~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Hartwig_Julia

wtorek, 25 sierpnia 2015
1506. Unmasking...

  

W piątek nareszcie jakiś odzew, zapraszają na rozmowę w poniedziałkowe popołudnie. Kancelaria (komornika sądowego, jak później się okaże) w budynku Starej Giełdy przy placu Solnym (we wnętrzu zaskoczy mnie kareta w hallu i bryczka na półpiętrze). Uroki dojeżdżania do Wrocławia z pipidówy – dziesięć minut spotkania oznacza konieczność przebywania sześć godzin poza domem, czekania po przyjeździe i na powrotny pociąg. Oferta krótka: pół etatu, obsługa korespondencji i 800 złotych. Mieli poinformować o decyzji dzisiaj, odzewu jednak brak. CV się spodobało (bo doświadczenie w tym, co wymagane, inicjatywa w tworzeniu bazy danych, państwowe instytucje), ja chyba nie. Pewnie to ten pedalski tembr – wszak nawet mnie odrzuca. Albo przeciwnie – za duże wycofanie, milkliwość i nieśmiałość w każdym geście. Nie dość, że izoluję się od ludzi, to inni też nie chcą mieć ze mną na dłużej do czynienia. Można próbować się kreować na papierze, jednak nadchodzi w końcu ten bolesny moment demaskacji…

  

                    „Natura twoja jest zła Z tym się pogódź

                    Woła przez ciebie głosem który cię przeraża

                    Słowami których zdawało ci się – nie miałeś w sobie

                    Wytryska z ciebie inna niźli o niej mniemasz

                    jak wrzące źródło o zapachu siarki

                    pod którym omdlewają zielone łąki pozoru”

                                                            [Julia Hartwig, Natura twoja].

   

23:15, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
niedziela, 22 marca 2015
1464. Drobne szaleństwa dnia codziennego...

  

                    „W moim odciętym pokoju

                    robię postępy w mówieniu do siebie”

                                        [Robert Lowell. Przeł. P. Sommer].

  

Popołudniowe wydarzenie na podwórku: żyjący chyba samotnie pan z psychicznym odchyleniem dostaje jakiegoś napadu – krzyczy od kilku dni „do kogoś”, awanturuje się, nie daje drzwi otworzyć. Przyjeżdża na sygnale doń policja, straż pożarna, zabiera go karetka. Sąsiedzkie głowy w oknach (zaćmienie słońca w piątek nie miało tylu obserwatorów), strojący sobie żarty chłopacy na podwórku. Być może za dwadzieścia czy trzydzieści lat historia się powtórzy – odwrotnie niż u Marksa farsa się zmieni w dramat, znów będzie widowisko, przyjadą właśnie po mnie (por. 1416). Już teraz można wytknąć palcem, zaczynać odliczanie…

    

                    „Ile pokarmu da się wyciągnąć z szaleństwa

                    ile z obsesji śmierci

                    zanim osiągną one krytyczny punkt

                    kiedy już nic z niczego nie da się wysnuć

                    kiedy nic do niczego nie zmierza

                    kiedy na spotkanie nie pojawia się nikt”

                                        [Julia Hartwig, Zanim].

  

niedziela, 23 września 2012
1170. Symphony № 1 „The Autumn”…

  

Dzisiejsze niebo: obłoki nanizane na przeciągłe mleczne smugi – zupełnie niczym nuty na jakiejś kosmicznej pięciolinii. Poziome pasy trwają, a chmury przebiegają po nich szybko razem z wiatrem – kolejne takty zmieniającej się melodii barw i dźwięków: szum powietrza, szelest liści, z nagła się wyłaniające słońce i płożące po trawnikach drzewa cieni. Koncert na inaugurację sezonu jesiennegoZatrzymuję się, przyglądam i wsłuchuję…

  

                    „Memento piękna: że jest i bywa nagłe”

                                        [Julia Hartwig, Tyle razy widziane].

  

22:54, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
Archiwum
Tagi