~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Hartwig_Julia

środa, 28 listopada 2018
1709. Tchnienia...

„Nieruchome nogi wierzb nad wodą

gdy zanurzone gałęzie chciałyby popłynąć

(…)

drży skóra wody pod dotknięciem słońca

i łagodny oddech powietrza towarzyszy ci w drodze

przez smużący liśćmi listopad”

[Julia Hartwig, Listopad].

22:42, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
wtorek, 21 sierpnia 2018
1699. Profiles (II): Admiration...

„Byli jak ptaki które przenoszą się z drzewa na drzewo

zwołując swoje sejmy w tajemniczy sposób

w tej albo w tamtej stronie miasta Zawsze wolni

jakby nie mieli rodzin ani zajęć

wiedzeni jedną chęcią: żyć dla przyjemności

które cieszą ich zresztą w miarę nie przesadnie

Spotykasz ich na placach i w lokalach nocnych

jakby nigdy nie spali lub spali nad miarę

miasto należy do nich Oni zarządzają

kiedy ma nocą zapanować spokój

(…)

Ich młodość jest jak gdyby eksterytorialna

cieszy mnie ich uroda odmienność zdumiewa

wspaniała inna raso czyś chociaż szczęśliwa”

[Julia Hartwig, Nieznajomi wciąż nowi].

21:52, alexanderson , Miłość (?) / Seks (!)
Link
wtorek, 25 sierpnia 2015
1506. Unmasking...

  

W piątek nareszcie jakiś odzew, zapraszają na rozmowę w poniedziałkowe popołudnie. Kancelaria (komornika sądowego, jak później się okaże) w budynku Starej Giełdy przy placu Solnym (we wnętrzu zaskoczy mnie kareta w hallu i bryczka na półpiętrze). Uroki dojeżdżania do Wrocławia z pipidówy – dziesięć minut spotkania oznacza konieczność przebywania sześć godzin poza domem, czekania po przyjeździe i na powrotny pociąg. Oferta krótka: pół etatu, obsługa korespondencji i 800 złotych. Mieli poinformować o decyzji dzisiaj, odzewu jednak brak. CV się spodobało (bo doświadczenie w tym, co wymagane, inicjatywa w tworzeniu bazy danych, państwowe instytucje), ja chyba nie. Pewnie to ten pedalski tembr – wszak nawet mnie odrzuca. Albo przeciwnie – za duże wycofanie, milkliwość i nieśmiałość w każdym geście. Nie dość, że izoluję się od ludzi, to inni też nie chcą mieć ze mną na dłużej do czynienia. Można próbować się kreować na papierze, jednak nadchodzi w końcu ten bolesny moment demaskacji…

  

                    „Natura twoja jest zła Z tym się pogódź

                    Woła przez ciebie głosem który cię przeraża

                    Słowami których zdawało ci się – nie miałeś w sobie

                    Wytryska z ciebie inna niźli o niej mniemasz

                    jak wrzące źródło o zapachu siarki

                    pod którym omdlewają zielone łąki pozoru”

                                                            [Julia Hartwig, Natura twoja].

   

23:15, alexanderson , Zbędność / Ja-inny
Link
niedziela, 22 marca 2015
1464. Drobne szaleństwa dnia codziennego...

  

                    „W moim odciętym pokoju

                    robię postępy w mówieniu do siebie”

                                        [Robert Lowell. Przeł. P. Sommer].

  

Popołudniowe wydarzenie na podwórku: żyjący chyba samotnie pan z psychicznym odchyleniem dostaje jakiegoś napadu – krzyczy od kilku dni „do kogoś”, awanturuje się, nie daje drzwi otworzyć. Przyjeżdża na sygnale doń policja, straż pożarna, zabiera go karetka. Sąsiedzkie głowy w oknach (zaćmienie słońca w piątek nie miało tylu obserwatorów), strojący sobie żarty chłopacy na podwórku. Być może za dwadzieścia czy trzydzieści lat historia się powtórzy – odwrotnie niż u Marksa farsa się zmieni w dramat, znów będzie widowisko, przyjadą właśnie po mnie (por. 1416). Już teraz można wytknąć palcem, zaczynać odliczanie…

    

                    „Ile pokarmu da się wyciągnąć z szaleństwa

                    ile z obsesji śmierci

                    zanim osiągną one krytyczny punkt

                    kiedy już nic z niczego nie da się wysnuć

                    kiedy nic do niczego nie zmierza

                    kiedy na spotkanie nie pojawia się nikt”

                                        [Julia Hartwig, Zanim].

  

niedziela, 23 września 2012
1170. Symphony № 1 „The Autumn”…

  

Dzisiejsze niebo: obłoki nanizane na przeciągłe mleczne smugi – zupełnie niczym nuty na jakiejś kosmicznej pięciolinii. Poziome pasy trwają, a chmury przebiegają po nich szybko razem z wiatrem – kolejne takty zmieniającej się melodii barw i dźwięków: szum powietrza, szelest liści, z nagła się wyłaniające słońce i płożące po trawnikach drzewa cieni. Koncert na inaugurację sezonu jesiennegoZatrzymuję się, przyglądam i wsłuchuję…

  

                    „Memento piękna: że jest i bywa nagłe”

                                        [Julia Hartwig, Tyle razy widziane].

  

22:54, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
Archiwum
Tagi