~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Faber_Michel

poniedziałek, 04 stycznia 2016
1537. The Saddest Story...

I jeszcze jedno – tym razem wątpliwe – osiągnięcie w minionym roku: zero spotkań prywatnych, żadnej rozmowy w cztery oczy z kimś znajomym, lubianym, bliskim (jeden zaledwie, przypadkiem sprowokowany telefon – i zwyczajowe skrępowanie moje przy tym medium). Nikogo takiego w promieniu kilkuset kilometrów. Nikogo już w ogóle. Żal – i świadomość jednocześnie, że przecież do tego się dążyło: unikając, nie zacieśniając, nie umiejąc. Chciałoby się inaczej – lecz chyba tylko tam; tu lepiej tak jak teraz. Obrażony na warunki swego życia, na siebie za ich kształt, wykrawam własną rzeczywistość, w której ja tylko – jedyny świadek swoich niezręczności. Czytanie (izolacja) miast socjalizowania, przyglądanie się światu w miejsce uczestnictwa…

„(…) jakby książki rzeczywiście przedstawiały życie, jakby jakiekolwiek wymyślone życie można było porównać z jakimkolwiek życiem prawdziwym”

[David Albahari, Mamidło. D. J. Ćirlić].

„Czytanie z natury jest przyznaniem się do porażki i rytuałem samoupokorzenia – bo człowiek czytający pokazuje, że cudze historie są ciekawsze niż jego własne życie”

[Michel Faber, Jabłko. Przeł. M. Świerkocki].

poniedziałek, 06 stycznia 2014
1343. Damned & Saved...

  

Chwilami – jakże tak naprawdę często, szczerze mówiąc – imaginuję sobie w swej dziecięcej naiwności rodzaj umowy, pakt, jaki zawieram z Bogiem, demonami, Panem ciemności, Fatum albo losem. Za siedem cyfr wyrzekam się połowy życia, tej jego części, co miałaby nastąpić po czterdziestce; godzę się z absolutną samotnością, bez-miłością, przyjmuję jeszcze większy ból, kalectwo, mogę nie zaznać nigdy, nie doświadczyć, nie próbować. Nie będzie łatwo, lecz to ma być ofiara, kontrakt coś za coś, uczciwy układ, gentlemen’s agreement. Dopiero później uświadamiam sobie, że przecież swoją część już dawno dałem darmo, czy raczej – rezygnuję z tego, czego i tak nie mam. Nie będzie rekompensat, odszkodowań, brak równowagi w świecie, dostają tylko ci, co mają, szczęście uśmiecha się do tych, co sobie radzą. Życie zmarnuję sobie bez płacenia, sam, na życzenie własne. Innego diabła nie ma…

  

„(…) na tym świecie nie można zbawić nikogo poza sobą, a Bóg zabawia się tymczasem, wydzielając skąpo żywność, ciepło i miłość, aby wykarmić sto istnień ludzkich pośród tłoczącej się wokół, pełzającej ciżby milionów potrzebujących. Jeden bochenek chleba i jedna ryba, które trzeba rozdzielić między pięć tysięcy nędzników – to Jego najlepszy żart”

             [Michel Faber, Szkarłatny płatek i biały. Przeł. M. Świerkocki].

  

21:34, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
czwartek, 23 lutego 2012
1073. „To sleep, perchance to dream”…

  

Zasypiam już łatwiej (por. 563), trudniej za to teraz się obudzić. Nie znajdując wygody (bez pozytywnego efektu wypróbowane obie kanapy, podkładanie czegoś pod poduszkę, spanie w nogach, przeróżne pozycje), organizm ratuje się czymś w rodzaju utraty przytomności, która pozwala wyłączyć się, noc przetrwać. Rankiem, obolały, nie mogę się podnieść godzinami, nie widzę powodu, by to w ogóle robić, wątpiąc poniekąd, czy rzeczywiście nie śpię…

 

„Tak teraz się budzę: wyślizgując się nieufnie ze snu, jakbym spędził noc w ukryciu. (…) Nie cierpię poranków przypominających mi wymiętoszoną, zatęchłą pościel łóżka, w którym ktoś spał nazbyt długo. Ostatnio zdarzają się świty, kiedy budzę się i pragnę, żeby znów zapadła noc, żeby dzień skończył się jak najszybciej. Zacząłem myśleć o swoim życiu jako o nieustającym poranku; bez względu na godzinę odnoszę wrażenie, że dopiero co wstałem, próbuję oczyścić umysł i rozeznać się w świecie przedmiotów”

                       [John Banville, Zaćmienie. Przeł. J. Jarniewicz].

  

Co ciekawe, dopiero o świcie przychodzą obrazy, dialogi (por. 877) – nie wiem: wspomnienia? fantazje? urojenia?... Popołudniami coraz większe osłabienie, powtarzające się codziennie drzemki, nagłe wylogowywanie – nad książką, przy telewizorze. Po kilkudziesięciu minutach zdziwienie, że znowu; czasem zwątpienie: ja naprawdę spałem? Nawet jeśli i nie, to chyba niewielka różnica…

  

„Jej świadomość tkwiła na rozdrożu między hiperaktywną jawą a powrotem w sen i Isserley nie wiedziała, którą drogę ostatecznie wybierze, jeśli coś nie pobudzi jej wkrótce do działania”

                      [Michel Faber, Pod skórą. Przeł. M. Świerkocki].

  

Archiwum
Tagi