~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~

Wpisy z tagiem: fotografie

wtorek, 17 października 2017
1645. Schloss Kamenz...

Tagi: fotografie
22:35, alexanderson , Zdjęcia: Spacery / Podróże
Link
niedziela, 10 września 2017
1639. Z cyklu: Zakupy (II)...

21:27, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
sobota, 19 sierpnia 2017
1635. Burg Tzschocha...

Tagi: fotografie
22:33, alexanderson , Zdjęcia: Spacery / Podróże
Link
niedziela, 06 sierpnia 2017
1633. Wycieczka do Rogalina i Kórnika...

Tagi: fotografie
21:18, alexanderson , Zdjęcia: Spacery / Podróże
Link
niedziela, 30 lipca 2017
1631. Le petit château à la française...

 

Gdy za daleko do Doliny Loary, to można do Gołuchowa…

Tagi: fotografie
23:32, alexanderson , Zdjęcia: Spacery / Podróże
Link
piątek, 07 lipca 2017
1626. Pocztówki sentymentalne...

niedziela, 04 czerwca 2017
1621. Arboretum w Wojsławicach...

Tagi: fotografie
22:27, alexanderson , Zdjęcia: Spacery / Podróże
Link
środa, 13 lipca 2016
1576. Wspomnienia z Pomorza (III) - Malbork...

Tagi: fotografie
20:10, alexanderson , Zdjęcia: Spacery / Podróże
Link
poniedziałek, 04 lipca 2016
1574. Wspomnienia z Pomorza (I) - Gdańsk...

Tagi: fotografie
20:38, alexanderson , Zdjęcia: Spacery / Podróże
Link
środa, 21 października 2015
1520. Virtuoso...

  

Tytuł poprzedniej notki był nie tylko odniesieniem do stylu koncertów młodego Chopina (finałowy etap konkursu), ale i zawoalowanym wskazaniem głównego faworyta. Brillant okazało się kluczowe – Seong-Jin Cho najdoskonalej połączył techniczną perfekcję z lekkością i radością gry. Dobór programu zaś – wykonanie już w drugim etapie sonaty, obowiązkowej (z zamianą tam ewentualnie na pełny cykl preludiów, które też zaprezentował) w trzecim – i zgranie z orkiestrą w koncercie, świadczą o samoświadomości, dojrzałości pianisty. Przeciętny słuchacz ma pewnie zrozumiałą skłonność do burz rodem z Etiudy Rewolucyjnej i charyzmy bardziej w graniu ciałem niż na klawiaturze, każdy też niemal z finalistów miał prawo się podobać, to jednak Koreańczyk bezsprzecznie był dla mnie najlepszy (a i jako człowiek ujmował mnie bez reszty). A jeśli dodać, że wszyscy czworo moi ulubieńcy znaleźli się wśród nagrodzonej szóstki, i to nawet w kolejności (nieprzypadkowej), z jaką ich w niedzielę wymieniałem, zaś już po finałach a przed ogłoszeniem wyników liczyłem się z nagrodą dla Charlesa Richarda-Hamelina, to moja trafność przewidywania i zgodność w ocenach z jury zdumiała mnie samego. Miałem więc nosa – czy raczej: uszy – i bodaj pierwszy raz bezsenną noc ze szczęścia…

  

      

  

Laureaci XVII Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina:

  

I. nagroda i złoty medal – Seong-Jin Cho (Korea Południowa)

+ nagroda za najlepsze wykonanie poloneza

II. nagroda i srebrny medal – Charles Richard-Hamelin (Kanada)

+ nagroda za najlepsze wykonanie sonaty

III. nagroda i brązowy medal – Kate Liu (Stany Zjednoczone)

+ nagroda za najlepsze wykonanie mazurków

IV. nagroda – Eric Lu (Stany Zjednoczone)

V. nagroda – Yike (Tony) Yang (Kanada)

VI. nagroda – Dmitrij Szyszkin (Rosja)

Wyróżnienia:

– Aljosza Jurinić (Chorwacja)

– Aimi Kobayashi (Japonia)

– Szymon Nehring (Polska)

– Georgijs Osokins (Łotwa)

  

Internet rozbudził niebywałe zainteresowanie konkursem i dobrą wokół niego atmosferę. Oby nie była to chwilowa moda, bo najważniejsze przecież ostatecznie, żeby wygrywał Chopin…

  

                    

  

      

  

12:55, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
środa, 07 października 2015
1517. Pergola...

  

      

  

      

  

      

  

piątek, 25 września 2015
1514. Gröditzberg...

  

      

  

      

  

                  

  

      

  

                  

  

      

  

                  

  

      

  

                  

  

      

  

      

  

Tagi: fotografie
23:01, alexanderson , Zdjęcia: Spacery / Podróże
Link
czwartek, 20 sierpnia 2015
1504. Die Ruine der Bolkoburg...

  

      

  

                  

  

      

  

                  

  

      

  

                  

  

      

  

Tagi: fotografie
23:16, alexanderson , Zdjęcia: Spacery / Podróże
Link
środa, 29 lipca 2015
1498. Gift from the Past...

   

Nie stać mnie było na książkę „Pałac. Biografia intymna” Beaty Chomątowskiej, zatem postanowiłem, że ją wygram. W konkursie fotograficznym, organizowanym przez Inicjatywę Osiedle Przyjaźń (na marginesie 60-tych urodzin Pałacu Kultury i Nauki), jedno z moich zdjęć (jak zwykle: nie to, którego szanse sam stawiałem najwyżej) znalazło się wśród trzech finalnie nagrodzonych.

To była jedna z pierwszych całościowych wypraw dokumentacyjnych po zamieszkaniu w stolicy, jeszcze w 2011 roku – ze skromnym aparatem, bez dzisiejszej maniery w kadrowaniu i dobieraniu pogody/światła. Pstrykało się wszystko, jak leci (por. 1028) – była świeżość spojrzenia, autentyzm i emocje. Warszawa przyjaźnie odkrywała przede mną swoje zakamarki, miało się nadzieję na przygodę, mieszkało się nareszcie samodzielnie. Żyło. A teraz jeszcze jeden profit, z czasów, co chyba bezpowrotnie już skończone…

  

22:24, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
sobota, 23 maja 2015
1481. Okruchy miasta...

  

Chodziłem po Krakowie z dwoma aparatami, w tym pierwszy raz z lustrzanką – odstąpioną mi przez ojca poprzednią jego zabawką. Brak wprawy i umiejętności, wnętrza, których nie umiem, na zewnątrz zbytnio jaskrawe słońca, poszarzające wszystko chmury. Tłumy chodzące, stojące samochody i wykopki. Oprowadzanie według programu miast dowolnego się szwendania, utykanie przełamujące ostry ból, wysłuchiwanie wzajemnych docinek towarzyszy. W efekcie niewiele prawdziwej zdjęciowej satysfakcji. Przeglądam setki kadrów, bo wszakże z miejsca, gdzie te na każdym kroku, ale nie będę z nich zbyt wielu miał pamiątek. Najlepsze zrobiłem rodzicom – mnie, tradycyjnie, na żadnym się nie znajdzie…

       

                        „Tak zwane widoki ziemi. Ale mało ich.

                        Wyruszyłeś i nie jesteś nasycony”

                                                            Czesław Miłosz.

  

                    

  

      

  

                    

  

      

  

                    

  

      

  

                    

  

poniedziałek, 18 maja 2015
1480. Bonnes promenades...

  

Wróciliśmy już, ochłonęliśmy. Dość intensywne dni, dużo chodzenia – z moją na pół skręconą (?) w poprzedni poniedziałek nogą. We wtorek około 15.00 zadomawiamy się na Librowszczyźnie – będziemy mieszkać przy ikonicznym dla klasycyzującego modernizmu Banku PKO projektu A. Szyszko-Bohusza. Pogodnym popołudniem obiad na Rynku, spacer Grodzką na Wawel i opustoszałe już krużganki zamku, portale na Kanoniczej, dziedziniec Collegium Iuridicum. W środę najwięcej – Galeria Sztuki Polskiej XIX wieku w Sukiennicach, ulica Floriańska i Barbakan, Pomnik Grunwaldzki, kościoły św. Floriana i pijarów, plac Szczepański i Pałac Sztuki, dziedzińce Collegium Nowodworskiego i Collegium Maius, małe zboczenie do manufaktury kapucynów po jakieś ziółka, obiad na Rynku, u franciszkanów „Bóg Ojciec – Stań się!” Wyspiańskiego, dalej Plantami pod Wawel i wzdłuż Wisły, Skałka, kościół Bożego Ciała i Kazimierz, gdzie synagogi Wysoka, Stara, Remuh oraz Tempel, szarlotka na ciepło z gałką lodów na Szerokiej (przygrywa nam na żywo jakiś kwartet) i zaciemnione wnętrze u dominikanów. Czwartek ulewny, zimny, zatem skromniej – kościół św. Barbary i Bazylika Mariacka z otwarciem ołtarza Wita Stwosza (prawdziwy zalew wycieczkowych grup, ale spędzamy tam godzinę, więc w końcu się przerzedza), pizza w lokalu „Trzy Papryczki” (tym razem nie w ogródku, jak przed pięcioma laty, gdym pierwszy raz w Krakowie – por. 762), galerie Sztuki Dawnej Polski i Sztuki Cerkiewnej Dawnej Rzeczypospolitej w pałacu Erazma Ciołka, wnętrze świętych Piotra i Pawła. Wieczorem rodzice zaglądają do Galerii Krakowskiej – wrażenie robią niespotykane we Wrocławiu marki; ja odpoczywam w domu. W piątek od rana Wawel – wnętrze Katedry, komnaty reprezentacyjne królów i „Dama z gronostajem” Leonarda; następnie szybki obiad w barze na Grodzkiej, świątynia bernardynów, kościoły św. Katarzyny, św. Anny, deser u Wedla i Teatr Słowackiego. W sobotę pakowanie, wczesny posiłek w „Awangardzie” w dawnym Kasynie Oficerskim – i na pociąg. Po 18.00 jesteśmy już w domu – ja z reminiscencjami (kiedyś, z kimś), a oni pełni nowych wrażeń. Bo podobało się – choć kuśtykałem z tyłu, to przecież przewodziłem; udało się zaliczyć wszystkie żelazne punkty (13 kościołów, 5 wystaw w 3 muzeach), a jeszcze zostało dość powodów, by tam wrócić…

  

      

  

niedziela, 03 maja 2015
1476. Wielkie małe rzeczy...

  

XXVII Festiwal Kwiatów i Sztuki w Książu. A raczej jarmark i nawet dosyć wyraźnie odpustowy. Hektary parkujących na łące samochodów, tysiące depczących po sobie ludzi – stragany z regionalnymi wyrobami, biżuterią, wszelką tandetą. Z głośnika biało-czerwone disco, na żywo zaś Peruwiańczycy z el condor pasa, jak w nadmorskim kurorcie. Pozastawiane korytarze, w komnatach więcej inżynierii w konstrukcjach florystycznych niż tych kwiatów. Ścisk, kiepskie zorganizowanie, w dodatku deszcz i chłód w pierwszomajowy piątek – wielkie rozczarowanie. Na szczęście była wystawa bonsai

   

                  

  

W drodze powrotnej sugeruję zatrzymać się w Strzegomiu. Kościół zamknięty, do środka zaglądamy przez szybę w wewnętrznych drzwiach („poza ołtarzem pusto”, mówi mama, a przecież „gotyk pierwszej klasy, nie znasz się”, replikuję), ale kamienie fasad i dekoracja portali przewspaniałe... 

  

      

  

Dziś wypad do zamku na wodzie w Wojnowicach. Poprzednio byłem tam z ojcem na rowerze przed bodaj dwudziestoma laty (wtedy przez Odrę trzeba było promem; teraz mamy już most – Wolności 4 czerwca otwarty przed rokiem przez prezydenta Komorowskiego); tym razem w trójkę samochodem na obiad w tamtejszej restauracji przy Kolegium Europy Wschodniej: schab z dzika, do tego purée z marchewki, maślane kopytka i nelsoński sos – wszystko jednak w jakichś warzywach niezbyt chcianych, które w większości sceptycznie zostawiam na talerzu. Zapadła wiocha, a jednak ludzie ciągną – uniemożliwiają mi zrobienie pełniejszego ujęcia…

  

                  

  

Do domu powracamy zahaczając o naszą Starówkę – taras nad Odrą za pałacem to teraz pseudobarokowy ogród. W trzcinach na dole wypatruję szczygła – szybka reakcja i odrobina szczęścia pozwalają utrwalić to spotkanie. I właśnie taki drobiazg potrafi wynagrodzić wszystko, daje najwięcej satysfakcji i radości…

  

      

  

poniedziałek, 27 kwietnia 2015
1474. Ogród Japoński...

  

      

  

      

  

      

  

      

  

      

  

      

  

      

  

      

  

niedziela, 05 kwietnia 2015
1468. Wielkanoc – zima za oknem, wiosna na stole...

  

                  

  

Tagi: fotografie
19:27, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
czwartek, 12 lutego 2015
1456. „Tłuste” i „chude” lata…

  

Przed rokiem, dwoma – Warszawa, wzorcowe pączki od Zagoździńskiego…

  

      

  

Obecnie – rodzinna dziura, faworki maminej roboty. Pyszne, a przecież tęskno za czymś więcej niż te wolskie słodkości…

  

      

  

15:00, alexanderson , Impresje / Refleksje
Link
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
Archiwum
Tagi