~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: Krall_Hanna

piątek, 19 kwietnia 2013
1246. Duma (1943) i wstyd (2013)...

  

70. rocznica wybuchu powstania w getcie warszawskim. Spośród wszystkich polskich zrywów (Czy to w ogóle można nazwać powstaniem? Chodziło przecież o to, żeby się nie dać zarżnąć, kiedy po nas z kolei przyszli. Chodziło tylko o wybór sposobu umierania) ten czysto straceńczy (Być może tam wcale nie było dramatu. Dramat jest wtedy, kiedy możesz podjąć jakąś decyzję, kiedy coś zależy od ciebie, a tam wszystko było przesądzone) paradoksalnie też najbardziej był sensowny (O to w życiu chodzi, o zwykłe męskie decyzje). Raz jeden w naszych dziejach (Porządek historyczny okazuje się tylko porządkiem umierania) idea nie była wyłącznie romantyczną mrzonką (Nie poświęca się życia dla symboli), ale zyskała wymiar pragmatyczny (Dokonanie wyboru między życiem a śmiercią jest ostatnią szansą zachowania godności – Hanna Krall „Zdążyć przed Panem Bogiem”)…

 

                  

  

      

  

                         „Prosimy Cię, Boże, o walkę krwawą,

                         Błagamy o gwałtowną śmierć.

                         Niech nasze oczy przed skonaniem

                         Nie widzą jak się wloką szyny”

                                        [Władysław Szlengel, Kontratak].

  

                  

  

      

  

Ohyda antysemickich wpisów pod każdą, zahaczającą choćby o „żydowskość” notatką w Internecie. Lubowanie się w „demaskowaniu pochodzenia”, w myśleniu kategoriami „rasowymi”. Współczesne „odtwarzanie muru”, napiętnowywanie, publiczne wyszydzanie. Bohaterowie usunięci w cień, nie „nasi”, jak cały tamten świat (nie mogła i nie chciała go pamiętać, tak jak niemal wszyscy inni ludzie w tym mieście, zajęci swoimi sprawami, życiem potocznym, nieświadomi, że zostali okaleczeni, bo bez Żydów nie są już tymi Polakami, jakimi byli niegdyś i powinni pozostać na zawsze – Andrzej Szczypiorski „Początek”)…

Wspólna była historia, Warszawa i sąsiedzi – zostały jedynie hordy bezczelnych anonimowością szmalcowników…

     

„(…) karuzela na placu Krasińskich kręciła się nadal, koniki galopowały, powoziki podskakiwały, sanie sunęły, gondole pluskały, chorągiewki furkotały, panny piszczały, młodzieńcy pokrzykiwali, katarynka skrzypiała, mechanizm karuzeli dudnił, wystrzały z broni maszynowej rozlegały się coraz donośniej, wybuchały pociski armatnie, huczały płomienie i tylko żydowskich jęków nie było słychać spoza muru, bo Żydzi umierali w milczeniu, odpowiadali granatami i bronią ręczną, ale usta ich milczały, już bowiem byli umarli, bardziej niż kiedykolwiek przedtem, bo mężnie wybierali śmierć, zanim jeszcze nadeszła, wychodzili jej naprzeciw, w ich dumnych oczach była cała wzniosłość dziejów ludzkich, odbijały się w nich pożary getta, przerażone pyski esesmanów, ogłupiałe pyski polskiej gawiedzi, zgromadzonej wokół karuzeli (…), odbijały się więc w ich oczach wszystkie dalekie i bliskie losy świata, całe zło świata i okruch jego dobra, a także twarz Stwórcy, zasępiona i gniewna, smutna i cokolwiek upokorzona, bo Stwórca odwracał oczy ku innym galaktykom, aby nie patrzeć na to, co zgotował nie tylko umiłowanemu ludowi, ale wszystkim ludziom ziemi, zhańbionym, współwinnym, podłym, bezradnym, zawstydzonym, a pośród wszystkich ludzi ziemi także temu człowiekowi, który stojąc na przystanku tramwajowym (…), powiedział pogodnie:

– Żydki się smażą, aż skwierczy!

Z nieba, osnutego dymami, żaden grom jednak nie uderzył i nie poraził tego człowieka” [Ibidem].

  

      

  

Archiwum
Tagi