~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Quignard_Pascal

czwartek, 23 lipca 2015
1496. Eternal presence...

  

„Co to jest miłość? To nie jest podniecenie seksualne. To potrzeba bezustannego przebywania w towarzystwie tamtego ciała.

W zasięgu tamtego spojrzenia.

W zasięgu tamtego głosu.

(Nawet w zasięgu wyobrażonym. Nawet w formie obrazu wewnętrznego. Wielu mężczyzn, wiele kobiet wie, że można kochać umarłego. Możliwość związku ponad teraźniejszością stanowi nawet istotę miłości)”

                     [Pascal Quignard, Życie sekretne. Przeł. K. Rutkowski].

  

środa, 29 października 2014
1438. Caritas patiens est...

  

Znów w naszym kinie, z ojcem na „Bogach” (Polska’2014; reż. Łukasz Palkowski) – kolejki do kasy, jakich tu chyba nigdy nie widziano, projekcja z tego względu ma jakieś 20 minut opóźnienia. Niezrozumiała dla mnie popularność tego filmu – przeciętny biograficzny dramat o rzeczywiście nadzwyczajnych dokonaniach, obraz przaśności lat 80-tych, jak one bez polotu, zrealizowany raczej schematycznie (nie widzę rzekomej błyskotliwości scenariusza, inwencji reżysera, który by wyszedł poza ilustrację). W za dobrej formie jest od paru lat rodzima kinematografia, bym miał uwierzyć, że to najlepszy polski obraz roku – już raczej coś na miarę cyklu „Prawdziwe historie” TVN-u, nie za to się przyznaje Złote Lwy…

Za to już „Miłość” (Francja / Austria / Niemcy’2012; reż. Michael Haneke) jest dziełem skończonym i wybitnym, ze wszech miar godnym Złotej Palmy. Oglądam w telewizji z prawdziwym podziwem i wzruszeniem, wciąż myśląc przy tym o Ani. Pewnie to dziwne, ale już wiele razy wyobrażałem sobie, że się nią opiekuję, że chora jest albo umierająca – może w ten sposób w oczach własnych chciałem się wydać bardziej męski, silniejszy i odpowiedzialny; przesłonić tym poczucie winy oraz wstydu, że nie umiałem jej wysłowić mojego oddania, nie mogłem się z nią pieprzyć. A teraz jak gdyby umarła – znów sam jestem. Jak, po cóż dalej żyć bez kogoś, kto się wydawał Tobie całym światem, jedynym jego sensem…

  

„Miłość jest darem bezlitosnym, ponieważ nic nie pociesza po jej stracie. Miłość jest związana ze zgubą: zguba ją sprawdza.

To najsilniejszy ból.

Można sformułować negatywną definicję miłości: miłość jest tym, co pozostawia nieutulonym w żalu.

Ona nigdy się nie kończy. (Dlatego pozostawia nieutulonym w żalu. Jest nieskończona. Miłość, w przeciwieństwie do seksualności i do małżeństwa, jest nieskończona). Nie jest pewne, czy dla gatunku ludzkiego istnieje coś takiego jak żałoba.

Nic nie zwróci zapodzianego daru.

Bo nic mu nie dorówna”

                     [Pascal Quignard, Życie sekretne. Przeł. K. Rutkowski].

   

wtorek, 18 marca 2014
1369. Drying up...

  

Coraz ciszej i nieśmiało, niewyraźnie. Sprzedawcy nie rozumieją lub nie słyszą, przekręcają. Muszę powtarzać, dodatkowo się stresować, irytować. Wydobywać głos gdzieś z głębi, zmuszać do wysiłku, chrząkać, odkasływać. To, co ludzkie, naturalne – takie obce; kolejne z nieużywanych organów zanikają…

   

                „Rzeki nieustannie prą do morza. Moje życie w milczenie”

                  [Pascal Quignard, Życie sekretne. Przeł. K. Rutkowski].

  

poniedziałek, 26 sierpnia 2013
1288. Fragments d’un discours amoureux…

  

JA

„I jeszcze powiedziałem sobie: »Nie wiem, co czuła. Nie wiem, jaka była naprawdę. Wiem, że jej nie posiadłem, bowiem niczego się nie posiada, posiadając kobietę. W nic się nie wchodzi, wchodząc w kobietę. Wiem, że jej nie rozumiałem, tuląc ją do siebie. Ale ją kochałem«”

                  [Pascal Quignard, Życie sekretne. Przeł. K. Rutkowski].

  

ONA

„Kochał… Kochał mnie czy ideę mnie? Nie wiem. Jednak na pewno miał powody, żeby być mi wdzięczny. Nie utrudniałam mu sprawy. Są tacy mężczyźni, którym uwodzenie kobiety nie przychodzi łatwo. Obawiają się ujawnić pożądanie, narazić na odtrącenie. Za takimi lękami często leży historia z dzieciństwa. Nigdy nie naciskałam Johna, by się otworzył. To ja uwodziłam, to ja prowadziłam zaloty. Romans trwał na moich warunkach i zakończył się, kiedy tak postanowiłam. Pyta pan: czy mnie kochał? Odpowiadam: był mi wdzięczny”

                    [John Maxwell Coetzee, Lato. Przeł. D. Żukowski].

  

środa, 13 marca 2013
1232. Quem di diligunt...

  

„Car” (Rosja’2009; reż. Paweł Łungin) i Bóg – film niczym komentarz do książki Uspieńskiego; nieuniknione porównania do drugiej części dylogii Eisensteina (wąż tłumu na śniegu, sprofilowany cień na ścianie jako dosłowne wręcz cytaty). A przy tym dzieło autorskie, świeże, barwne, wierne realiom i znakomicie rozegrane. Starcie osobowości, racji, postaw. Szaleństwo władzy, pokuta-rozpasanie. Naiwność-siła wiary. Uległość oraz opór... Ruś rozanielona, sama się oddająca w jarzmo; piekło na ziemi czynione ze strachu przed Sądem Ostatecznym. Samotność pomazańca, w finale nicość tyrana bez poddanych (Puszkinowskie „lud milczy”), którzy by gięli karki…

Gdy zaczynam oglądać, gdzie indziej objawia swe oblicze nowy papież. Tylko przez krótki czas stado się mogło obywać bez pasterza…

  

                „Ludzkość niekiedy ma to szczęście, że nikt jej nie zbawia”

                      [Pascal Quignard, Albucjusz. Przeł. T. Komendant].

  

sobota, 15 września 2012
1166. Unforgiven...

  

Żeby aż tak się bez namiętności zakochiwać. Tak bez podniecenia pragnąć. Głuchym na własne być odczucia. Nie umieć postępować, mówić. I dopiero gdy za późno już – rozumieć. Nigdy sobie tego nie wybaczyć…

  

„Kocha się tylko raz. O tym razie się nie wie, ponieważ odkrywa się go wraz”

                  [Pascal Quignard, Życie sekretne. Przeł. K. Rutkowski].

  

niedziela, 24 czerwca 2012
1132. Man in Society...

  

WTOREK.

List od ukochanej Anuleczki. Szkoda, że już nie taki, jak te kiedyś, ale cieszy…

ŚRODA.

Wygrywam na Innejstronie książkę „Queer a islam”. Trzy lata temu udało się z „Radością seksu gejowskiego” na Homikach. Tamta pozycja źle skończyła (por. 666), tej wróżę żywot równie utajony, ale dłuższy…

CZWARTEK.

M. wpada do mnie na herbatę. Już drugi gość w tym miesiącu / roku w moim domu. Mam pomysł, żeby się powierzyć w jego ręce w celach fotosesji…

PIĄTEK.

Na dwóch randkowych portalach natrafiam na swego sąsiada. Przeczucie (a jestem na te sprawy całkiem ślepy) co do niego mnie więc nie myliło (por. 1033). I co z podobnym odkryciem ktoś taki jak ja może zrobić?...

SOBOTA.

W wigilię nocy świętojańskiej Biblioteka Narodowa urządza imieniny Jana Kochanowskiego w Ogrodzie Krasińskich. Długo fotografuję przepiękne, a na ogół niedostępne wnętrza Pałacu Rzeczypospolitej; wśród książkowych kiermaszy (mnóstwo atrakcyjnych promocji, ale ja już na etapie oszczędzania na jedzenie) wpadam na J. Z poczucia wstydu za siebie zaniedbałem ów kontakt przez ostatni rok – a przecież kawał blogowego życia to epopeja związana z tą literką. Rozmawiamy na ławeczce i obiecujemy sobie się-odzywać; znów jestem do nich zaproszony (zły los uniemożliwił to styczniową porą)…

Jeśli uwzględnić jeszcze dwa dni z T. przed tygodniem (por. 1129), można by pomyśleć, że prowadzę życie towarzyskie. I chyba nawet by mi pasowało...  

 

                 „Nade wszystko kochał przyjaciół i zupełnie ich nie miał”

                     [Pascal Quignard, Albucjusz. Przeł. T. Komendant].

  

Archiwum
Tagi