~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: nekrologi

poniedziałek, 10 października 2016
1594. Bez znieczulenia. 1926-2016...

To było więcej coś niż tylko samo Kino. Bo było to bez analogii w świecie filmu zespolenie – to, jakie tylko w Polsce się przydarza w takiej skali – Artysty i Narodu. I tak jak kino jest XX-wieczną odmianą i syntezą: malarstwa, muzyki, literatury, tak On się sytuował wśród największych – snom naszym panujących, dawców wzruszeń, wieszczów, pokrzepicieli, rozdrapywaczy ran i odprawiaczy narodowych egzorcyzmów…

Mickiewicz i Słowacki. Chopin, Norwid. Malczewski, Wyspiański i Żeromski. Andrzej Wajda

Tak wiele kadrów, dziesiątki nieśmiertelnych scen, wrytych w nasze myślenie o nas samych. Można osiągnąć więcej? Tak wejść w pamięć?... Odszedł tuż po czterdziestym filmie, w nim znowu kostium trafił w punkt, w nerw czasów (to czuł jak nikt, jego obrazy zdobywały dzięki temu drugie życie). Artysta niezależny został więc Jego testamentem. Sam pozostanie pod naszymi powiekami już na zawsze…

23:03, alexanderson , Polityka / Historia / Polska
Link
sobota, 25 kwietnia 2015
1473. Ein Meister der Diplomatie (1922-2015)...

  

Wczorajsze odejście Władysława Bartoszewskiego – nagła wiadomość, ledwie dziesiątki minut wcześniej poprzedzona informacją, że trafił do szpitala. A przecież nawet w dniach poprzednich dawał się widzieć, słyszeć – ta sama wciąż energia, żywioł niepowstrzymany, humor. Niebagatelna rzecz tak imponować słowem, pamięcią, czynem, budząc zarazem uśmiech i sympatię; pomnikiem być, ale nie skamieliną

Śmierć w biegu, piękna jak żywot cały – błogosławieństwo nieba, dzieła wielkiego zwieńczenie…

  

22:33, alexanderson , Polityka / Historia / Polska
Link
poniedziałek, 12 stycznia 2015
1451. Los Muertos...

  

Wczoraj niedziela. A zatem dzisiaj poniedziałek. Kolejne dni, tygodnie, lata. Wszystko tak samo. I tylko cyfry zmienne. Bo przecież marazm i brak sił. Bez-czas, bez-przyszłość i bez-życie…

Krauzemu winienem dać nekrolog (24 XII), Barańczakowi (26 XII), Konwickiemu (7 I). Nie dało się – zanadto angażuje mnie obserwowanie własnego przemijania

  

„[4 II 1966] Bo właściwie jak przyjemnie jest czekać. Czekać to znaczy nie realizować siebie. Tymczasem choć odrobina tego spełnionego jest więcej warta od całej wieczności czekania.

(…)

[9 IV 1968] Okresowe niedomaganie istnienia”

                          [Sławomir Mrożek, Dziennik. Tom I. 1962-1969].

  

czwartek, 24 kwietnia 2014
1383. Tadeusz Różewicz (1921-2014)...

  

Po dniu pełnym przykrości (o czym osobno później), jeszcze ta smutna, zaskakująca – choć tak się jej przez lata bałem – wieść. Odszedł i nie doczekał (por. 153, 1009), zamilkł. Spośród publikowanych tutaj dotąd nekrologów ten dla mnie najbardziej boleściwy, zbyt dotkliwy. Nazwisko najbliższe mi, największe; słowa, co czytane nawet po raz setny, przeszywają…

 

                              „czytam jego przypowieści
                              proste jak kłos pszenicy
                              i myślę o bogu
                              który się nie śmiał
   

                              myślę o małym
                              bogu krwawiącym
                              w białych
                              chustach dzieciństwa
   

                              o cierniu który rozdziera
                              nasze oczy usta
                              teraz
                              i w godzinie śmierci”

                                             [Tadeusz Różewicz, Cierń].

  

niedziela, 29 grudnia 2013
1340. Wojciech Kilar (1932-2013)...

  

Miał niebywały talent do melodii – szerokich fraz, tematów rzewnych i miłosnych, zapętlających się i tych nerwowych, szarpiących podrygiwań jak tykanie diabolicznego mechanizmu. Niekiedy smyczki w tle niesłyszanego dotąd dzieła wchodziły w tak specyficzną „góralskość”, że w ciemno można było zgadywać autora. Współtworzył polskie kino na równi z największymi reżyserami, operatorami, aktorami. Nie sposób wyobrazić sobie dziesiątek filmowych scen bez jego „podkładu”, co potrafił zdominować cały obraz. Ostatecznie zostaje w pamięci to, co najpiękniejsze: kadry i muzyka. Poniekąd był malarzem…

  

niedziela, 15 grudnia 2013
1334. El Orance - Peter O’Toole (1932-2013)...

  
Ależ to była twarz – łagodność i szaleństwo jednocześnie. Kradł innym spektakl nawet z drugiego planu, na pierwszym potrafił otrzeć się o geniusz (dwa razy Henryk II). Ale ze wszystkich jego świetnych ról i tak mogłaby zostać tylko jedna – takimi przypadkami światowe kino ilustruje swą historię. Od moich młodych lat zachwyt błękitem jego oczu na tle piasków; wielbłądy – żaglowce pustyni, zdobyty pociąg, straszliwe i upajające „Żadnych jeńców!”. Aktor przesłonił niegdyś odgrywaną postać, dziś Lawrence się rozpłynął w miraż na horyzoncie Arabii…

  

23:50, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
poniedziałek, 28 października 2013
1313. Pontifex Maximus (1927-2013)...

  

W moim rodzinnym Brzegu Dolnym (zdradzam w końcu na tych łamach nazwę kształtującego mnie trzydzieści lat piekiełka) uroczystość otwarcia – z udziałem prezydenta Bronisława Komorowskiego – wyczekiwanej od dziesięcioleci drogowej przeprawy przez Odrę, Mostu Wolności – 4 czerwca [1989 – jakby nie można było tego roku dodać do nazwy, już choćby w czysto edukacyjnym celu]. Ekranowe szaleństwo budowlane sprawia, że raczej nie zobaczy się zeń rzeki, ale przynajmniej kończy się historia promu i, docelowo, skróci droga na Wrocław. Co by o nim złego nie powiedzieć, przez ostatnie niemal ćwierć stulecia miasto (którego wieloletni burmistrz nieprzypadkowo pełni obecnie funkcję wojewody) dokonało ogromnego skoku – jest obrazem polskiej transformacji i modernizacji (zbudowane od podstaw liceum, hala sportowa, pływalnia, ośrodek zdrowia, odnowiony rynek, rozbudowane gimnazjum, sieć nowych dróg i boisk, remontowana właśnie stacja kolejowa, w planach zaś przystań, obwodnica i rewitalizacja parku), rozumnie wcielanej w życie idei samorządności. W tym sensie planowane na dziś nadanie honorowego obywatelstwa Tadeuszowi Mazowieckiemu rozumiało się jako coś oczywistego. Los sprawił przykrą niespodziankę, bo zawsze zaskakuje strata tak bolesna. Ów Pater Patriae III RP skupiał w sobie wielką prawość, wyrozumiałość, namysł, umiejętność dialogu, pokorę, solidarność. Wszystko, co na antypodach dzisiejszego stanu polityki. Łączył pięknie – bodaj już ostatni taki budowniczy mostów

  

23:58, alexanderson , Polityka / Historia / Polska
Link
czwartek, 15 sierpnia 2013
1284. Sławomir Mrożek (1930-2013)...

  

„[24 X 1969] Żeby pisać, trzeba się czuć społecznie, mówię przede wszystkim o tym, że trzeba siebie odczuwać społecznie. To znaczy uznawać siebie, swoją zawartość, substancję, jako wartości, jako zawartość i substancję właśnie. A może niewłaściwie określiłem, może właśnie czuję się bardzo społecznie, czuję siebie jako antykwariat przypadkowy i wymienny, i dlatego nie widzę sensu w pisaniu. W każdym razie trzeba się czuć jakoś. Ja czuję się coraz bardziej nijako.

Czuję się coraz lżejszy, coraz bardziej rzednący. Jak tu pisać? Nie ma we mnie niczego, co by mnie naprawdę wypełniało”

                       [Sławomir Mrożek, Dziennik. T. I. 1962-1969].

  

środa, 24 lipca 2013
1275. Bliska nieznajoma...

  

Gdy pukają wieczorem i proszą o składkę na rzecz, nie wiem jeszcze, o kogo może chodzić, co się stało. Kilka dni później przypadkiem natrafiam w gazecie na notatkę. Przypomina się to, co już zostało zapomniane i przeprowadzam małe dochodzenie – 37 lat i dwójka małych dzieci, twarz głośnego protestu przeciwko likwidacji zajezdni autobusów, i facebookowy profil, gdzie czasem poglądy, z którymi nie było mi po drodze. Wpatruję się w portrety – nie, raczej jej nigdy nie widziałem. A ponoć mieszkaliśmy w tym samym domu (ona musiała niżej, który numer był jej? – się nie dowiem). Jaka być mogła? Uczynna, sympatyczna – mówi się zawsze o nich to, co nic nie mówi. Uratowała swą nastoletnią pasierbicę podczas wakacji spędzanych nad morzem. A sama utonęła…

W mieszkaniu miałem tylko banknot 10 zł – tak zrzucam się na wieniec. Na mszę pogrzebową w mojej parafii, w południe, dziś, nie idę. Nie znałem, po co miałbym, nie chodzę do kościoła. Nazywała się Ewa Hauer-Brylewska – dla mnie jednakże już zawsze pozostanie anonimem…

  

czwartek, 24 stycznia 2013
1215. Gwiazdy milczące...

  

Dwie kobiece twarze zgasłe w dniach ostatnich; podobne i tak różne te odejścia. Jedna wydobyta z mroku anonimowości przed paroma laty, prywatność, co stała się publiczna; druga, już dekady temu w blasku sławy, wycofuje się stopniowo, w cień usuwa, popada w zapomnienie. Pierwszą poznajemy, gdy wiekowa, przeorana zmarszczką czasu i historii, obowiązkiem, rolą. Druga już na zawsze młoda, zjawiskowo piękna, biel wśród czerni, taśmą wygładzone lico. Matka ważnych Braci. Żona wybitnego Męża. Obca – bliska. Diabły – i Anioły. Samolot i „Pociąg”. Histerycznie rozgłośniony pogrzeb. Śmierć niezauważona, cicha. Spotykają się gdzieś teraz, przechodząc w inny wymiar, podają udręczone ręce, do siebie uśmiechają…

    

Jadwiga Kaczyńska (1926-2013)

Lucyna Winnicka (1928-2013)

  

sobota, 21 lipca 2012
1145. Andrzej Łapicki (1924-2012)...

  

Jedna z moich ulubionych twarzy w (nie tylko polskim) kinie – do tego wspaniały głos i dykcja. Szczególnie autentyczny w rolach-uosobieniach polskiego inteligenta, rozbitka II wojny. Nasz Mastroianni, arystokrata teatru. „Ostatni, co tak poloneza wodził” – elegancki, zdystansowany, ironiczny, „na wieki wieków amant”…

  

23:50, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
środa, 01 lutego 2012
1063. Jej ostatni dowcip - Wisława Szymborska (1923-2012)

  

                    „Umrzeć – tego nie robi się kotu.

                    (…)

                    Coś się tu nie zaczyna

                    w swojej zwykłej porze.

                    Coś się tu nie odbywa

                    jak powinno.

                    Ktoś tutaj był i był,

                    a potem nagle zniknął

                    i uporczywie go nie ma”

                                        [Kot w pustym mieszkaniu].

   

                    Gdzie się zaszyłam,

                    gdzie się pochowałam

                    to nawet niezła sztuczka

                    tak samej sobie zejść z oczu

                                        [Dnia 16 maja 1973 roku].

  

sobota, 26 marca 2011
922. Stop-klatki...

  

„Mroczny rycerz” (USA / Wielka Brytania’2008; reż. Christopher Nolan), czyli realistyczny Batman 2. Popkultura najwyższych lotów…

  

W ostatnich miesiącach „Pogwarki” (1972) i „Kalina czerwona” (1975) Wasilija Szukszyna; „Pokój przychodzącemu na świat” (1961) Władimira Naumowa; po raz drugi już „Czterdziesty pierwszy” (1956) i „Był sobie dziad i baba” (1965) Grigorija Czuchraja; „Dworzec białoruski” (1970) Andrieja Smirnowa; „Trzeba przejść i przez ogień” (1967) i „Temat” (1979) Gleba Panfiłowa; absolutnie mistrzowski „Dworzec dla dwojga” (1982) i „Zapomniana melodia na flet” (1988) Eldara Riazanowa…

W każdym, choćby i nieudanym radzieckim filmie drga podskórnie jakiś poruszający ludzki dramat lub ujawnia się subtelnie żywiołowy komizm; zawsze jest co najmniej jedna scena, wymiana zdań, spojrzenie, gest, ujęcie kamery czy postać w tle, w których zawiera się więcej życia i naturalności, a przy tym jest więcej artyzmu niż w najdoskonalszych produkcjach z Zachodu. W najbardziej nawet zakłamanych propagandówkach lśni zawsze ten okruch prawdy…

  

Elizabeth Taylor (1932-2011). Pierwsza aktorka, która zrobiła na mnie wrażenie. Fiołki jej oczu zwiędły przed trzema dniami ostatecznie…

  

21:04, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
piątek, 12 listopada 2010
865. Henryk Mikołaj Górecki (1933-2010)...

  

Odnotowuję tu jedynie wyjątkowe odejścia, te osobiście mnie dotykające – nieznanych bezpośrednio, ale bliskich. To dzisiejsze jest jednym z najmocniej poruszających, autentycznie bolesnym…

Przed oczami szalejące po klawiaturze palce Elżbiety Chojnackiej w koncercie klawesynowym, w uszach „Cemuscie zabili synocka mojego?” przejmującym głosem Joanny Kozłowskiej w Trzeciej, w pamięci jego zadziorne gesty, łagodne spojrzenie…

Błogosławiony mąż, który dostarcza takich wzruszeń…

  

wtorek, 14 lipca 2009
645. Czucie i wiara...

  

Nazywamy z Anią to, co jest między nami. Największym ze słów...

  

* * *

Nieco zaskakująca ta zbieżność tytułów i motywów: niedawno Wiolonczelistka Michaela Krügera, a teraz Pianistka Elfriede Jelinek – w obu sugestywniejsze od seksualnego skrzywienia bohaterów wydają się równie wypaczone relacje z ich matkami.

Nie wiem z góry, co znajdzie się w czytanych przeze mnie książkach, a ostatecznie wszystkie, w jakiejś mierze, traktują o tym samym. Można je zestawiać w pary, odnosić do siebie, przepisywać. I tak bez końca...

  

„Nie chodzi o to, czy istnieje życie po śmierci – chodzi o to, czy istnieje życie przed śmiercią” [Julio Llamazares, Sceny z niemego kina. Przeł. M. Płachta].

  

W jedno popołudnie pochłaniam 450 stron Strasznie głośno, niesamowicie blisko Jonathana Safrana Foera. Piękny przykład tego, jak literatura może reagować na wydarzenia współczesności, mierzyć się z traumą jednostek i narodów. I wzruszający portret niezwykłego dziecka, szukającego śladów po swym zmarłym ojcu. Delikatne to i pogodne, a przez to wstrząsające i wielkie…

Samoloty wbijające się w budynki… Spadające ciała… Walące się budynki…

  

* * *

Nie pociąga mnie kariera, realizowanie się na jakimś polu, osiąganie czegoś, działanie i rozwijanie się, spędzanie życia na zarabianiu na życie – pragnę mieć jedynie święty spokój. Ale to można sobie tylko kupić, pozostaje więc nieosiągalne. Wszystko, co pożądane, takim pozostaje. Bo tacy, jak ja, na własność mogą mieć wyłącznie nic… 

   

                    „(…) jak ulotny dym lub wodna piana,

                    Taki ślad w świecie po sobie zostawi”

                                        [Dante, Boska Komedia. Przeł. A. Świderska].

     

* * *

Zmarł Zbigniew Zapasiewicz, ostatni z Kreczmarów, największy...

  

sobota, 27 września 2008
495. O "Wielkim Błękicie" - czyli: Ku pamięci jednego i zapomnieniu drugiego...

  

Miał to coś. Na początku bezradną wściekłość albo szelmostwo chuligana, pod koniec straceńczą rezygnację i pogodę mądrości. Nieuchwytność męskiego magnetyzmu. Fascynujące było obserwować, jak pięknie się starzeje − ten, którego niegdyś, zapatrzony w cukierkowe twarze z okładek, miałem za nieco „kanciastego”, zbyt surowego z tą jego skrywaną brutalnością. Zawsze jednak przykuwał uwagę tak, że nie można było oczu od niego oderwać. I właśnie oczy miał niezapomniane.

Dziś lazur jego spojrzenia roztopił się w niebie na wieczność. Bo Paul Newman nie żyje… 

   

                    „Otchłanie oczu chłopięcych. Lotu łuki!

                    Dla płonących dusz − wody lustro. 

                    Oazy − żeby każdy łyknął i upił, 

                    I żeby zachłysnął się pustką”

                                        [Maryna Cwietajewa. Przeł. J. Salamon].

  

Zachowywałem dotąd tę strofę z myślą wykorzystania jej w zupełnie innych okolicznościach − miała mówić o mojej miłości, o urzeczeniu zakochaniem; miałem wreszcie to poczuć albo też zdobyć wzajemność. Ale jestem już nieco dojrzalszy i zmieniły mi się priorytety, nadzieje i pisarskie strategie…

  

sobota, 08 marca 2008
390. Na mieliznach słów, snów

  

                    „Człowiek powołuje do życia iluzję, żeby oderwać się

                    od rzeczywistości” [Gustaw Holoubek, 1923-2008].

  

Piszę na wodzie swoje dni kolejne, swoją odwagę, postanowienia i atuty. Moje zamki na piasku ocalić się staram. Przekonuję sam siebie, ucieleśniam (wcielam?), dopowiadam. Wciąż daremnie, beznadziejnie, wciąż nie wiem po co. Bo wciąż ani z nurtem, ani pod prąd; bo samotnego rejsu po bezwietrznym morzu nie przewidziałem, nie ustrzegłem się, nie przygotowałem. A przecież mam ochotę na Wielkie Tsunami…

   

                    „buduję moją arkę

                    pijany statek

                    papierowy okręcik

                    pod czerwonymi

                    czarnymi żaglami

   

                    Cóż z tego że we śnie”

                                        [Tadeusz Różewicz].

  

wtorek, 31 lipca 2007
255. Michelangelo Antonioni (1912-2007)

  

Żegnając wczoraj Bergmana powstrzymywałem się od uwag o końcu pewnej epoki w kinie ze względu na Antonioniego. I oto dziś przychodzi wiadomość, że i jego zabrakło. Znamienne, iż ci dwaj umarli w tym samym dniu – podobnie Szekspir i Cervantes odeszli równocześnie 23 IV 1616 roku. Obaj, Bergman i Antonioni, należeli do największych indywidualności kina, do artystów uparcie poszukujących, stawiających bolesne pytania, niepokornych i osobnych. Obaj, eksplorując wymiary i kondycję człowieczeństwa, wydźwignęli kino do rangi, jaką osiąga największa literatura.

Przestrzeń kina Antonioniego rozpościerała się między motywami niepokoju, ucieczki, złudzenia, tajemnicy i fatum; za pomocą zupełnie nowego języka filmowego mówił on o zagubieniu człowieka w budzącym lęk nieprzejrzystym i nieczytelnym świecie. „Brak pewności jest znamieniem naszych czasów”, powiedział kiedyś. Zostały po nim niezapomniane sceny: rojowisko giełdy i finałowe ujęcie ulicy w „Zaćmieniu”, bicie dzwonów w „Przygodzie”, mgła i zimna czerwień w „Czerwonej pustyni”, gra w tenisa nieistniejącą piłeczką w „Powiększeniu”, eksplozja świata konsumpcji w „Zabriskie Point”, pustynia i niepokazane widzom, dokonujące się za wychodzącą przez okno kamerą zabójstwo w „Zawodzie – reporter”. Spoza „zimnych” i długich sekwencji tego piewcy alienacji i niemożności porozumienia przebijało dyskretnie przeczucie czegoś nieuchwytnego i nieokreślonego, oddającego jednak naturę świata i związków międzyludzkich, czegoś prawdziwie metafizycznego. Nie ma większego wymiaru sztuki…

  

poniedziałek, 30 lipca 2007
254. Ingmar Bergman (1918-2007)

  

Odszedł…

Jedne z najwcześniejszych moich wrażeń, jakie pamiętam do dziś spośród nadzwyczaj licznych i bogatych doświadczeń filmowych, to biała twarz Śmierci (Bengt Ekerot), rozpaczliwe pragnienie rycerza Antoniusa Blocka (Max von Sydow), by Bóg dał dowód swojego istnienia i laicki pragmatyzm giermka Jönsa (Gunnar Björnstrand), który w oczach palonej czarownicy dostrzegał jedynie pustkę i otchłań śmierci. Tak, kino zaczęło się dla mnie od „Siódmej pieczęci”. A potem była podróż profesora Isaka Borga (Victor Sjöström) w głąb własnej podświadomości do krainy dzieciństwa („Tam, gdzie rosną poziomki”), elegia pożegnania z młodością i nieuchronność życiowej obojętności w „Letnim śnie”, starcie sił nadprzyrodzonych z poznaniem naukowym w „Twarzy”. Pamiętam żywo gwałt i zemstę w „Źródle”, splot religii i seksualności w wizjach Boga-pająka z filmu „Jak w zwierciadle”, mszę, którą w pustym kościele pastor po utracie wiary odprawia dla kochającej go ateistki, by uwierzyć choć w ludzką wspólnotę („Goście Wieczerzy Pańskiej”). Pamiętam absolutną pustkę i głód miłości w przepojonym seksem świecie „Milczenia”, poczucie winy, które łączy w jedno twarze Liv Ullmann i Bibi Andersson w „Personie”, noc pustoszącego szaleństwa w „Godzinie wilków”, objawiający potęgę sztuki śmiercionośny spektakl w „Rytuale”. Pamiętam pasyjną agonię w „Szeptach i krzykach”, halucynacyjny koszmar rodzącego się totalitaryzmu z „Jaja węża”, bolesną rozmowę matki i córki w „Jesiennej sonacie”, wreszcie teatralny żywioł „Fanny i Aleksandra”. Pamiętam dziesiątki innych obrazów, bo miałem szczęście widzieć niemal wszystkie jego dzieła – od pierwszych do tych ostatnich.

Największe filmy Ingmara Bergmana były reżyserskim przeżyciem osobistego dramatu egzystencji, projekcją jego duszy, zapisem poczucia winy i lęku, spowiedzią i psychoanalizą, i dzięki temu właśnie stały się uniwersalnym zapisem condition humaine. Może teraz współczesny Strindberg zazna spokoju, odszedłszy tam, gdzie rosną poziomki…

  

15:27, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
wtorek, 23 stycznia 2007
192. Reporter (1932-2007)

  

„Podróż jako źródło inspiracji, jako temat i jako twórczość. (…) Podróż to owocne przeżywanie świata, zgłębianie jego tajemnic i prawd, szukanie odpowiedzi na pytania, które on stawia. Tak pojmowane podróżowanie jest refleksją, jest filozofowaniem”.

  

Nie żyje. Nie chce się wierzyć. Nie można uwierzyć.

Od lat, marząc o Noblu dla Różewicza, powtarzałem w kontekście potencjalnej kandydatury Kapuścińskiego: ten może jeszcze poczekać.

Nie doczekał się.

  

„O każdej drodze lubię myśleć, że jest ona drogą bez końca, że biegnie dookoła świata. A wzięło się to stąd, że z mojego Pińska można było łódką dotrzeć do wszystkich oceanów. Wyruszając z małego, drewnianego Pińska, można opłynąć cały świat”.

                              [Ryszard Kapuściński, Lapidaria].

  

Reporter wyruszył w ostatnią podróż. Tej relacji już nie przeczytamy...

  

Archiwum
Tagi