~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Magris_Claudio

niedziela, 28 stycznia 2018
1666. The Remains of the Day...

„(…) posiadanie w teraźniejszości własnej egzystencji, uważność wobec chwili, każdej chwili, nie tylko tej uprzywilejowanej i wyjątkowej, bez poświęcania jej na rzecz przyszłości, unicestwiania w planach i projektach, bez traktowania jej jako tego, co ma szybko minąć, by stać się czymś innym. Niemal zawsze mamy zbyt wiele powodów, by pragnąć, żeby życie minęło tak szybko, jak to tylko możliwe, by teraźniejszość stała się jak najprędzej przeszłością, żeby już nadeszło jutro, ponieważ oczekujemy z niepokojem diagnozy lekarza, początku wakacji, ukończenia książki, rezultatu jakiegoś działania lub inicjatywy. I tak żyjemy nie po to, aby żyć, lecz aby życie dobiegło już końca, aby być bliżej śmierci, aby umrzeć”

[Claudio Magris, Podróż bez końca. Przeł. J. Ugniewska].

21:04, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
wtorek, 13 czerwca 2017
1622. Dezyderata...

„Zapominamy często, że można kochać taką harmonijną, zwykłą codzienność, czuć się szczęśliwym i spełnionym dzięki wciąż ponawianemu powtarzaniu zwykłych gestów, dzięki temu, co czyni zachwycającym upływ czasu: patrzeć, spacerować, pisać, czytać, siadać przy stole wraz z drogimi nam osobami, rozmawiać, spotykać się, przyjaźnić, kochać. Kto ma to wszystko, jest uprzywilejowany i musi wiedzieć, że nim jest, musi być świadom, że jego szczęście polega na owym swojskim i zwykłym, lecz wiecznie nowym upływie godzin każdego dnia”

[Claudio Magris, Podróż bez końca. Przeł. J. Ugniewska].

22:33, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
niedziela, 20 kwietnia 2014
1381. Souvenirs d’egotisme...

  

Wielkanoc od lat sprowadzała się jedynie do śniadania. W tym roku nawet tego nie – po raz pierwszy bez rodziców, sam, w Warszawie. Biała kiełbasa i piaskowa babka – jedyne koncesje na rzecz świąt (a i tak trzeba było przelewu-zachęty od mamy, by sobie móc pozwolić). Nurogęś spotkana w Łazienkach, na piersi papierowy żonkil w hołdzie bohaterom getta (jak przed rokiem, zamierzam nosić i po dziewiętnastym, co zresztą świetnie współgra z żółtymi spodniami, przykuwa wzrok przechodniów, którzy jednak chyba widzą gender, nie historię), ładnie sine niebo wieczorem ponad Królikarnią, gwałtowna ulewa w dnia środku na Placu Konstytucji. Zazdrość wobec niemal każdego gówniarza z aparatem – u wszystkich lepszy sprzęt, a tak bezmyślne ustawianie się, focenie. A ja coraz ofiarniej, dłużej, wcześniej – co z tego, jak ostrością, głębią nie mogę im dorównać. Bariera między mną a światem się powiększa; mało pisania tu, bo skupienie na sobie, a tam jałowo (Ania, strach i wściekłość), kręcenie się wciąż w kółko…

  

„Prawda nie mieści się in interiore homine, w dusznej autarchii życia wewnętrznego, lecz w zderzeniu z innymi, z rzeczami, barwami, zapachami, jedzeniem, czynnościami fizjologicznymi, potem, także z odciskami na dłoniach. (…) To, co pozostaje wyłącznie wewnętrzne, łatwo gorzknieje i ulega zepsuciu, staje się nałogiem i szaleństwem. Również namiętność pogrąża się w mule serca i przemienia w bezpłodne fantazjowanie, jeśli nie stanie się wspólnym światem, przygodą pośród rzeczy. Samotny świat wewnętrzny traci łatwo poczucie dobra i zła, podobnie jak w snach, w których można pozwolić sobie na wszystko i nie czuć się z tego powodu winnym. Świat wewnętrzny musi być przenicowany niczym stara marynarka, powiązany z rzeczywistością zewnętrzną”

                [Claudio Magris, Podróż bez końca. Przeł. J. Ugniewska].

  

niedziela, 13 stycznia 2013
1211. Il Castrato...

  

Wciąż przyciągają światy, co tylko dla mnie pozostają wirtualne. I nawet tam nie jestem w stanie wykonać choćby ruchu, odezwać słowem, by odpowiedzieć na niepodsuwające zresztą pomysłu na rozmowę próby innych. Lęk przed spotkaniem, przed nieuniknionym wyjawieniem, jaki jestem. Wszystkim chodzi o jedno – ze mną włącznie – lecz właśnie mnie nie będzie dane tego zaznać. Nie umiem, chciałbym, lecz nie mogę, znam tylko smak porażki. Upokorzenie, jakiego doświadcza mężczyzna, gdy nim nie jest; pogarda wobec siebie, historia, w którą nikt nie wierzy. Która napawa wstrętem. Nie daje wytłumaczyć. W kluczowych latach zdarzyło mi się coś, co chłopcom się nie zdarza; coś, co rzutuje, plami, formuje tor myślenia oraz ciało. Jest połączenie między penisem a językiem – nie umiesz się podniecić, to i nie będziesz mówił… Lepiej się skreślić, ukryć, wyrzec – odciąć od tego, co wyłącznie boli…

  

„Jeśli nie wierzysz w miłość, nie masz siły jej uprawiać. Od bardzo dawna nie mam już sił ani ochoty, nie sądzę, aby powodem był wiek (…), jeśli ktoś kocha, nic go nie powstrzyma, a jeśli nie, nic go nie obudzi. W tym tkwi moja wina, moja zdrada; kto nie kocha się i nie tęskni za tym, jest renegatem. Słusznie jest trzymać go pod kluczem. Nawet gdyby go wypuszczono, nie wiedziałby, co począć ze światem życiem kolorami światłem wieczorem, eunuch w haremie jest bezradny”

                       [Claudio Magris, Na oślep. Przeł. J. Ugniewska].

  

środa, 30 maja 2012
1120. Short History of Decay...

  

Znów to współ-granie organizmu z pogarszającą się pogodą: tępy ból głowy zaraz po przebudzeniu, jak gdyby leżenie na kamieniach, rozstroje żołądkowe, krew w toalecie, płacz, histerie – psychiki roze-drganie. Obezwładniająca niemoc w ciągu dnia, przysypianie nad stronicami i jadłowstręt. Ale najgorsze myśli – czarne, beznadziejne, pełne do-siebie-odrazy. Za co ten ersatz życia, ja dlaczego? Przez tyle lat nie przyszło mi do głowy, że winno być inaczej, że coś nie funkcjonuje – przyzwyczaiłem się do tego stopnia, że głupio teraz pytać…

  

„(…) dobrze się mam w tej zgniliźnie, człowiek jest autofagicznym i gnojowym insektem, znajduje przyjemność w pożeraniu samego siebie”

                       [Claudio Magris, Na oślep. Przeł. J. Ugniewska].

  

Archiwum
Tagi