~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Kochanowski_Jan

piątek, 02 marca 2012
1077. Perditissima Respublica (I)...

  

                    „O nierządne królestwo i zginienia bliskie,

                    Gdzie ani prawa ważą, ani sprawiedliwość

                    Ma miejsca, ale wszytko złotem kupić trzeba!”

                                   [Jan Kochanowski, Odprawa posłów greckich].

  

Największe wrażenie spośród tych moich lektur ostatnich robi ponad stuletnie już dzieło Łozińskiego, barwnie rysującego przerażający świat anarchii w dawnej Rzeczypospolitej. Z siedemnastowiecznych akt grodzkich województwa ruskiego (ziemia sanocka, przemyska, lwowska i halicka), które posłużyły za źródła jego książki, wyłania się obraz nieznającego granic pieniactwa i zapiekłej wrogości sąsiedzkiej naszych przodków, „nieskończonej litanii zatargów i krzywd wzajemnych – były to spory o granice, o lasy, o kamień, o pastwiska, o szkody polowe, o zagrabione rzeczy, o wodę, ogień, ziemię i powietrze – a już najwięcej o chłopów poddanych, czy to zbiegłych, czy też nie ukaranych za jakieś winy i prawdziwe, i urojone”. Kłótnie, pozwy, zajazdy, grabieże i zawłaszczenia, bijatyki, morderstwa, porwania, oblężenia dworów i zamków, samowolne uwięzienia, lekceważenie uniwersałów wojewodzińskich, hetmańskich, królewskich, sejmów i trybunałów, konflikty ciągnące się latami i dziedziczone przez kolejne pokolenia – „najmniejsza drobnostka dawała powód do zwady, a zwada do formalnej wojny sąsiedzkiej”. Czas i siły wszystkie mitrężone „na komisjach, które niczego nie załatwiły, na procesach, które się ciągle zaczynały, a nigdy nie kończyły, na dekretach, których nikt nie słuchał, na kondemnatach [wyrokach – alex.], których nikt nie egzekwował, na infamiach, których nikt się nie bał, i na wieżach, których nikt nie odsiadywał”. Buta i samowola, deptanie wszelkich praw – i całkowita bezkarność. Nie było takiej zbrodni, ohydy i zdrady, żeby jej sprawca musiał się czegokolwiek obawiać – sprawiedliwość i egzekucja raczej zdarzały się sporadycznie niźli były regułą i ostoją. Polskie piekło pogardy dla państwa i bliźniego – co Polskę do ruiny doprowadziło i trwa nadal, a my, wtedy i dziś, z niego wszyscy…

 

„Co za świat, co za świat! Groźny, dziki, zabójczy. Świat ucisku i przemocy. Świat bez władzy, bez rządu, bez ładu i bez miłosierdzia. Krew w nim tańsza od wina, człowiek tańszy od konia. Świat, w którym łatwo zabić, trudno nie być zabitym. Kogo nie zabił Tatarzyn, tego zabił opryszek, kogo nie zabił opryszek, zabił go sąsiad. Świat, w którym cnotliwym być trudno, spokojnym nie podobna.

Takie jest pierwsze wrażenie, które się odnosi z czytania aktów grodzkich województwa ruskiego z XVII wieku. Wrażenie odpychające, naprawdę bolesne. Uciec się chce z tego świata, od tych czasów i od tych ludzi, zostawić te księgi w pyle, tę przeszłość w zapomnieniu. Ale ten moment krytyczny jest rzeczywiście tylko momentem. Przezwyciężyć go łatwo – daleko trudniej byłoby przerwać czytanie. Zaczyna się oswajać z tym światem, poznawać tych ludzi, żyć z nimi poufnie, rozumieć te stosunki, a zrozumiawszy, wiele przebaczyć.

(…) Nikt z tych aktów nie złoży historii narodu, ale gdy je poznamy wszystkie, złożyć się z nich może historia naturalna Polaka.

(…) nie bójmy się cieni na obrazie przeszłości. Nie zgaszą one światła, a dadzą wypukłość. Wygląda to na paradoks, a przecież tak jest: Miarą wysokich przymiotów polskiego społeczeństwa są jego przywary. Miarą jego żywotności jest jego anarchia. Miarą jego światła są jego cienie. Bo gdzie drugi naród, co by tak, jak Polska, bez rządu, był potężnym państwem, bez stałego żołnierza odnosił wielkie zwycięstwa, bez wewnętrznej zgody zdobywał się na taką jedność w patriotyzmie? Sarmatorum virtus veluti extra ipsos. Cnota Polaków poza Polakami”

                              [Władysław Łoziński, Prawem i lewem.

            Obyczaje na Czerwonej Rusi w pierwszej połowie XVII wieku].

  

Archiwum
Tagi