojętnością, zamieraniem i odchodzeniem; raczej wynoszą mnie, wynosi mnie coś, niżbym aktywnie cokolwiek ja sam robił”

[Sławomir Mrożek, Dziennik. Tom II. 1970-1979].

22:45, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
piątek, 18 marca 2016
1553. Wysypisko...

„[17 IV 1970] Myślę tutaj o mojej »tożsamości«, »identyczności«. Ja jako moja historia, nagromadzenie zdarzeń, »faktów«, zlepionych w przyzwyczajenia wielkie i małe, odruchy dawno umarłych sytuacji, utrwalone w biernej pamięci osobiste archetypy zachowania się bezsensownie przeżyły okoliczności, którym zawdzięczają swoje narodziny. Magazyn podobny do śmietnika, każda chwila i każda okoliczność moich czterdziestu lat coś tam dorzuciły. I naiwna, sztywna ingerencja tego magazynu w fabułę, moją biografię zewnętrzną, wewnętrzną – jakaż nuda i nieprawda.

Niechże więc moje pisanie, jeżeli ma mieć jakikolwiek sens, a ja jakąkolwiek na nie ochotę, będzie tylko robieniem porządku. Nie, nie segregowaniem magazynu w jakikolwiek nowy system, interpretację, ujęcie… po co? Niech będzie po prostu likwidowaniem magazynu, próbą odesłania tego rupiecia tam, skąd przyszedł – donikąd. Nigdy nie umiałem powiedzieć »tak«. Ale wiem dużo o tym, co »nie tak«. Oto jedyne uczciwe dla mnie pisanie”

[Sławomir Mrożek, Dziennik. Tom II. 1970-1979].

wtorek, 03 listopada 2015
1524. I w proch się obrócisz...

 

A ciebie nie będzie miał kto pochować – mówi żartem (i z podskórną troską) mama, gdy wracamy z cmentarza. Mniejsza już nawet o ten pogrzeb – kto w ogóle znajdzie gnijącego trupa w zamkniętym mieszkaniu, złapie się na myśli, że dawno mnie nie widział, dostrzeże, że dawno już umarłem…

  

„[W nocy – po 12 VII 1973] Odtrącony kochanek życia. Mam już dosyć tych frustracji. (…) Tęsknię do nicości, tęsknię do śmierci. Nie jest wykluczone, że popełniłbym samobójstwo, gdybym miał rewolwer albo cyjankali. Ale popełnić samobójstwo, technicznie, jest bardzo trudno. (…)

Czemu się tak przejmuję światem, z którego tak czy owak jestem wykluczony? Niech przejmują się inni, którzy biorą udział, siedzą przy stole życia. Mnie od urodzenia odstawili, nie dopuścili (odstawiano, nie dopuszczano). (…) Chciałem być jak inni, starałem się, Bóg mi świadkiem, nie wyszło. Skończę więc ze sobą, ze sobą biorącym udział. Przestańmy starać się »być«, być w świecie.

Zniknijmy. (…) Niech będzie wszystko, ale niech nie będzie mnie. (…)

Idź za swoim powołaniem, chłopcze. Stworzony jesteś do nicości, nie broń się więc. Nicuj się, nicuj. (…)

Bo ja już nie mogę. Nie mogę i tyle.

Szukasz zaklęcia, kamienia magicznego, masz go, możesz – użyj. Tym zaklęciem jest nic. Nic, które jest tobą.

Jako ty – twoja sytuacja jest doprawdy żałosna. Ale jako nic…”

                          [Sławomir Mrożek, Dziennik. Tom II. 1970-1979].

  

piątek, 29 maja 2015
1483. No way...

  

„[19 X 1970] Stagnacja. Kiedy zaczyna się znowu okres nudy samemu ze sobą…

(…) Mniej niż kiedykolwiek owe zapiski mają kształt, kierunek, pomysł, sens. Co się właściwie dzieje?

Próba odpowiedzi na pytanie, co się właśnie dzieje. Ot, od kilku miesięcy dzieje się dryfowanie. Zniknęły wielkie bóle i rozpaczliwe nadzieje. Ociężałość i przeżuwanie, mniej więcej przyjemne albo przynajmniej nie nieprzyjemne. Zacierają się odczucia tragedii i niezrozumiałych, wstrząsających zdarzeń sprzed roku i potem. Ospały, na fotelu, leniwie przeżywam dni.

Oczywiście nie ma wyraźnego powodu, żeby tak dalej trwać nie mogło. Od jednego dnia do drugiego, od jednej nocy do drugiej, dlaczego z tym się nie godzić? (…)

Co robić i do czego zmierzać? Mam uczucie, że zatrzymałem się, a raczej ugrzązłem w drodze, nie całkiem wiem jakiej. Ale uczucie ugrzęźnięcia jest dosyć wyraźne. (…)

Samo to pytanie jest leniwe i osłabiające. Co robić i do czego zmierzać – mój Boże. To założenie, że ja mam co robić i do czego zmierzać – ani siebie nie odczuwam  dostatecznie wyraźnie jako siebie, ani też ewentualne cele nie są mi zbyt drogie”

                          [Sławomir Mrożek, Dziennik. Tom II. 1970-1979].

   

23:32, alexanderson , Wierszo- / blogopisanie
Link
poniedziałek, 12 stycznia 2015
1451. Los Muertos...

  

Wczoraj niedziela. A zatem dzisiaj poniedziałek. Kolejne dni, tygodnie, lata. Wszystko tak samo. I tylko cyfry zmienne. Bo przecież marazm i brak sił. Bez-czas, bez-przyszłość i bez-życie…

Krauzemu winienem dać nekrolog (24 XII), Barańczakowi (26 XII), Konwickiemu (7 I). Nie dało się – zanadto angażuje mnie obserwowanie własnego przemijania

  

„[4 II 1966] Bo właściwie jak przyjemnie jest czekać. Czekać to znaczy nie realizować siebie. Tymczasem choć odrobina tego spełnionego jest więcej warta od całej wieczności czekania.

(…)

[9 IV 1968] Okresowe niedomaganie istnienia”

                          [Sławomir Mrożek, Dziennik. Tom I. 1962-1969].

  

poniedziałek, 08 grudnia 2014
1444. My Name Is Nobody...

  

Staż zakończony z upływem listopada. Znowu siedzenie w domu bez perspektyw, znów czekanie – brak już ochoty, sił i motywacji, by siedemnasty miesiąc szukać i przeglądać. Nie znajdzie się, jeśli niczemu nie chce się poświęcić, na siebie brak pomysłu. Niemal w połowie czwartej dekady swego życia nie ma się nic, nic sobą nie reprezentuje. Tyle się pragnie, a nie potrafi zdobyć choć minimum, gromadzi wciąż porażki. W końcu się człowiek przyzwyczaja do swojej miernoty, nie śmie już podnieść głowy…

  

„[9 III 1969] (…) przeważnie każdy musi być czymś. Nie być czymś to otchłań. Ilu jest takich, dla których nie być czymś to nic strasznego? Ja jestem jeden, poza tym znam tylko kilku. Jesteśmy w maleńkiej mniejszości. Nie dziwię się, mnie, żeby dojść do tego punktu, trzeba było trzydziestu lat życia i wielu doświadczeń, życie ma każdy, ale nie każdy ma okazję mieć określone doświadczenia

                          [Sławomir Mrożek, Dziennik. Tom I. 1962-1969].

  

18:45, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
czwartek, 21 sierpnia 2014
1419. One Way Ticket...

  

W poniedziałek rejestracja w Urzędzie Pracy, dzisiaj wyprawa do sąsiedniego Wołowa, by złożyć wstępne skierowanie na finansowany ze środków unijnych staż w Starostwie Powiatowym. Jest kilku kandydatów, wybiorą raczej kogoś z niższymi kwalifikacjami. Porządkowanie dokumentów, spinanie akt – to, czym zajmowałem się w Warszawie, w czym czuję się najlepiej. To nie jest robota dla mężczyzny – słyszę i brzmi to jak wyrok nad całym moim życiem…

Wcześniej musiałem dwie godziny czekać, bo kierowniczka w porze urzędowania wychodzi do lekarza. Włóczę się w kółko po mieście, by zabić czas – nie byłem tu co najmniej kilka (-naście?) lat, nigdy sam nie zwiedzałem. Zameczek, ratusz, gotycki św. Wawrzyniec i barokowy Karol Boromeusz, kilka kamienic z ładnymi detalami, wille sprzed wieku – śląska solidność i oswajający tę niemieckość polski rozpierdziel, przygnębiające zapuszczenie, chaos urbanistyczny, baum-szyldo-pasteloza (wrażenia jak z wakacyjnego cyklu „POLITYKI” – podróży Ziemowita Szczerka po Ziemiach Odzyskanych). Chodzę i myślę: nie wyrwę się już stąd, pieniędzy mam ledwie na bilet w jedną stronę do stolicy – za mało, by znowu tam zaczynać. Nie wiem, co robić, czuję się taki bezradny – nie umiem się sprzedawać, mogę jedynie wysyłać te zgłoszenia i czekać na telefon. A nikt nie dzwoni – czas płynie coraz szybciej, ja zaś się cofam i zapadam, nie mam już siły, chęci, nawet pisanie to teraz wielka trudność. Zniszczony kiedyś i marnujący sobie przyszłość – patrzę jedynie biernie na swoją ruinę, która się skończy tylko, gdy ze wszystkim skończę…

  

„[10 III 1969] (…) tyle lat, tyle lat i jakby nie mógł o sobie powiedzieć: żyłem. Tyle lat pod podłogą, tyle lat szarpania, nadziei, sarkazmu, upokorzeń, samoobrony, kto wie czy nieraz nie polegającej na samobójstwie (nie być, zniknąć, być jak najmniej – to jest sposób na życie, kiedy żyć nie można)”

                      [Sławomir Mrożek, Dziennik. Tom I. 1962-1969].

  

niedziela, 13 lipca 2014
1409. Hic est corpus meum...

  

Ostatni dzień swobody, ponownie sam w tym domu będę najwcześniej latem przyszłego roku. Pogoda nie pozwoliła nacieszyć się tym w pełni – przez tydzień ledwie kilka godzin słońca, przechadzek nonszalanckich, opalania. Dzisiaj, chcąc pomóc nieco ojcu, odwiedzam działkę, by zająć się wszystkimi trawnikami. Był mocno zaskoczony, gdy już wrócili i zajrzał tam wieczorem. Dla mnie taki wysiłek jest równie nietypowy, co przyjemny…

   

„To dziwne, jak często ostatnimi czasy tak właśnie siebie widzę, to znaczy z dystansu, jakbym był kimś innym, przy pracach, które mógłby wykonać tylko ktoś inny. Ja i koszenie trawy, doprawdy”

                          [John Banville, Morze. Przeł. J. Jarniewicz].

 

W Warszawie zakładałem, że już nie będę się rozbierał – wstydziłem się patykowatych rąk tak bardzo, że nawet do krótkich spodenek od kwietnia nosiłem marynarkę (bodaj tylko podczas spotkania z Dianą w Konstancinie zrobiłem wyjątek). A jednak bardzo kusi, więc sobie tu pozwalam – jedyna dla mnie z seksualnych przyjemności. Świadomość ciała skłania do odmiennego nań spojrzenia, wracam (kolejny raz w ramach swych krótkich zrywów) do intensywnych ćwiczeń. Bo, mimo wszystko, efekty zaczynają być widoczne. Nie skoryguje się już niektórych dysproporcji, ale podoba się to, co można ujrzeć w lustrze po zdjęciu koszulki, zmęczenie daje, paradoksalnie, power – w tym życiu, w którym nie ma już żadnej aktywności…

  

„[20 X 1964] Dobraliśmy się doskonale. Ja z moim ciałem. Siedzi tu właśnie ono koło mnie, a dupa go boli na skutek ze trzydziestu lat siedzenia na niej. Wyżej głowa, ogłupiała od niedomagania oczu, co od dzieciństwa słabe i właśnie do dupy. W środku rodzaj brzucha, który powoli się zarysowuje, tym ohydniejszy, że będzie to brzuch człowieka raczej chudego, najohydniejszy więc, tak zwany piłkarski. Wewnątrz zaś, poza wnętrznościami, przekonanie, że nic się nie stało i do niczego się nie doszło, że w kasie znowu zadźwięczało i znowu ogromne zero wyszło, jak zawsze. Tylko jeżeli się ma mniej lat, kiedy zero wychodzi, to wtedy tak nie przeraża, bo jest nadzieja, co tam nadzieja, pewność, że czasu jest jeszcze wiele i że to zero wcale nie jest ostateczne, że jeszcze wszystko się nadrobi. Tymczasem bardzo trudno już teraz mieć takie przekonanie, bo wcale czasu tyle już nie ma i nie będzie, coraz mniej będzie czasu. A ten, co jest, to się marnuje, jak teraz na przykład, kiedy zamiast zająć się robotą, której tyle, to się tu siedzi i pisze głupstwa, o których wie każde dziecko, które przekroczyło trzydziestkę. Czy nie lepiej zająć się czym innym, innym rodzajem umierania, bardziej pożytecznym, co by jakieś pieniądze przyniósł przynajmniej?”

                      [Sławomir Mrożek, Dziennik. Tom I. 1962-1969].

   

poniedziałek, 02 grudnia 2013
1329. „Przy drzwiach zamkniętych”...

  

Znowu korytarzowe awantury – zaciekawiony, wściekły, zalękniony próbuję coś wyłapać, podsłuchuję. Ktoś wali długo rankiem do sąsiedniego mieszkania, jakaś kobieta chce się widzieć z inną, zaś facet od tej drugiej nie chce jej wpuścić. Szarpią się, ale prawdziwe „atrakcje” piętro niżej, już wieczorem. Wrzaski, znów ktoś nie daje się wyrzucić, rękoczyny. Nagle przeciągłe „A-aaa!” – i z miejsca cisza. Wyobrażam sobie śmiertelny cios lub zepchnięcie ze schodów. Podjeżdżają aż trzy radiowozy, mundurowi wypalają papierosa – i po wszystkim… Niechby się pozabijali wreszcie – byłaby przynajmniej rzeczywista inspiracja do pisania…

  

„[11 I 1963] Tutaj trzeba wytrzymać podwójny ciężar. Swojej własnej nieznośności dla siebie samego plus okazów obcych, które codziennie narzucają się ze swoją francą”

                       [Sławomir Mrożek, Dziennik. T. I. 1962-1969].

  

wtorek, 08 października 2013
1306. La Nausée...

  

Od ponad tygodnia już trzydzieści trzy. I za nic nie chce być mniej – doświadczam zaś fizycznie, że będzie coraz więcej. Dorosłość, chociaż zabrakło młodzieńczości, emocjonalnie dziecko, więc przygnębienie, gorzki życiowy bilans. Bo przecież wciąż uzależniony od rodziców, bez pracy lub satysfakcji z niej, szansy na dorobienie się i zapewnienie sobie, osiągnięcie. Brak wiedzy i umiejętności, by to zmienić, na co dzień funkcjonować. Bez ludzi wokół – chęci, by coś z nimi: zabawa, seks, rozmowa – abstrakcja, zawód lub dyskomfort, wyrzeczenie. Pogarda wobec siebie, poczucie zmarnowania. Wycofywanie się z kolejnych pól, z nadziei…

Wiek, w którym Aleksander oraz Chrystus zdążyli umrzeć. Zajmie mi nieco dłużej, by chociaż to osiągnąć…

  

      

  

„[1 VII 1963] (…) ani siły we mnie, ani talentu wielkiego, tylko pokręctwo, kalectwo, zdolności średnie, nigdzie nic wyjątkowego, na całym moim ciele. Mam dokładnie trzydzieści trzy lata i dwa dni (…), a nie czuję się nigdzie, nie czuję się żaden, czuję się nikt. Nie mam pojęcia ani co, ani jak pisać, ani nawet o czym, zdrowie mam przeciętnie dobre, zachcenia dokuczliwe, ale za słabe, żeby coś ze mną zrobiły, za silne, żeby nie dokuczały. Za sobą nie widzę przeszłości, przed sobą przyszłości, jedyne, co umiem pisać, to listy, jedyne, co umiem myśleć dobrze, to zwątpienia, nie mam do siebie ani nienawiści, poza chwilowymi niechęciami, ani miłości, poza chwilowymi uwielbieniami. Skorupą jestem, którą co chwila co innego wypełnia, a przeważnie jest to skorupa wypchana nijakością. Wszystko umiem uwzględnić, niczego nie umiem do końca opanować. Może powinienem zostać aktorem, ale też bardzo wątpię, bo jednak trochę rozumu własnego, rozumku, mam za dużo. Ani spostrzegawczości specjalnej, ani pamięci, wyobraźnia zależna od kultury, wrażliwość trochę bezpłodna. Tak, dobrze wiedzieć, gdzie się stoi.

Nawet żądać dla siebie niczego naprawdę nie umiem, bo nie mam przekonania prawdziwego, że mi się coś należy. (…) Wszystkim jestem po trochu, niczym jestem w efekcie, (…) dobrze nie czuję się nigdy ani nigdzie, chyba że sobie wmówię, na co nie zawsze mam ochotę albo siły dosyć. (…)

Tak naprawdę nie może mnie zabawić ani ludzkie uznanie, ani moje własne, przyplątują mi się czasem wspomnienia z dzieciństwa, wtedy mi się wydaje, że może tam było coś, co się straciło, banalne zresztą. (…)

Mdło mi. Sam siebie mdlę”

                       [Sławomir Mrożek, Dziennik. T. I. 1962-1969].

  

czwartek, 15 sierpnia 2013
1284. Sławomir Mrożek (1930-2013)...

  

„[24 X 1969] Żeby pisać, trzeba się czuć społecznie, mówię przede wszystkim o tym, że trzeba siebie odczuwać społecznie. To znaczy uznawać siebie, swoją zawartość, substancję, jako wartości, jako zawartość i substancję właśnie. A może niewłaściwie określiłem, może właśnie czuję się bardzo społecznie, czuję siebie jako antykwariat przypadkowy i wymienny, i dlatego nie widzę sensu w pisaniu. W każdym razie trzeba się czuć jakoś. Ja czuję się coraz bardziej nijako.

Czuję się coraz lżejszy, coraz bardziej rzednący. Jak tu pisać? Nie ma we mnie niczego, co by mnie naprawdę wypełniało”

                       [Sławomir Mrożek, Dziennik. T. I. 1962-1969].

  

piątek, 22 marca 2013
1235. Na Wspólnej (V) - odc. 143-145 (ostatnie)...

  

We wtorek godzinne, niemal konspiracyjne spotkanie w samochodzie na Hożej; w środę składamy wypowiedzenia naszych umów; w czwartek zamykamy rozpoczęte sprawy, sprzątamy po sobie, zdajemy przepustki. Wszyscy (!) przechodzimy do konkurencyjnej firmy, wbijając gwóźdź do trumny dotychczasowego pracodawcy...

  

„Fortuna jest kobietą i odtrąca tych, którzy nie bywają zuchwali”
[Niccolò Machiavelli, Książę. Przeł. W. Rzymowski].

  

Na poniedziałek już zaplanowana wizyta w centrali za Otwockiem, a od wtorku nowe, urozmaicone obowiązki. Będę delegowany do zadań w różnych państwowych instytucjach (do tej pory Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, teraz czeka mnie Krajowa Rada Sądownictwa, następnie chyba MON), mając też w perspektywie zatrudnienie co najmniej do końca tego roku, kurs zawodowy, a po dwóch miesiącach wyższą pensję i system premiowy. To wciąż jeszcze za mało na stabilność i samodzielne utrzymanie, ale też pierwszy raz zarysowuje mi się jakaś przyszłość. Jako że nigdy nie miałem na siebie pomysłu, los wyraźnie sugeruje, bym został archiwistą...

  

„[29 X 1963] Nauczyłem się ostatnio doceniać figlarność życia. Wyznaczam mu kurs i myślę naiwnie, że ono cokolwiek sobie z tego robi. To jest nie tyle wyznaczam, ile przewiduję, dokąd mnie niesie”

                       [Sławomir Mrożek, Dziennik. T. I. 1962-1969].

  

wtorek, 09 października 2012
1177. Du bist so schön!...

  

Do miejsc ulubionych wyruszam niekiedy po jedno, konkretne ujęcie – chce się, by ziściło wymarzone. Szybkie, nagłe decyzje: wsiąść w autobus, zdążyć na ten odcień nieba – lub wyczekać – uchwycić porę dnia czy roku, trafić. Nie zawsze się udaje – pogoda zmienia, ktoś mi wchodzi w kadr, coś remontują lub przesłaniają tymczasową sceną. Najprzyjemniejsza jest chyba ta nadzieja, co każe wciąż powracać…

Dzisiejszy spektakl trwał przez trzy kwadranse. Te przejścia, nagłe rozbłyski, zmiany kierunków, tonów. Do przemarznięcia, do krańcowego upojenia. Niech trwa! Przeżywam kilkukrotne orgazmy wilanowskie

  

      

  

      

  

      

  

„[22 VI 1963] (…) czas jest nieruchomością. (…)

Lubię patrzeć na niebo, które ma mnie za świadka. Istnieję przez to niebo, ale czy ja jestem jemu potrzebny?”

                       [Sławomir Mrożek, Dziennik. T. I. 1962-1969].

  

środa, 04 kwietnia 2012
1094. Terms and Conditions...

  

Powinieneś zacząć się zastanawiać nad tym, kiedy wrócić – mówi. – Nie ma chyba większego sensu dłużej to ciągnąć. Trzeba będzie wcześniej uprzedzić właścicielkę mieszkania, więc warto sobie określić jakiś termin… Porozmawiamy o tym, kiedy przyjedziesz do nas na Święta…

No tak, prędzej niż później wszystko się musi skończyć: warszawski sen, miraż samodzielności, przyjaźń, nadzieja, spokój – życie samo…

  

„[19 II 1964] Nie chcę z powrotem tam, gdzie bym został wtrącony z powrotem w dawnego siebie”

                       [Sławomir Mrożek, Dziennik. T. I. 1962-1969].

  

poniedziałek, 26 marca 2012
1089. Gość w dom (II)...

  

Miesiąc po nadzwyczaj kosztownej naprawie kolejna awaria – przez tydzień znów musiałem żyć bez lodówki (żywię się głównie słońcem, więc wiośnie zawdzięczam przeżycie). Na szczęście serwis daje roczną gwarancję, wszystko odbywa się darmowo, więc mogą ją sobie zabierać i przywozić w (roczną) nieskończoność… Ciekawe, że ostatnio, tego samego dnia, oprócz techników odwiedził mnie jeszcze sąsiad z dołu, który przez moje okno uciął jakiś swój kabel zwisający z dachu, monter telewizji kablowej i Internetu, na nowo wszystko podłączający w związku z przejęciem mojego operatora przez innego, i dziewczyna z sąsiedniego mieszkania, pytająca, czy mogę pożyczyć korkociąg… Przez dziewięć miesięcy poza rodzicami nikt – aż nagle drzwi się nie zamykają. Sprzątam (żeby lepiej wypaść) przedpo łapię echa głosów…

  

„[28 V 1968] Smutno mi jak zawsze, kiedy ktoś do mnie przychodzi, a nie ja do kogoś. I to, że oni wszyscy poszli, a ja zostałem”

                       [Sławomir Mrożek, Dziennik. T. I. 1962-1969].

  

czwartek, 08 marca 2012
1081. Mourir de ne pas mourir...

  

Już niemal nic nie wiąże mnie ze światem ludzi. Na przyszłość zostało jedynie zerwanie z samym życiem. Z doświadczenia wiem, jakie to mimo wszystko trudne

 

„[12 X 1969] Najwstrętniejsze w samobójstwie jest to, że je trzeba jakoś załatwić w planie praktycznym”

                       [Sławomir Mrożek, Dziennik. T. I. 1962-1969].

  

21:36, alexanderson
Link
wtorek, 21 lutego 2012
1072. Worthless...

 

Na bodaj kilkadziesiąt osób z wczoraj byłem wśród pięciu, które się dały na dziś nabrać. Bo zamiast wprowadzania danych brutalny marketing przez telefon, namawianie do abonamentu w nowej sieci; szaleńcze tempo, wieczny entuzjazm, do boju zagrzewanie jak rugbiści. Słuchałem gadki tego gówniarza-instruktora, tych jego chwytów, jak klienta podejść. Wyszedłem pierwszy – pierdolić każdą pracę, a tę zwłaszcza…

Nie wiem, co większym jest dramatem: moje narastające wciąż zdziczenie, przerażenie, już z nikim niepozwalające się spotykać, z nikim mówić – czy ta mentalność magazyniera, przepisywacza tekstów, archiwisty, która blokuje wszelkie starania o coś więcej, bo przecież ja i tak się nie nadaję, bo nie dam rady, bo w ten sposób nie chcę…

  

„[29 V 1968] (…) tchórzostwo, miękkość ogólna, pobudliwość emocjonalna granicząca z histerią, nie dość woli walki o własną wyższość i własne przyjemności”

                       [Sławomir Mrożek, Dziennik. T. I. 1962-1969].

   

Nieszczęsne studia doktoranckie w życiorysie, które skreślają właśnie z tego, na co liczę. Żadnych języków obcych, pięcia w górę, inwencji i samodzielności, bycia miłym. Odbębnić swoje jak najszybciej i mieć z głowy. I jeszcze fanaberia: móc za to utrzymać… Jedno nie idzie jednak w parze z drugim. Z dziwnych powodów bankier jest lepiej opłacany od kioskarza…

Podziwiam na swój sposób ludzi, którzy dążą. Choć z tej przyczyny głównie, że w ten sposób mają. Ja nie mam; mieć, ile bym chciał, nie będę. A cóż innego mogłoby okupić ten brak szacunku do samego siebie, jedyną wartość znaną…

  

                                „Bez ambicji mężczyzna jest nikim”

               [z filmu Tron we krwi (Japonia’1957), reż. Akira Kurosawa].

  

23:57, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
piątek, 20 stycznia 2012
1056. El hombre solo...

  

„[29 V 1965] Człowiek istnieje tylko przez relacje, przez związki, w które wchodzi. Osiąga relacje przez działanie. Więc istnieje najpierw poprzez innych. (…) Jak wiadomo, moje »poprzez innych« jest prawie żadne. Zajmuje mi tylko mniejszą część. Co się dzieje z resztą, czy idzie na marne, czy mało mnie jest? Więc wymyśliłem, że człowiek ma relacje także ze sobą. Działa na siebie. Człowiek zamknięty w pokoju, odczuwający tylko ciepło albo zimno, przyjemność albo nieprzyjemność, istnieje mało. Ale człowiek o pewnej aktywności wobec siebie czy nie istnieje więcej? Czy, mówiąc inaczej, nie istnieje także działalność wewnętrzna? Nawet istniejąc poprzez innych, czy chociaż na chwilę człowiek jest wolny od stosunków wobec siebie? Od relacji do siebie? To jest moja racja stanu”

                       [Sławomir Mrożek, Dziennik. T. I. 1962-1969].

  

wtorek, 03 stycznia 2012
1049. New Year’s Resolutions...

  

Z ubiegłorocznych postanowień (por. 887) udało się jedynie najmniej efektowne, codzienne, skrupulatne, dzięki któremu-m tutaj. I teraz też tak – miłość zbyt boli, seks jest niemożliwy, praca to kwestia szczęścia, więc tylko powrót do czytania; każdego dnia fragmencik, rozdział, artykulik. I nie kłaść się tak późno. Jeść. Ćwiczyć. Sprzątać. Wychodzić, by spotykać…

 

„[7 XI 1963] Może mnie uratować tylko porządek dzienny, dyscyplina. (…) trzeba stosować szkołę angielską, golenie i herbata o piątej bez względu na okoliczności. Należy sobie stwarzać małą stałość, stałość i trwałość jakąkolwiek, kiedy wszystko jest niestałe, właściwie już niebyłe. (…)

[12 VIII 1964] Żeby już wyłoniła się jakaś praca. Sama się nie wyłoni. (…)

[4 XII 1964] Alleluja. Nowy dzień, nowe nadzieje, nowe zachcenia, nowe klęski i nowe kładzenie się spać wieczorem, kiedy znowu nic się nie udało. (…)

[29 XII 1964] Powiedzmy, od Nowego Roku. (…)

Co najmniej, żeby wstawać nie o dwunastej w południe. Życie hrabiego. (…)

[1 I 1965] Z Nowym Rokiem nic nie mam sobie ani innym do powiedzenia. Nikomu nie mam nic do powiedzenia. Jest to na pewno bardziej uciążliwa forma samotności niż ta, która polega na tym, że nikt do nas się nie odzywa”

                       [Sławomir Mrożek, Dziennik. T. I. 1962-1969].

 

Archiwum
Tagi